A4

A4 opowiadanie erotyczne od Monika Liga

To opowiadanie  dostępne jest bezpłatnie wyłącznie dla osób zapisanych na newsletter jako moje podziękowanie za to, że chcą być ze mną w kontakcie mailowym.

Zbieg okoliczności połączony z niewinnym z pozoru kłamstwem może doprowadzić do niespodziewanej sytuacji. Namiętnej, gorącej, wybuchowej. Przemek wrócił właśnie w rodzinne strony. Ma objąć menadżerskie stanowisko w oddziale firmy. W drodze do pracy, poznaje uroczą Francuzkę. Wybuch namiętności kończy się przygodnym seksem w toalecie. Okazuje się, że dziewczyna nie jest tym, za kogo się podawała. 

A poniżej fragment tego, co na Ciebie czeka

Rozdział 1

Właśnie wszystko w moim życiu się zmieniło. Praca, miejsce zamieszkania.
Po latach wracałem w rodzinne strony. Miałem nadzieję, że zmiany będą pozytywne.

Jechałem na spotkanie z kumplem, którego nie widziałem od pięciu lat. Umówiliśmy się w pubie.
– Cześć brachu! Kopę lat! Siadaj tutaj – wydarł się Marcin gdy tylko wszedłem do lokalu.
Uśmiech od ucha do ucha. Jak przed laty.
– No stary! Nic się nie zmieniłeś! – stwierdził.
– Dzięki. Co u ciebie? – spytałem.
– Ooo stary! Żona, dzieci. Dwóch chłopaków! Zobaczysz jak do nas przyjedziesz. Anita zaprasza, choćby dziś.
– Nie dam rady – musiałem odmówić. – Jutro zaczynam pracę.
– Gdzie? Chyba nie tutaj! – zdziwił się.
– No właśnie tutaj!
– No, ale ty chyba nie zostawiłeś w Warszawce żonki? – dopytywał.
– Nie – zaśmiałem się. – Ani żonki, ani dziewczyny. Już nie.
Cóż, dziewczyna, Marta… Nasz związek przetrwał niespełna rok. Na początku było dosyć gorąco, ale szybko okazało się, że nasze cele życiowe i pragnienia są rozbieżne.
Skończyły się tematy do rozmów, żar zaczął wygasać, aż wreszcie została codzienność i to w większości osobno. Rozstaliśmy się, że tak powiem, za porozumieniem stron.
– Słuchaj – ożywił się nagle. – Anita ma koleżankę. Fajna laska. Może byśmy się umówili na kolację we czwórkę?
– O co to to nie! – Kategorycznie odmówiłem. – W takie randki się nie bawię! Daruj Marcin.
– Dobra, dobra. Tylko zaproponowałem – usprawiedliwiał się.
Zamówiliśmy kolejne piwo. Postanowiłem, że wypiję nie więcej niż trzy. Jutro miałem objąć nowe stanowisko.
Po rozstaniu z Martą, nic mnie już właściwie nie trzymało w Warszawie, toteż ucieszyłem się, gdy zaproponowano mi awans. Warunkiem było przeniesienie się do Katowic. Moim atutem jako pracownika był fakt, że pochodzę właśnie z Katowic. Góra stwierdziła najwyraźniej, że będzie mi się łatwiej dogadać jako ziomalowi. Heh. Nie zastanawiałem się długo. Bardziej samodzielna praca, lepsze zarobki, samochód służbowy. Rodzina też się cieszyła.

Dotąd spotykaliśmy się głównie w święta, lub przy ważniejszych okazjach. Na przykład ślub brata. Młodszego. Musiałem się przy okazji nasłuchać o przelatującym przez palce czasie, o tym, że moi rodzice chcieli by zostać dziadkami, że już trzydziestka za mną i takie tam.
Myślę, że między innymi przez to gadanie związałem się z Martą. Podobała mi się fizycznie, ale od początku czegoś brakowało. Nie wiem czego. Był żar, ale nie było płomieni. Za dużo rozsądku, za mało spontany.
W pubie siedzieliśmy z Marcinem do północy. Wspominaliśmy kumpli, śmieszne wydarzenia ze szkoły i z placu, dziewczyny. W końcu o pierwszej w nocy dotarłem taksówką do mieszkania. Wynająłem je dwa dni temu. Wygodne, ale miałem tu zostać na dłużej, więc zamierzałem rozejrzeć się za czymś własnym.

Rano obudziłem się lekko skacowany. Jajecznica i kawa pomogły trochę. Prysznic jeszcze bardziej. Czułem się jednak trochę „trzaśnięty”. W firmie umówiłem się dopiero na trzynastą. Był piątek. Trzynasta w piątek, brzmi złowieszczo… Dziś miało być tylko wstępne wprowadzenie mnie w obowiązki, zapoznanie z załogą.
Dochodziła dziesiąta, zostało mi więc sporo czasu. Zamierzałem kupić sobie kilka płyt CD. Potrzebowałem nowej porcji muzyki. Wyszedłem więc z mieszkania i skierowałem się do marketu z RTV.
Jechałem autostradą A4. Swoją drogą, po Śląsku jeździ się teraz świetnie. Autostrada, średnicówka, wszystko połączone. Bajka. Porównałem to z jazdą po Warszawie. Ech. Poplątałem się niestety na jednym z węzłów. Zagapiłem się i zamiast w kierunku na Kraków, pojechałem pasem na Wrocław.
Kurwa! Ale ze mnie fujara.
Więcej kawy. Potrzebuję kofeiny.
Jechałem lewym pasem szukając zjazdu na najbliższą stację. Kawa, a później się zawróci… gdzieś.
Przede mną jechało auto, za mną TIR, a z prawej jeszcze jedna osobówka na pasie włączającym się do ruchu. Ot, zwykła sytuacja. Kierowca osobówki powinien był wjechać dopiero za TIR-em, ale postanowił wcisnąć się przede mnie, zmuszając mnie i kierowcę TIR-a do hamowania. TIR zatrąbił, mnie się nie chciało. Chciało mi się za to zwymyślać kretyna, gestami i oczywiście palcami dać mu do zrozumienia co myślę o jego stylu jazdy. Docisnąłem gazu i zacząłem wyprzedzać. Zrównałem się z nim i zajrzałem do auta. Za kierownicą siedziała kobieta. Ładna kobieta. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i podniosła dłoń w geście przeprosin. Złość przeszła w oka mgnieniu. Odwzajemniłem uśmiech. Jechałem tak obok niej, blokując ją między samochodem przed nią, a TIR-em. Widziałem, że spogląda na mnie nerwowo.
Błysnęła mi w głowie myśl. Gestem ręki przekazałem jej zaproszenie na kawę. Przechylenie filiżanki przy ustach było, miałem nadzieję, wystarczająco sugestywne. Pokiwała głową i pokazała palcem zjazd w prawo.
Ucieszyłem się. Poczułem dreszczyk nieznanego.
Najbliższy zjazd był na stację z Auto Grill. Dobrze. Nie lubię pić kawy z papierowych kubków.
Wcisnąłem się przed TIR-a i czekałem na zjazd ciekaw, czy kobieta nie stchórzy. Nie stchórzyła. Zjechała i zaparkowała. Auto zastępcze. No tak. Skoro tak jeździ…
Zaparkowałem po jej lewej stronie, żeby móc widzieć ją, gdy wysiada z auta.
Sięgnęła po torebkę i wysiadła.
Widok bardzo mi się spodobał. Szczupła, wyprostowana, stanęła obok samochodu i czekała.
Wysiadłem również i podszedłem do niej.
– Nieźle piracisz – uśmiechnąłem się do niej. – Przemek – i wyciągnąłem dłoń na powitanie.
Spojrzała na moją rękę.
– Simone – przedstawiła się.
Simone? Dosyć nietypowe imię, pomyślałem.
– Zapraszam na kawę. Zimno dzisiaj. Rozgrzejemy się w środku – powiedziałem, myśląc równocześnie, że zabrzmiało to dwuznacznie.
Nic nie odpowiedziała, tylko zapraszającym gestem dłoni wskazała bistro. Małomówna i tajemnicza. Ciekawe…
Weszliśmy do środka. Owionął nas zapach kawy i jedzenia. Wybrałem stolik pod oknem. Odsunąłem jej krzesło, dzięki czemu miałem widok na jej kształtne biodra kiedy materiał spódniczki opiął je gdy siadała. Szara garsonka, biała bluzka, czarne szpilki. Piękny widok.
– Pójdę po kawę – oznajmiłem. – Z mlekiem? – spytałem.
Znów nie odpowiedziała, tylko się uśmiechnęła. Potraktowałem to jako odpowiedź twierdzącą.
Po kilku minutach wróciłem z tacą. Postawiłem przed nią parującą kawę i ciastko. Podniosła filiżankę do ust i patrzyła na mnie sponad krawędzi. Upiła łyk, odstawiła filiżankę i oblizała piankę z górnej wargi. Ten gest pobudził moje zmysły. Niby nic, a zadziałało jak ożywczy strumień prądu.
Studiowałem jej pociągłą twarz, zielone oczy, pełne usta. Niżej się na razie nie zapuszczałem. Panowałem nad sobą.
Wciąż milczała. Postanowiłem przerwać ciszę.
– Powiedz, gdzie śpieszyłaś się aż tak, że omal mnie nie staranowałaś? – byłem ciekaw.
Patrzyła chwilę, po czym odpowiedziała. Nic nie zrozumiałem. Mówiła po francusku!
Strapiłem się trochę. Miałem jednak nadzieję, że może po angielsku się porozumiemy. Niestety. Gestem pokazała, że nie rozumie. Typowe dla Francuzów. Szkoda. Jak więc dogaduje się w Polsce?
– Szkoda, że nie rozumiesz. – Posmutniałem. – Chciałbym ci powiedzieć jaka jesteś piękna i co się ze mną dzieje, gdy tak patrzysz, uśmiechasz się. Powiedziałbym, że gdy tak zlizujesz mleko z ust, mam ochotę zabrać cię stąd i całować, pieścić cię i kochać się z tobą do upadłego – mówiłem to, nie wiedząc po co.
Przecież nie rozumie mnie. A może właśnie dlatego mówiłem?
Coś z tego co powiedziałem, a może sposób w jaki mówiłem, musiała trafnie odczytać. Zaczerwieniła się uroczo i upiła kawę.
– Ekskiuzemła – jakoś tak to zabrzmiało?
To akurat zrozumiałem. Wstała i wskazała toaletę.
Piłem kawę i czekałem.
Po dziesięciu minutach doszedłem do wniosku, że mnie wystawiła. Poczułem złość i upokorzenie. Cholerne rajskie ptaki! Po następnych kilku minutach również wstałem. Stwierdziłem, że się odleję. Przechodziłem właśnie obok ubikacji dla inwalidów, gdy drzwi ubikacji otworzyły się gwałtownie, a ja idąc w zamyśleniu nad własną nieudolnością, nie uchyliłem się na czas i z impetem dostałem drzwiami w twarz. Mocno. Oszołomiony oparłem się o ścianę. Przez mgłę zobaczyłem przerażoną twarz Simone.

To opowiadanie  dostępne jest bezpłatnie wyłącznie dla osób zapisanych na newsletter jako moje podziękowanie za to, że chcesz być ze mną w kontakcie mailowym.

odbierz dostęp

A4 opowiadanie erotyczne od Monika Liga

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz