Fotostory cz. 1

 

Rozdział 1

– Pieprzone słońce – zaklął siarczyście, mrużąc oczy i opuścił stopy na letnie deski podłogi.

Najchętniej nie opuszczałby łóżka do południa, może jeszcze dłużej.

Kochał kupione rok temu mieszkanie. Pamiętał dzień, gdy oglądał tylko te pod wynajem. Mniejsze, większe, część usytuowaną w nowym budownictwie, inne w kamienicach. Miał upatrzonych kilka, ale nie planował kupna. Nie chciał wiązać się z żadnym miejscem na stałe, a zakup nieruchomości za coś takiego uważał. Tamtego dnia pogoda raziła oczy identycznym słońcem, co dzisiaj. Różnicą była pora roku, więc upał wyciskał siódme poty z agenta nieruchomości, gdy wspinali się na piąte piętro. Drewniane schody skrzypiały pod nimi. Ażurowe podstopnice dodawały lekkości ciężkim belkom poręczy, wygładzonym setkami pociągnięć dłoni, uciskiem spoconych palców. Słońce migotało w oknach, oślepiając za każdym razem, gdy mijali jedno z nich na klatce schodowej kolejnego piętra.

– To mieszkanie ma swój urok – wysapał agent. – Warunkiem jest, że ktoś lubi prostotę, otwartą przestrzeń i schody. – Widać było, że z trudnością łapie oddech. – Idealne dla singla lub pary. Zresztą zaraz pan oceni i będzie wiedział, o co mi chodzi. – Uśmiechnął się, wkładając klucz do zamka.

Człowiek z lekką otyłością przestąpił próg, Piotr za nim. Pierwszym co zrobił agent, było załączenie klimatyzacji przełącznikiem przy wejściu i pootwieranie okien. Jak to na poddaszu, było gorąco i duszno. Klimatyzatory dmuchnęły lodowatym powietrzem, przeciąg szybko wywiewał zaduch. Piotr rozglądał się po mieszkaniu z zachwytem, dbając o to, by ten drugi nie zauważył wrażenia, jakie zrobiło na nim lokum.

– Trochę wysoko – mruknął, wyglądając przez okno. – Tylko dla ludzi z dobrą kondycją fizyczną. I rachunki za klimatyzację muszą być spore.

– Za to czynsz jest niski w ramach rekompensaty – odparował pewnym głosem agent.

O to właśnie chodziło Piotrowi. Agent nie zaprzeczał uniedogodnieniom, czyli niejedna osoba musiała z tego właśnie powodu zrezygnować z zakupu.

– Zapraszam do obejrzenia największego atutu mieszkania. – Pyzaty człowiek mrugnął do niego zabawnie, po czym skierował się ku zasłonie okrywającej ścianę.

Obserwując Piotra, teatralnym gestem szarpnął kotarę, odsłaniając widok za nią. Za oknem znajdował się sporych rozmiarów taras. Przestrzeń okolono szklaną balustradą. Część powierzchni zaaranżowano roślinnością, resztę pokrywały surowe deski. Piotr był zachwycony, lecz był również świetnym aktorem. Podrapał się po głowie, stanął w rozsuwanych drzwiach balkonowych.

– Nawet przyjemnie.

– Przyjemnie?! – fuknął oburzony pracownik agencji.

– Jak ktoś lubi zabawy w ogrodnika, to nawet bardzo – odparł Piotr. – Jestem artystą i muszę przyznać, że w salonie światło byłoby idealne do pracy. To zaleta umiejscowienia na wysokim piętrze. Jest jedno „ale”.

– Tak? – Puszysty człowiek zastrzygł uszami.

– Tego typu mieszkanie mogę kupić, bo mam zamiar zainwestować w ziemię lub nieruchomość. Mógłbym tu zamieszkać, ale najpierw musiałbym przerobić tę przestrzeń. – Odwrócił się, po czym zatoczył dłonią, wskazując salon. – Jeśli cena będzie odpowiednia, to chętnie nabędę mieszkanie. Wynajem w obecnym stanie nie wchodzi w grę.

Trzy miesiące później odebrał akt notarialny, stanowiący o tym, że stał się właścicielem kilkudziesięciu metrów kwadratowych przestrzeni, które od momentu wejścia do ciemnej bramy w kamienicy, skradły mu serce. Również chłód zakurzonego powietrza w klatce schodowej, ale przede wszystkim widok z okien i tarasu, który dokładnie obejrzał dopiero z rzeczoznawcą. Opanowane reakcje i przysłowiowy lód w żołądku pomogły mu zbić cenę i to dzięki temu mógł sobie pozwolić na remont.

Teraz szedł na spotkanie z klientem.

Było to o tyle utrudnione, że dzień wcześniej zabalował z kolegą, którego nie widział od lat. Krzysiek przyjechał na święta do rodziny, a po Nowym Roku miał wracać do Anglii, do pracy. Ostro popili, w wyniku czego Piotrowi teraz pękała głowa. Wolał nie ryzykować jazdy samochodem, będąc na kacu. Był Sylwester, więc i policja intensywniej sprawdzała kierowców. Poza tym nie wyobrażał sobie sytuacji, by wsiąść za kółko pod wpływem alkoholu, czy z jego wczorajszymi oparami we krwi. Najchętniej olałby sprawę i z kieliszkiem wina, opatulony w koc, leczył kaca na tarasie. Odpaliłby grzewczą latarnię gazową i czytając książkę, odzyskiwał siły. Nie mógł jednak odpuścić okazji, jaką było łatwe i dobrze płatne zlecenie od pewnego celebryty. Tak podsumował je po wstępnej ocenie, w wyniku przeprowadzonej rozmowy telefonicznej.

Szedł chodnikiem, błogosławiąc przezorność, która kazała mu zabrać okulary przeciwsłoneczne. Powinien był włożyć do uszu jeszcze korki tłumiące hałasy. Na to już nie wpadł. Z ulgą przyjął stonowany gwar kawiarni. Nie ranił mu uszu tak, jak zgrzyt kół tramwaju o metal szyn, czy przeraźliwy jazgot jakiegoś kundla, którego prowadzono na teleskopowej smyczy. Po prawdzie to miał ochotę wysłać kopniakiem na drugą stronę ulicy to kudłate, szczerzące namiastkę kłów gówno. Oczami wyobraźni widział ujadającą, żywą maskotkę i jej tor po łuku, zakończony mokrym plaśnięciem w znak drogowy.

Wszedł po schodach, pchnął drzwi tarasowe i wyciągnął nogi pod niewielkim stołem. Było mroźno, lecz słonecznie. Skierował twarz ku słońcu, rozparł się na skrzypiącej wiklinie fotela i czekał.

– Dzień dobry. – Przyjazny, kobiecy głos przywrócił go światu. – Co mogę panu podać?

– Doppio i po piętnastu minutach kolejne. – Uśmiechnął się do swojej ulubionej kelnerki. Nienachalnej, bystrej i ładnej. – W pierwszej kolejności popielniczkę proszę.

– Już się robi. – Mrugnęła do niego przyjacielsko. – Szarlotka na ciepło, jak zwykle?

– Jasne.

Uwielbiał jej domyślność i to, że mógł się dzięki niej poczuć stałym klientem. Rozpoznawalnym, wyczekiwanym, dopieszczonym. Stałym rytuałem nie odchodziła od stolika, lecz z kieszeni fartuszka wyciągnęła popielniczkę i postawiła ją przed nim. Czekała, by wyciągnął papierosa, po czym odpaliła zapałkę oderwaną z tekturki z logo lokalu i przystawiła mu na dwa centymetry od papierosa. Przysunął się, zaciągnął ogień w tytoń i zatrzymał na chwilę dym w płucach. Wydmuchnął obłok, z uśmiechem kiwnął dziewczynie, a ona odpowiedziała podobnym gestem.

– Kawa będzie za chwilę. – Po tych słowach odeszła.

Uwielbiał rytuał podobnie jak tutejszą kawę. Palił wyłącznie podczas picia alkoholu i wtedy, gdy leczył kaca po nim. Dziś miał do dyspozycji sześć papierosów. Po nich przyjdzie pora na abstynencję tak alkoholową, jak i nikotynową.

– Dzień dobry. – Zbyt melodyjny i aktorsko modelowany głos zmusił go do otwarcia oczu, wyjścia z błogiego stanu napawania się bezruchem i brakiem myśli. – Byliśmy umówieni w sprawie… – Pauza poczyniona w określonym celu.

– Rozmowy o zdjęciach. – Nie potrafił zamaskować znudzenia.

Zawsze to samo. Kolejny dupek skupiony na sobie. Wyobraża sobie pewnie, że cały świat krąży wokół jego fiuta i wydzielin przezeń produkowanych. Omal nie parsknął rozbawiony ostatnią myślą. Na kacu do głowy wpadały mu wybitnie abstrakcyjne, a zarazem mocne porównania. Klient usiadł wyprostowany, w nienaturalny sposób wydymając usta. Wciągnął w płuca powietrze, po czym wypuścił je z przymkniętymi powiekami. Piotrek miał ochotę w odpowiedzi ostentacyjnie puścić bąka.

– Co dla pana? – Kelnerka zwróciła się do nowo przybyłego, stawiając podwójne espresso i szklaneczkę wody gazowanej przed Piotrem.

– Cava – miauknął, wywołując tym odruch wymiotny u Piotra. – Mocno schłodzone, podane na białej, bawełnianej serwetce.

– W czym mogę pomóc? – Piotr uśmiechnął się z całą dostępną uprzejmością, czując podświadomie, że powinien wstać, podziękować za zainteresowanie jego usługami i odejść.

– Jest pewna kobieta. – Częsty bywalec portalu „Pudelek” pochylił się ku niemu, mrużąc okolone nienaturalnie długimi rzęsami oczy.

Zupełnie, jak u baby – przemknęła Piotrowi zdumiona myśl.

– Tak? – zainteresował się uprzejmie.

– Fotograf sław. – Wyprostował się. – Takich, jak ja. Ale to teraz. – Zrobił pauzę, czekając, aż kelnerka odejdzie od stolika. Uniósł kieliszek do ust, upił łyk, przymykając z rozkoszą oczy. – Kiedyś była nic nieznaczącą fotografką. – Wydął z pogardą usta.

Piotr był pewien, że nie są naturalne, lecz czymś napompowane. Siedzący naprzeciw mężczyzna wydawał się być tak bardzo kobiecy, że nie zdziwił go fakt wyświetlenia się obrazka, w którym ten ssie innego faceta. Radar homoseksualizmu uruchomił się jak zwykle automatycznie. Jeden z wielu radarów, które czyniły z Piotra świetnego, a co za tym idzie wziętego, detektywa.

– Czego pan oczekuje ode mnie? – Zadał rzeczowe pytanie, choć miał ochotę stwierdzić, że i on nie od zawsze jest celebrytą. Kiedyś był nieznanym aktorzyną.

– Muszę odzyskać pewne zdjęcia – odparł z powagą. – Jeśli powiem jej o chęci ich posiadania, to mogę mieć pewność, że zrobi kopię. Wiem, gdzie są, ale sam nie mogę po nie iść. Potrzebuję specjalisty.

– Rozumiem. – Piotr skinieniem głowy dał znak kelnerce, że może przynieść kolejną kawę. – Proszę o więcej szczegółów.

Słuchał klienta, przyglądając się jego wymuskaniu. Idealnie wyprofilowanej trymerem bródce, włosom spiętym w najmodniejszy obecnie koczek, choć wolał określenie „fryzura na trepanację czaszki”. Szal miał finezyjnie udrapowany pod szyją i na ramionach. Czarny płaszcz był tak dopasowany, że jego właściciel nie mógł swobodnie rozsiąść się, lecz tkwił na krześle wyprostowany, jakby mu ktoś kij w tyłek wsadził. Ostatnia myśl znów rozweseliła Piotra, lecz nie pokazał tego po sobie. Klient mówił, popijając maleńkimi łyczkami białe wino. Piotr słuchał go, zamierzając przeprowadzić zwyczajowy test tuż przed tym, gdy godzi się na przyjęcie zlecenia. Test ceny, tak nazywał zaproponowanie zbyt wysokiej kwoty. Robił to jedynie wtedy, gdy nie miał całkowitej pewności co do tego, czy chce wziąć dane zlecenie. Klient nie mrugnął nawet okiem, godząc się na wygórowaną stawkę.

– Sue nie może o niczym wiedzieć. – Rozmówca pochylił się do Piotra, ściągając usta i mrużąc oczy. – Jeśli się zorientuje, sprawa wycieknie do Internetu, a ja będę skończony.

– Rozumiem. – Piotr sięgnął po zdjęcie, które przedstawiało panią fotograf, jego nowe zlecenie. – Sue Nagiński?

– Pseudonim artystyczny. – Mężczyzna odchylił się do tyłu, lecz zrezygnował z oparcia się i powrócił do pionu.

Piotr patrzył na kobietę ze zdjęcia. Pomyślał, że jeśli choć w połowie jest tak ponętna jak na fotografii, to takie zlecenie może być całkiem dobrą zabawą.

Poznaj całą historię Ewki

Dodaj komentarz