Gorący śnieg cz. 3

Jest taka książka, która podnieca, ale i bawi. Wielokrotnie słyszałam, że przy czytaniu parskałyście ze śmiechu. I tak lubię! 🤩🤩🤩

„Gorący śnieg” to jedna z takich historii, którą doceniło wiele osób i dzięki temu dzisiaj

OTRZYMAŁA NOMINACJĘ w 2. edycji Nagrody BEST AUDIO Empik Go Audiobook w kategorii Namiętne historie!

Rozdział 3

Zośka

Postanowienie trzecie: Trzymać się reguły sprawdzania danych o pracodawcy i nie kierować impulsem, bo intuicja jest najwyraźniej spierdolona.

– Witam. – Uśmiech uniósł kąciki ust, oczy wbijał w moją twarz. – Czy my się przypadkiem nie poznaliśmy?

Patrzyłam na niego zdumiona, nie wiedząc, czy faktycznie mnie nie poznał, czy właśnie sprawdza moją odwagę. Tak jak chwilę wcześniej osłupiałam, tak teraz wkurwiłam się nie na żarty, no bo jak to tak? Nie poznaje mnie, czy chce ośmieszyć? Oba scenariusze były do kitu i podniosły mi w efekcie ciśnienie.

– Nie znamy się – odparłam spokojnie, ale byłam pewna, że moje oczy ciskają pioruny. – My się tylko pieprzyliśmy.

Po moich słowach zapadła cisza. Dotarło do mnie, że zachowuję się niegrzecznie, chamsko i gówniarsko. Nie mogłam już cofnąć słów, nie dało się odpowiedzieć powiedzianego. Pozostało mi oczekiwanie na reakcję.

– I co z tym zrobimy? – Nie wyglądał na urażonego, raczej go rozbawiłam.

– Widzę dwa wyjścia. – Zaplotłam ramiona pod piersiami, co momentalnie skoncentrowało jego wzrok na moim biuście. – Albo rozwiązujemy kontrakt i wyjadę stąd jeszcze dzisiaj, albo zachowujemy się jak dorośli ludzie i prowadzę ci hotel, a o tamtym zapominamy.

Czekałam na odpowiedź i denerwowałam się. Zdałam sobie sprawę z faktu, że chcę tutaj pracować, mieszkać w tym miejscu i… mieć pod nosem człowieka, na widok którego żołądek wywinął mi koziołka, a serce przemieściło się do gardła. Tęskniłam za nim, jego skręconymi włoskami na klacie i za solidnym kawałkiem mięsa, którym mnie spenetrował. Poprawka – sama się nim spenetrowałam. Różnica niewielka, efekt taki sam.

Oczywiście, nie przyznałabym tego na głos za żadne skarby świata i chyba wcześniej wyrwałabym sobie język, niż któraś z tych prawd zostałaby przeze mnie ubrana w słowa.

– Jestem dorosły, więc jakoś przeżyję obecność zgrabnego tyłka, który pieprzyłem. – Świetnie opanował emocje, jego spojrzenie nie wyrażało kompletnie nic. – Polecono mi ciebie, jako jednego z najbardziej uzdolnionych menadżerów w kraju. W dodatku uczciwych i zdaje się właśnie dowiodłaś tej cechy.

Opuściłam dłonie, kamień spadł mi z serca. Gdyby kazał mi teraz wyjechać, poczułabym się parszywie i niekobieco.

– Chcę oprowadzić cię po hotelu, przedstawić załodze, ale może najpierw rozgość się w apartamencie. – Odwrócił się, sięgnął po coś do kieszeni marynarki, która wisiała na oparciu krzesła.

Oczywiście mój wzrok automatycznie zjechał w dół i spoczął na kształtnym tyłku, który bezczelnie obmacałam wzrokiem. Nie zdążyłam w porę odwrócić oczu, natomiast on zdążył się obrócić z powrotem.

O cholera. – Zamknęłam oczy, starając się zapanować nad rumieńcem wypływającym mi na twarz. – Czyli on ma po prostu takiego grubego cały czas. Nawet przez spodnie to widać.

– To moja wizytówka. – Aż podskoczyłam, słysząc go tuż obok.

Zamrugałam gwałtownie, musiałam podnieść głowę, by mu spojrzeć w oczy. Stał metr ode mnie i zaglądał tymi swoimi czarnymi ślepiami w moje. Oddychałam płytko, musiałam opanować chęć ucieczki z pokoju. Odetchnęłam głęboko, spowalniając oddech, starając się zapanować nad paniką. To był błąd, bo teraz miałam w nozdrzach jego zapach. To było pomieszanie woni wspaniale dobranych perfum, które weszły w magiczną reakcję z jego skórą. W ustach zebrała mi się ślina, przełknęłam jej nadmiar, zacisnęłam usta.

– Proszę. – Przysunął prostokątny kartonik, który trzymał między palcem wskazującym i środkowym. – Zadzwoń, jak będziesz… gotowa.

Ostatnie słowo wymówił cicho, pieszczotliwie. Zabrzmiało ono tak zmysłowo, że podniecenie uderzyło mnie kopniakiem w brzuch. Wyciągnęłam drżącą dłoń, wzięłam od niego wizytówkę. Zrobiłam to nieostrożnie, opuszki dotknęły opuszków, poraził mnie prąd. Kretyńskie! Kartonik wysunął się spomiędzy palców, wylądował na dywanie. Odruchowo kucnęłam i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z idiotyzmu, jaki właśnie uczyniłam. Obniżając się, wylądowałam twarzą przed jego rozporkiem. Byłam tak skrępowana własną ułomnością, że chwilę trwało, nim udało mi się wymacać leżącą na wykładzinie wizytówkę i ująć ją w spocone palce. W międzyczasie nie odrywałam wzroku od jego rozporka, co musiało wyglądać, jakbym specjalnie zrobiła z siebie niezdarę, żeby móc sobie pooglądać jego krocze z bliska.

Zamknęłam oczy, zacisnęłam powieki, wymacałam wizytówkę. Podniosłam się z kucek i dopiero wtedy otworzyłam oczy.

– Zadzwonię, gdy tylko się odświeżę. – Wycedziłam przez zęby. – Miło mi poznać. Zofia. – Wyciągnęłam dłoń. – Dla znajomych Zośka.

– Wojtek.

I zamknął moją dłoń w swojej ciepłej, a dla mnie zatrzymała się kula ziemska, a co za tym idzie, przestała działać grawitacja. Unosiłam się nad dywanem, płuca wypełniły się próżnią i tylko sekundy dzieliły mnie przed implozją. Zassie mnie czarna dziura emocji, wessie w nicość i wypluje jako małą, kwadratową kostkę.

Idiotka!

Wojtek wypuścił moje palce, planeta znów ruszyła, grawitacja sprowadziła stopy na podłogę, mogłam oddychać.

Nic już nie powiedziałam, wolałam nie ryzykować. Obróciłam się ku drzwiom i na miękkich nogach opuściłam jego pokój. W przydzielonym mi apartamencie podeszłam do stołu, opadłam ciężko na krzesło i z twarzą zwróconą ku oknu i najpiękniejszemu widokowi za nim, wystękałam:

– Kurwa jego jebana mać. Co to było?

Nie jestem romantyczką, nie wierzę w te wszystkie porażenia strzałą Amora i przepływające przez ciało prądy. Wyznaję wiarę w rozsądek, zdrowe dopasowanie osobowości i porządny seks. Reszta jest kwestią pracy i wzajemnych kompromisów. To, czego doświadczyłam przed chwilą było zaprzeczeniem powyższego i zakrawało na jakieś bzdetowate romansidła, a nie na rozsądną kobietę, którą jestem.

– Dobra, kurwa! – Wstałam, przewracając krzesło. – Jestem w szoku, bo facet, którego wizerunek przywoływałam za każdym razem, gdy robiłam sobie ostatnimi miesiącami dobrze, jest tutaj. Nic poza tym! Byłam twarda, jestem twarda i taka pozostanę. On też był twardy i taki przyjemny w dotyku. – Przewróciłam oczami do tych mokrych myśli.

Postanowienie czwarte: Nie patrzeć Wojtkowi na tyłek, na krocze, nie dotykać go i nie wąchać.

Po szybkim prysznicu ubrałam białą bluzkę, prosty garnitur i upięłam włosy w kok. Niewielkie kolczyki i bransoletka były delikatne, nierzucające się w oczy i tylko makijaż pozwoliłam sobie zrobić mocniejszy. Taka moja zbroja, czy raczej barwy wojenne. Do paska spodni przypięłam niewielki, elegancki notes z cienkim długopisem. Kartę magnetyczną wsunęłam do wewnętrznej kieszeni marynarki i odetchnąwszy głęboko, opuściłam mój nowy azyl.

Nie chciałam dzwonić do Wojtka, wysłałam mu sms o treści: „Jestem gotowa. A Ty?”.

No dobrze, nie było co zaprzeczać, podobał mi się jak jasny gwint i w głębi duszy miałam nadzieję na coś więcej. Miałam też nadzieję, że nie okaże się, że jest żonaty i zainteresuje się moją skromną osobą. Wiedziałam, że wiele wysiłku będzie mnie kosztowało, by go nie prowokować.

Telefon zadźwięczał i wypluł wiadomość: „Zawsze”.

Nie czekałam na niego, wolałam nie narażać się na wspólną jazdę windą.

Mimo wieloletniej praktyki w zarządzaniu wieloosobowym zespołem, denerwowałam się. Byłam w nowym miejscu i z praktyki wiedziałam, że od pierwszego wrażenia zależy bardzo wiele.

Dodaj komentarz