Ktoś coś

To opowiadanie  dostępne jest bezpłatnie wyłącznie dla osób zapisanych na newsletter jako moje podziękowanie za to, że chcesz być ze mną w kontakcie mailowym.

A poniżej fragment tego, co na Ciebie czeka

Rozdział 1

Zadzwoniłem do firmy i wziąłem urlop na żądanie.

Po co? By móc popatrzeć. Na co? Na nią.
Z nosem przy szybie, a właściwie z lornetką, siedzę przy oknie, z którego mam widok
na jej okna.

Jak ona ma na imię? W sumie co za różnica? W tym momencie to nieistotne. Dlaczego akurat ją obserwuję? Nie mam zielonego pojęcia, ale od kilku tygodni nie załączyłem telewizora, komputer sporadycznie i tylko wchłaniam jej obrazy przy pomocy lornetki. Patrzę, by następnie zrobić sobie przerwę na kilkadziesiąt pompek. Po co? Żeby nie wypierdolić przez szybę wprost w jej okno. Fiksacja mnie na tą dziewczynę dopadła. Niby smukła, zwykła istota, a jednak jest w niej coś ulotnie fascynującego. Ulotnego i kurwa zajętego.

***

Nareszcie! Zmiana statusu.

Dziś zobaczyłem kłótnię. Ona rzucająca ciuchami w niego i kopiąca walizkę. Z resztą akcji przenieśli się do przedpokoju, więc straciłem ich z oczu. Nie widziałem już nic z ciągu dalszego.

Kilka, może kilkanaście minut później facet z walizką wychodzi z drzwi klatki schodowej w zawieruchę śnieżną. W końcu widok jej zapłakanej przy stole w kuchni. Odkorkowuje butelkę wina, nalewa kieliszek do pełna i wypija prawie duszkiem. Ostrzę ustawienie soczewek, by przyjrzeć się lepiej szyi i delikatnemu ruchowi grdyki, gdy przełyka trunek. Płacze chyba. Tak, na pewno, bo smarka i rzuca chusteczką przed siebie.

Zazwyczaj zastanawiasz się nad tym, co robisz. Ja zastanawiałem się zawsze i analizowałem daną sytuację w szerz i wzdłuż, nim podjąłem decyzję. Każda była przemyślana i wyważona. Nawet kolor zasłonki w sypialni wybierałem przez tydzień. Czasami kierujesz się jednak intuicją i wynikają z tego przedziwne rzeczy. Kobiety w posługiwaniu się intuicją są bieglejsze, ja poddałem się jej działaniu po raz pierwszy i o dziwo poczułem ulgę. Jakbym popłynął z prądem rzeki, nie próbując się mu przeciwstawiać. Nie wiedziałem dokąd mnie ta rzeka zaprowadzi, ale nie obawiałem się porażki.

***

Dupek! Dupek! Dupek!

Ja pierniczę! Dlaczego ja spotykam same popsute egzemplarze?
Po
dziesięciu miesiącach mieszkania razem dowiedziałam się, że go ograniczam. Stwierdził, że potrzebuje oddechu i odpoczynku. Chciał, żebyśmy spotykali się tylko trzy razy w tygodniu, bo za dużo mam w sobie kobiety.

No żesz kurwa, ja pierdolę! Jakim cudem niby?! Za dużo kobiety w kobiecie? Dobre sobie!

Wykopałam go z ciuchami na klatkę krzycząc, że nie zrobi sobie ze mnie szaletu i albo w te, albo we wte!

Teraz siedzę, płacząc do wina i tylko zastanawia mnie, z jakiego powodu te łzy. Że to nie rozpacz, tego jestem pewna. Smutku też nie czuję, a jedynie złość. Tak, jestem zła, a właściwie wściekła, bo już od dawna wiedziałam, że nie pasujemy do siebie. Właściwie od początku. Co z tego? Trwałam w tym czymś, bo tak wygodniej, może bezpieczniej. Właściwie to nie rozumiem całej tej sytuacji. Nieźle, co? Nie rozumiem samej siebie. Ech…

Cóż, było, minęło. Trzeba zapomnieć wraz w wysikaniem wina, które właśnie w siebie wlewałam. Zaczynało delikatną zabawę z moimi neuronami, pomagając stępić zmysły.

Z butelką i cienkim szkłem na stopce przeszłam do pokoju smętnie zauważając, że tą butelkę wina odkorkowłał Adrian i sączyliśmy je razem, oglądając Netflixa. Teraz dopiję je samotnie samotnie. Dosyć symboliczne, przynajmniej takie mi się wydawało w tym momencie.

W pokoju załączyłam głośno muzykę i w pół siadzie, zamarłam na na kanapie.

Jedną z zalet tego mieszkania jest sąsiedztwo. Sami starsi ludzie z przytępionym zmysłem słuchu na tyle, by nie reagować na hałasy. Nie raz muzyka dudniła basami, a reakcji zza ścian nie było. Albo seks. Podczas szczytowania też jest głośno. Nie jestem cicha nawet wtedy, gdy zabawiam się sama z sobą. Cóż, taka moja uroda.

Pół butelki później.

Co za licho?!
Piątek wieczór, śnieżyca za oknem. Kogóż przywiało?! Może Adam stwierdził, że jednak nie chce końca
znajomości? Ha! Jeśli tak, to z przyjemnością każę mu spadać. Ja już z nim skończyłam. Opłakałam ten niby związek i wypiłam za jego śmierć. Powrotów nie ma!

Jeśli to nie Adam, to najprawdopodobniej pani Stenia z naprzeciwka. Pewnie pod pretekstem pożyczenia jakiegoś bzdetu chce pogadać. Chociaż nie, ona by tak nie waliła w drzwi. Cała reszta znanych mi osób najpierw by do mnie zadzwoniła i zaanonsowała się.

Zignoruję dobijanie się. Chcę spokoju i samotności. Muszę się nią ponapawać, a później będę leczyła kaca. Z resztą już teraz, po wypiciu kieliszka wina, nie nadaję się do rozmów.

Kurwa mać! Komuś naprawdę zależy, żeby się do mnie dostać. Muzyka grzmi, a dudnienie w drzwi słychać mimo to.

Owinęłam się ściślej puchatym szlafrokiem i powlokłam w kierunku drzwi. Szłam bardzo powoli w nadziei, że osoba po drugiej stronie zrezygnuje i pójdzie sobie. Niestety, ten ktoś nie rezygnował, a nawet nasilił walenie w drzwi, przeplatając pulsacyjnym dzwonieniem, które chciało mi rozerwać czaszkę.

Zacisnęłam palce na klamce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.

– Otworzę i dam temu komuś w mordę! Nawet, jeśli to będzie starszawa sąsiadka – warczałam pod nosem, naciskając klamkę. Oczywiście wiedziałam, że nie zdobyłabym się nawet na niemiłe słowo w stosunku do Pani Steni, nie mówiąc o biciu jej. – Za takie natręctwo należy się każdemu solidny kopniak w dupę!

Otworzyłam drzwi z impetem, nabierając równocześnie powietrza w płuca, dla wyartykułowania chociaż części złości i zostałam na wdechu. Zamarłam, zapowietrzyłam się i nie wiedziałam, jak zareagować.

Przed drzwiami stał osobnik płci najprawdopodobniej męskiej, choć z twarzy widziałam jedynie oczy, brwi i kawałek grzywki, reszta okryta była kominiarką.

To opowiadanie  dostępne jest bezpłatnie wyłącznie dla osób zapisanych na newsletter jako moje podziękowanie za to, że chcesz być ze mną w kontakcie mailowym.

Dodaj komentarz