Po zapisaniu będę Ci wysyłała newslettery w formie audio, w których opowiem Ci o tym co u mnie, o przemyśleniach i postaram się nie przynudzać 🙂 Będę Ci też wysyłała maile z ofertami i tym, o czym jeszcze nigdzie nie powiedziałam 🙂

Jeśli Ci się znudzę, to link do wypisu znajdziesz w stopce maila.

Rozdział 1

Zadzwoniłem do firmy i wziąłem urlop na żądanie.

Po co? By móc popatrzeć. Na co? Na nią.
Z nosem przy szybie, a właściwie z lornetką, siedzę przy oknie, z którego mam widok
na jej okna.

Jak ona ma na imię? W sumie co za różnica? W tym momencie to nieistotne. Dlaczego akurat ją obserwuję? Nie mam zielonego pojęcia, ale od kilku tygodni nie załączyłem telewizora, komputer sporadycznie i tylko wchłaniam jej obrazy przy pomocy lornetki. Patrzę, by następnie zrobić sobie przerwę na kilkadziesiąt pompek. Po co? Żeby nie wypierdolić przez szybę wprost w jej okno. Fiksacja mnie na tą dziewczynę dopadła. Niby smukła, zwykła istota, a jednak jest w niej coś ulotnie fascynującego. Ulotnego i kurwa zajętego.

***

Nareszcie! Zmiana statusu.

Dziś zobaczyłem kłótnię. Ona rzucająca ciuchami w niego i kopiąca walizkę. Z resztą akcji przenieśli się do przedpokoju, więc straciłem ich z oczu. Nie widziałem już nic z ciągu dalszego.

Kilka, może kilkanaście minut później facet z walizką wychodzi z drzwi klatki schodowej w zawieruchę śnieżną. W końcu widok jej zapłakanej przy stole w kuchni. Odkorkowuje butelkę wina, nalewa kieliszek do pełna i wypija prawie duszkiem. Ostrzę ustawienie soczewek, by przyjrzeć się lepiej szyi i delikatnemu ruchowi grdyki, gdy przełyka trunek. Płacze chyba. Tak, na pewno, bo smarka i rzuca chusteczką przed siebie.

Zazwyczaj zastanawiasz się nad tym, co robisz. Ja zastanawiałem się zawsze i analizowałem daną sytuację w szerz i wzdłuż, nim podjąłem decyzję. Każda była przemyślana i wyważona. Nawet kolor zasłonki w sypialni wybierałem przez tydzień. Czasami kierujesz się jednak intuicją i wynikają z tego przedziwne rzeczy. Kobiety w posługiwaniu się intuicją są bieglejsze, ja poddałem się jej działaniu po raz pierwszy i o dziwo poczułem ulgę. Jakbym popłynął z prądem rzeki, nie próbując się mu przeciwstawiać. Nie wiedziałem dokąd mnie ta rzeka zaprowadzi, ale nie obawiałem się porażki.

***

Dupek! Dupek! Dupek!

Ja pierniczę! Dlaczego ja spotykam same popsute egzemplarze?
Po
dziesięciu miesiącach mieszkania razem dowiedziałam się, że go ograniczam. Stwierdził, że potrzebuje oddechu i odpoczynku. Chciał, żebyśmy spotykali się tylko trzy razy w tygodniu, bo za dużo mam w sobie kobiety.

No żesz kurwa, ja pierdolę! Jakim cudem niby?! Za dużo kobiety w kobiecie? Dobre sobie!

Wykopałam go z ciuchami na klatkę krzycząc, że nie zrobi sobie ze mnie szaletu i albo w te, albo we wte!

Teraz siedzę, płacząc do wina i tylko zastanawia mnie, z jakiego powodu te łzy. Że to nie rozpacz, tego jestem pewna. Smutku też nie czuję, a jedynie złość. Tak, jestem zła, a właściwie wściekła, bo już od dawna wiedziałam, że nie pasujemy do siebie. Właściwie od początku. Co z tego? Trwałam w tym czymś, bo tak wygodniej, może bezpieczniej. Właściwie to nie rozumiem całej tej sytuacji. Nieźle, co? Nie rozumiem samej siebie. Ech…

Cóż, było, minęło. Trzeba zapomnieć wraz w wysikaniem wina, które właśnie w siebie wlewałam. Zaczynało delikatną zabawę z moimi neuronami, pomagając stępić zmysły.

Z butelką i cienkim szkłem na stopce przeszłam do pokoju smętnie zauważając, że tą butelkę wina odkorkowłał Adrian i sączyliśmy je razem, oglądając Netflixa. Teraz dopiję je samotnie samotnie. Dosyć symboliczne, przynajmniej takie mi się wydawało w tym momencie.

W pokoju załączyłam głośno muzykę i w pół siadzie, zamarłam na na kanapie.

Jedną z zalet tego mieszkania jest sąsiedztwo. Sami starsi ludzie z przytępionym zmysłem słuchu na tyle, by nie reagować na hałasy. Nie raz muzyka dudniła basami, a reakcji zza ścian nie było. Albo seks. Podczas szczytowania też jest głośno. Nie jestem cicha nawet wtedy, gdy zabawiam się sama z sobą. Cóż, taka moja uroda.

Pół butelki później.

Co za licho?!
Piątek wieczór, śnieżyca za oknem. Kogóż przywiało?! Może Adam stwierdził, że jednak nie chce końca
znajomości? Ha! Jeśli tak, to z przyjemnością każę mu spadać. Ja już z nim skończyłam. Opłakałam ten niby związek i wypiłam za jego śmierć. Powrotów nie ma!

Jeśli to nie Adam, to najprawdopodobniej pani Stenia z naprzeciwka. Pewnie pod pretekstem pożyczenia jakiegoś bzdetu chce pogadać. Chociaż nie, ona by tak nie waliła w drzwi. Cała reszta znanych mi osób najpierw by do mnie zadzwoniła i zaanonsowała się.

Zignoruję dobijanie się. Chcę spokoju i samotności. Muszę się nią ponapawać, a później będę leczyła kaca. Z resztą już teraz, po wypiciu kieliszka wina, nie nadaję się do rozmów.

Kurwa mać! Komuś naprawdę zależy, żeby się do mnie dostać. Muzyka grzmi, a dudnienie w drzwi słychać mimo to.

Owinęłam się ściślej puchatym szlafrokiem i powlokłam w kierunku drzwi. Szłam bardzo powoli w nadziei, że osoba po drugiej stronie zrezygnuje i pójdzie sobie. Niestety, ten ktoś nie rezygnował, a nawet nasilił walenie w drzwi, przeplatając pulsacyjnym dzwonieniem, które chciało mi rozerwać czaszkę.

Zacisnęłam palce na klamce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.

– Otworzę i dam temu komuś w mordę! Nawet, jeśli to będzie starszawa sąsiadka – warczałam pod nosem, naciskając klamkę. Oczywiście wiedziałam, że nie zdobyłabym się nawet na niemiłe słowo w stosunku do Pani Steni, nie mówiąc o biciu jej. – Za takie natręctwo należy się każdemu solidny kopniak w dupę!

Otworzyłam drzwi z impetem, nabierając równocześnie powietrza w płuca, dla wyartykułowania chociaż części złości i zostałam na wdechu. Zamarłam, zapowietrzyłam się i nie wiedziałam, jak zareagować.

Przed drzwiami stał osobnik płci najprawdopodobniej męskiej, choć z twarzy widziałam jedynie oczy, brwi i kawałek grzywki, reszta okryta była kominiarką. W sumie mogła to być również wysoka kobieta. Odzież na nic w dzisiejszych czasach nie wskazuje. Szczególnie zimą.

Nic nie kupuję! – rzuciłam odruchowo, zamykając drzwi.

Nic nie sprzedaję. – Dobiegło spod kominiarki, a but właściciela głosu zablokował drzwi, dłoń naparła na nie.

Nie zdołałam ich zamknąć, zrobił to on, wchodząc do mieszkania i wpychając mnie do niego. Byłam pewna, że to mężczyzna. Byłam również przerażona i odcięta od drogi ucieczki, co stwierdziłam trzeźwiejąc błyskawicznie.

Czego pan chce? – Z moich ust same wydostawały się banały słowne. – Niech pan wyjdzie z mojego mieszkania.

Nie. – Krótkie, ostro wypowiedziane słowo, przecięło powietrze.

Chce pan pieniędzy? – Przekupstwo włączyło mi się jako pierwsze. – Mam tylko dwieście złotych.

Nie chcę. – Te dwa słowa zabolały mnie skurczem brzucha.

To czego pan chce? – pytałam, lecz nie chciałam słyszeć odpowiedzi.

Ciebie.

Gwałt? – To straszne słowo zdołało mi się przecisnąć przez gardło.

Zdecydowanie nie. – Pokręcił przecząco głową. – Poczęstujesz mnie winem?

Skąd… – Nie skończyłam. Nie powie mi przecież prawdy skąd wie, że piję wino. Chyba, że poczuł zapach? Ale jak? Przez kominiarkę? – Chcesz się napić wina?

– Na początek.

Widziałam, że mnie obserwuje. Skupienie oczu, które swoją drogą były wyjątkowo ładne, kazało mi stać na baczność. Czekał na mój ruch? Obawiał się, że rzucę się na niego i spróbuję uciec przez drzwi wejściowe? Skąd wiedział, ze sąsiedzi na moim piętrze są przygłusi i że może walić tak głośno w drzwi?

– Ok. – odparłam krótko.

Odwróciłam się, poszłam przodem, wiążąc pasek szlafroka na trzy supły. Jakby to miało w czymś pomóc, ochronić mnie. Zabawne.

Nie, to nie było ani trochę zabawne! Było przerażające i nie płakałam, nie histeryzowałam wyłącznie dla tego, że byłam pod wpływem sporej ilości alkoholu. Chyba dlatego. A może strach wyłącza tego typu paniczne zachowania? Nie, przecież widziałam takie reakcje na filmach! Ofiara zalewa się łzami, błagając o litość. Czemu ja tak nie reagowałam?!

Wzięłam z kuchni czysty kieliszek, drugą butelkę z winem i pod bacznym spojrzeniem nieznajomego podreptałam do salonu. Usiadłam na kanapie, on stanął naprzeciw mnie. Milczałam, czekając na rozwój wypadków. Nie mówił nic, a jedynie przyglądał mi się w ciszy.

W końcu rozpiął kurtkę, zdjął ją i rzucił na podłogę, by po chwili dorzucić kominiarkę.

Stał przede mną młody facet. Czy zwykły? Najwyraźniej nie, skoro wdarł się do mojego mieszkania na…

Przyszedłeś na wino? – Musiałam usłyszeć cokolwiek.

Najgorsze było jego milczenie. Teraz do milczenia dołączył jeszcze uśmieszek. Pomieszanie litości i pobłażania dla mojej niedomyślności?

– Powiesz coś? – Naciągnęłam mocniej poły szlafroka na siebie. – Bo zacznę krzyczeć!

Waliłem w drzwi jak oszalały i nikt nawet nie wyjrzał, by sprawdzić co się dzieje. – Wziął butelkę i wbił korkociąg w korek, bez zdejmowania plastikowej osłonki z szyjki. – Przyszedłem do ciebie.

Do mnie?! – Nie podobała mi się jego odpowiedź. – Nie znam cię.

To się zmieni – mruknął.

Odkorkował wino, lecz zatrzymał się z butelką przed twarzą, skonsternowanym wzrokiem przyglądając się odstającym strzępkom czarnej folii na jej szyjce. Sięgnął za siebie, by po chwili sparaliżować mnie widokiem tego, co wyjął zza pleców. Był to sporych rozmiarów nóż, wyglądający na bardzo ostry i niebezpieczny. Odruchowo wcisnęłam się plecami w oparcie kanapy. Odciął ostrzem folię z butelki, zdarł jej resztkę palcami i położył nóż na stoliku między nami. Odstawił butelkę i usiadł na fotelu naprzeciw. Pochylił się w moją stronę, nie spuszczając ze mnie badawczego wzroku.

Lubisz zmiany? – Uniósł brwi. Milczałam, nie wiedząc co powiedzieć. – Jeśli nie to sprawię, że je polubisz.



Rozdział 2

Widziałem, jak stara się opatulić ogromnym szlafrokiem. Nie miała pojęcia, że widziałem ją już w wielu sytuacjach, również nago. Nie czułem dotąd jej zapachu i to za zapachem tęskniłem najbardziej, podczas obserwacji przez dwie lunety przy oczach.

Bała się. Zobaczyłem strach w jej oczach i skulenie, cofnięcie się w momencie, gdy wyjąłem zza paska wojskowy nóż. Chciałem, by się bała, ale nie przeraziła.

Siedziałem naprzeciw niej, oddzielony od niej niskim stoliczkiem. Nóż symbolicznie ułożyłem na nim. Chciałem, by czuła respekt.Obserwowoałem grę uczuć na jej twarzy. Szybkie spojrzenie padające na nóż, ucieczka oczami w bok i powrót na moje oblicze, jakby badała moje intencje. Szukała we mnie szaleństwa?

Nie potrafiłem się nie uśmiechać, z drugiej jednak strony wyobraziłem sobie, co musi czuć. Trudno, byłem pewien tego, co robię. Pragnąłem tego. Tyle czasu spędzonego na obserwowaniu jej podczas zwykłych czynności życiowych i wreszcie miałem ją w zasięgu ręki.

Na jakie zmiany mam być gotowa? – zadała to pytanie, lecz nie spuszczała wzroku ze sztyletu. – Chcesz mi zrobić krzywdę?

Nie chcę – zaprzeczyłem.

To po co ci nóż?

Żebyś pamiętała, jaki jest podział sił i nie robiła głupot. – Wzruszyłem ramionami i to na ramionach zatrzymała wzrok.

Z ramion jej wzrok przesunął się na moją twarz i po raz pierwszy popatrzyła na mnie odważnie. Przyglądała mi się, jakby analizując moje oczy, nos, usta i na nich zatrzymując się na dłużej.

Pokazałeś mi swoją twarz, więc niedobrze – mówiła cicho. – Gdy bandyci pokazują ją ofiarom, to nie ma już dla ofiary ratunku.

Nie jesteś ofiarą i nie zamierzam cię krzywdzić. Mówiłem to już. Rozumiesz?

Ok. – Przytaknęła bez nadziei, spuszczając wzrok na swoje splecione dłonie.

Nalejesz mi w końcu wina? – poprosiłem z uśmiechem, a ona znów zawisła wzrokiem na moich ustach.

Brudny jestem, mam coś na twarzy?

Gdyby sytuacja wyglądała inaczej pomyślałbym, że ma ochotę na pocałunek.

Sięgnęła po butelkę i wlała sporą porcję wina. Przysuwając kieliszek w moim kierunku musiała się pochylić. Gdy to zrobiła, szlafrok rozchylił się dając mi przedsmak tego, co miało być moje. Zauważyła mój wzrok, więc się wyprostowała, zaciągając na powrót poły szlafroka.

Czy mogę iść się w coś ubrać? – poprosiła.

Nie. – Sięgnąłem po kieliszek, uniosłem go do ust, pociągnąłem łyk. Nie spuszczałem z niej wzroku, nie chcąc uronić subtelności jej reakcji. – Za chwilę się rozbierzesz.

Wciągnęła w płuca powietrze i tak została. Oczekiwała widać najgorszego.

Ale po co? – Zaczynała panikować. – Przecież powiedziałeś…

Nie skrzywdzę cię – przerwałem jej. – Nie zgwałcę. Nie będę do niczego zmuszał. Napij się wina. – Podsunąłem kieliszek bliżej.

To to po co mam się rozbierać?! – Objęła palcami szklaną stopkę. – Żeby pić wino? Serio?

Jakoś nie potrafiłem się przy niej nie uśmiechać.

***

Siedział naprzeciw mnie i wiedziałam, że powinnam być przerażona. Tak właściwie, to powinnam wpaść nawet w histerię po tym, jak wyciągnął tę kosę i położył przede mną. Kosa, jak nic! Z jednej strony gładka, z drugiej ząbkowana i zakrzywienie szpica, jakby flaki miało to to wyciągnąć z człowieka!

Powinnam była się bać, ale nie potrafiłam. Po części przez jego oczy, bo nie widziałam w nich sadyzmu, czy szaleństwa. Po części dlatego, że byłam prawie pewna, że spotkałam go już kiedyś. Nie mogłam sobie teraz przypomnieć gdzie to miało miejsce. Chyba w jakichś banalnych okolicznościach. Przypomnę sobie.

Kobiety zwracają uwagę na różne rzeczy u faceta. Dla jednych ważne są oczy, dla innych dłonie, mnie najbardziej przyciągają usta. Ten facet usta miał piękne. Ich wykrój i barwa to jedno, ale to, w jaki sposób się uśmiechał, to coś zupełnie innego. Jeden kącik unosił się wysoko, gdy tymczasem drugi prawie nie zmieniał położenia, pozostając w pierwotnym miejscu. I jeszcze to zmrużenie oczu.

Zupełnie nie rozumiałam swojej reakcji na te drobiazgi. Nie w obecnej sytuacji. Niby nie powinnam zwracać na takie bzdety uwagi teraz. Tymczasem zawieszałam się spojrzeniem co rusz na jego ustach, a nawet posunęłam się o krok dalej. Chciał, bym nalała mu wina, więc zrobiłam to i podałam mu, pozwalając szlafrokowi odkryć trochę ciała. Nie wiem, skąd taka głupia odwaga we mnie, ale może po prostu chciałam sprawdzić, jak daleko mogę się posunąć. Może było to sprytne działanie mózgu? Przeciągnąć wroga na swoją stronę.

Trzy miesiące. Tyle czasu minęło od ostatniego razu z Adamem. Nie wiem, czy to ja go przestałam pociągać, czy zadziałało w drugą stronę, lecz nasze życie seksualne umarło. Pierwsze tygodnie związku były cudowne i cudnie upojne. Po około pół roku częstotliwość naszych łóżkowych zmagań zmalała, by po kolejnych dwóch zdechnąć i pozostawić mnie na głodzie. Jak on rozładowywał napięcie? Nie mam zielonego pojęcia.W sumie, to dobrze, że zakończył tę farsę, bo ja bym pewnie nadal trwała i czekała na… Nie wiem na co właśnie!

Czy mogę iść się w coś ubrać? – poprosiłam.

Jeśli zmienię odzież, to może poczuję się pewniej i bezpieczniej, niż w szlafroku i majtkach. Nawet stanika na sobie nie miałam, bo też nie było czego podtrzymywać. Maleńkie piersi, za to wyjątkowo wrażliwe. Kiedyś gdzieś czytałam, że części ciała, które są naszym największym kompleksem, są najmocniej erogenne. W moim przypadku zgadzało się.

Nie. – Znowu stanowczo. – Za chwilę się rozbierzesz.

Ale po co? – Panika dziabnęła mnie w mózg – Przecież powiedziałeś…

Nie skrzywdzę cię – Nie pozwolił mi skończyć. – Nie zgwałcę. Nie będę zmuszał. Napij się wina. – Podsunąłem kieliszek bliżej.

To po co mam się rozbierać?!

Zadając pytanie uniosłam kieliszek do ust, przechylając go za bardzo do siebie. Po co? By wylać a siebie wino i wymusić na nim pozwolenie na przebranie się.

Ja niezgrabna! – Odstawiłam kieliszek obserwując, jak czerwień wina niszczy ukochaną biel szlafroka. – Czy teraz mogę się przebrać? Będę śmierdzieć jak gorzelnia.

Nie odpowiedział, lecz parsknął, opierając się wygodnie z ramionami zaplecionymi pod piersią. Oddalił się od noża, dając mi szansę na przejęcie go, tylko… co ja bym niby miała z tą kosą zrobić? Przecież nie wbiję jej w niego! Nie potrafiłabym!

Rozszyfrował mnie i zobaczyłam to w jego oczach. Wzmożona czujność, jak przy małym dziecku, które może za chwilę włożyć rękę do ognia i się poparzyć. Wiedział, że nie potrafiłabym użyć noża przeciwko niemu.
Intrygowała mnie ta jego przenikliwość. Przemknęła mi przez głowę myśl, że może jestem po prostu taka łatwa do odczytania?

Ok. – Dał mi nadzieję. – Chcesz się umyć, więc prowadź do łazienki. Umyję cię.

Krew odpłynęła mi z twarzy.

On ma mnie kąpać? Może utopić w wannie?

Dlaczego ja do kurwy nędzy nie mam prysznica?!

Cóż za durny tok rozumowania.

Prowadź. – Wstał, wziął nóż i pokiwał nim, przywołując mnie do siebie.

Chcąc, nie chcąc musiałam wstać i iść do tej cholernej łazienki. Żeby tam chociaż był jakiś porządny i ciężki wazon, to rozbiłabym mu go na głowie. Niestety, nie lubię ozdób i bibelotów. Jeśli przeżyję, pierwszym co kupię będzie wazon. Ciężki wazon! I ustawię go w tak nielogicznym miejscu, jak łazienka bez okien.

Mijałam drzwi wejściowe, tęsknie spoglądając w ich kierunku. Może udałoby mi się dopaść do nich, otworzyć szybko zamek i… Nie, nawet gdybym wybiegła na klatkę, a on się jakimś cudem zagapił, to i tak wystarczyłaby chwila, by mnie z sieni wciągnął z powrotem do mieszkania.

Nie myśl o tym nawet. – Znów odgadł moje myśli.

Ciekawe, czy w innych sferach życia jest równie domyślny. Ciekawe, jak ze spełnianiem ukrytych pragnień w łóżku.

Potrząsnęłam głową, by odegnać natrętne myśli. Tego jeszcze brakowało, żebym się na tego typa napalała. Zbyt długa abstynencja seksualna siała spustoszenie w mojej psychice i prawidłowym działaniu instynktów samozachowawczych.

Stań tutaj. – Wskazał mi kąt łazienki, w którym nie stało nic, poza pralką. Nic więc nie mogło mi posłużyć do samoobrony.

Pochylił się, by zatkać wannę i odkręcić wodę. Sięgnął na półkę po szklany słój i nasypał z niego różową sól na białe dno. Różany zapach momentalnie rozniósł się po pomieszczeniu. Ja w tym czasie obserwowałam jego tyłek. Ruchy mięśni pod dżinsami i wyżej, plecy. Nie napakowane ale takie, jak lubię. Ślepą krową musiałabym być, by nie zauważyć, że ma kuszące ciało. Ciekawe, jak wygląda nago.

Chodź do mnie.

O dziwo chętnie podeszłam. Ciepło pary wodnej podgrzało i jego skórę i teraz kolejny fetysz atakował moje zmysły. Zapach męskiego ciała i świeży pot. Dla mnie afrodyzjak.

Przyciągnął mnie do siebie za pasek szlafroka i to nad rozsupłaniem kilku zrobionych przeze mnie węzłów skupił się w tym momencie. Nie chciałam, ale podniecałam się. Przez ten zapach, przez jego usta, przez skupienie na mnie wszystkich jego zmysłów. Wiedziałam, że nie powinnam, ale miałam również usprawiedliwienie. Byłam pod jego kontrolą i to on ciągnął tutaj za wszystkie sznurki.

Strach? Tak, strach też podrażnił zmysły, wyostrzył odbiór.

Poły szlafroka poluzowały się, odkrywając nagie prawie ciało. Zsunął puchatą strukturę materiału z moich ramion i odrzucił szlafrok w kąt łazienki.
Stał i patrzył na mnie, obserwując twardnienie sutków, które tak właśnie zareagowały na pieszczotę jego oczu. Uklęknął, zniżając materiał majtek. Klęczał, patrząc. Ja przyglądałam się jego bezruchowi i wpatrzeniu w tę najwrażliwszą część mojego ciała. Chciałam poczuć jakąkolwiek jego pieszczotę i to przeraziło mnie samą. No bo jak to tak? Nie znam faceta i chcę
by mnie dotknął? Nie znam?

I wtedy mi się przypomniało.

Rozdział 3

Głodna, jak jasna cholera i wkurwiona na maksa, stałam w przydługiej kolejce niewielkiego osiedlowego marketu. Ospała kobieta przy kasie poruszała się, jak mucha w smole, doprowadzając tym samym większość kolejki do szału.
Po pierwsze był to ten dzień miesiąca, kiedy coraz bliższa menstruacja zmieniała mnie w nader wrażliwą bestię. Poza tym mam niestety tak, że gdy mój żołądek jest pusty, to krew mnie zalewa i mogłabym zębami rozszarpać gardło każdego, kto nawinie mi się pod zębiska.

Najbliżej mnie stała babulina za mną i facet przede mną. Powinnam ją była przepuścić, gdyż tak nakazywało dobre wychowanie. Babcia widziała najwyraźniej stan mojej psychiki i musiał się on rysować na mej twarzy, bo podziękowała grzecznie za propozycję przesunięcia się przede mnie w kolejce stwierdzając, że ma czas. Po tych słowach cofnęła się dwa kroki, jakby obawiając się pokąsania przeze mnie. Zdesperowana sięgnęłam po suchą bułkę i zaczęłam ją pałaszować łapczywie. Łapczywość była niestety zgubna i już po kilku kęsach zaatakowała mnie zdradziecka czkawka. Teraz wstrząsały mną czknięcia, wkurwiając dodatkowo.

Wody? – To chłopak przede mną zlitował się, podając odkręconą butelkę z mineralną. – I może coś na uspokojenie? – Sięgnął po opakowanie jakichś tabletek, poukładanych na półce przy taśmie kasy.

Mimo wścieklizny, jaka mnie dziś zaatakowała odśrodkowo, nie mogłam nie docenić chłopięcego uroku mężczyzny. Był trochę szorstki, a trochę słodki. Takie pomieszanie dwu gatunków, jeśli tym określeniem można by opisać męską urodę. Urok nie uchronił go jednak przed moim gniewem. Kazałam mu, w sposób mało uprzejmy, walić się na ryj i porzucając kolejkę, oraz zakupy rozłożone na taśmie, wyszłam ze sklepu. Szłam z dumnie podniesioną głową, czkając donośnie i marząc o znalezieniu się za drzwiami własnego mieszkania. Byle łyknąć wody. Może być nawet wprost z kranu.

Teraz to właśnie ten mężczyzna klęczał przede mną na chłodnych kafelkach i wpatrywał się w moje łono wzrokiem, który obiecywał coś przyjemnego.

Usiądź na brzegu wanny – nakazał.

Zrobiłam co każe i poddałam się jego dłoniom, które rozszerzyły mi kolana na boki.

Ale włosów to się pozbędziemy – mruknął, bawiąc się kędziorkami i pobudzając mnie tymi muśnięciami. – Zbrodnią jest zakrywanie takiego cudu.

Najpierw nabrał wody w gąbkę i wycisnął ją na mój brzuch, uda i kafle podłogi, na które spłynęła. Rozprowadził odrobinę mydła, pocierając włoski białą kostką i spieniał okrężnymi ruchami dłoni, które poza tworzeniem piany, podniecały. Taki musiał być jego cel.

Zostań tak. – Nakazał wstając i sięgając po nóż. – I nie ruszaj się!

Nie potrafiłam. Widząc groźne ostrze zacisnęłam odruchowo uda. Widząc to ściągnął brwi, wykrzywił usta. Nie podobała mu się moja reakcja.

Nie skrzywdzę cię, przecież mówiłem. – Tłumaczył spokojnie. – Ogolę cię tym.

A nie może być zwykła maszynka? – Wskazałam jedną z moich kolorowych, których kilka stało w szklanym kubeczku na półce. – Mam też golarkę elektryczną. – Podsunęłam drugą opcję.

Nie może być – zaprzeczył ze spokojem. – Rozszerz uda.

Zrobiłam, jak kazał i choć strach wciąż mi towarzyszył, to czułam w brzuchu coś jeszcze. To było podniecenie zagrożeniem. Zagrożenie z podświadomą pewnością względnego bezpieczeństwa. Nie wiem skąd wzięła się pewność, że on nie chce mnie skrzywdzić. Nie po to tu przyszedł.

Nie ruszaj się. – Zanurzył nóż w wodzie w wannie, a następnie przyłożył go do mojego brzucha.

Zamarłam i tylko brzuch odruchowo cofnął się. Wciągnęłam go, jakby to miało coś zmienić.

Przestań. – Spojrzał mi w oczy, patrząc w górę i klęcząc między moimi udami. – Po prostu się nie ruszaj.

I przejechał ostrzem noża tak, jak robi się to brzytwą. Centymetry włosków zostawały na ostrzu i nie było to nieprzyjemne uczucie.

Grzeczna dziewczynka – mruknął, operując nożem, jakby całe życie golił się wyłącznie w ten sposób. – Jeszcze tylko tutaj.

Kilka chwil później byłam gładka i łysa, jakbym nigdy nie miała tam włosków.

Tak dobrze. – Muskał palcami gładką skórę, rozbudzając coraz większy apetyt. – Teraz cię umyję. Wejdź do wanny.

Cholera, myślałam że goli mnie po to, by zerżnąć. On tymczasem chce mnie myć?

Wskakuj. – Wskazał głową wannę, odkładając nóż na półkę.

Weszłam powoli, jeszcze wolniej zanurzając się. Gorąc wody był bolesny i przyjemny zarazem. On stał spokojnie obok wanny czekając, mi natomiast nie umknął widok namiotu w spodniach. Zastanawiałam się, jak długo wytrzyma swój stan pobudzenia i czy ma jakiś plan.

Usiadłam i czekałam, patrząc otwarcie na jego krocze.

Ty nie wejdziesz do wanny? – zapytałam, nie odrywając oczu od wybrzuszenia.

Chciałam go zobaczyć. Tak, już się przestawiłam na tryb seksualny. Nic nie odpowiedział, lecz klęknął przy wannie i zdjął przez głowę bluzę. Nareszcie widziałam go trochę więcej. Włoski na piersi wołały, żeby ich dotknąć. Małe, sterczące sutki, by delikatnie przygryźć.

Cholera, zdecydowanie byłam już pobudzona i zdziwiło mnie, że po raz pierwszy stało się to głównie przy udziale umysłu! Przecież on mnie prawie nie dotykał. Więcej nożem, niż palcami.

Sięgnął po gąbkę i wylał na nią pachnący płyn. Spienił ją i zaczął okrężnymi ruchami myć mi plecy. Powoli, bez pośpiechu i bardzo starannie.

Uklęknij. – Zawisł z gąbką przy mojej łopatce czekając, aż się uniosę. – Dobrze. – Pochwalił, gdy już klęczałam.

Mył nadal gąbką, ale dołączył do tej pieszczotę palców drugiej ręki, by odłożyć w końcu gąbkę.

Na czworaka. – Głos mu zachrypł, oczy pociemniały.

Klęczałam teraz z wypiętą pupą, opierając dłonie na dnie wanny. Włosy odgarnął mi na bok tak, by widzieć moją twarz. Pasma pływały swobodnie na powierzchni wody pode mną i pstrykały znikającą pianą. Dłońmi gładził plecy, lecz coraz częściej obniżał je, bawiąc pośladkami. Jeździł palcami wzdłuż przedziałka, docierając prawie do cipki, lecz wciąż omijał ją. Musnął wargi opuszkami, lecz po chwili wracał między pośladki i znów sunął w dół. Gdy palcem zatrzymał się wreszcie przy wejściu do cipki, cofnęłam biodra, starając się nabić na ten palec. Byłam już tak rozpalona tym drażnieniem się, że po prostu pragnęłam poczuć go w środku. Chociaż palec.

Jesteś bardzo mokra – mruknął gardłowo, wsuwając we mnie opuszki, drażniąc się, podpuszczając mnie.

Chciałam więcej, odruchowo naparłam na jego palce, by poczuć je głębiej.

– Bo siedzę w wannie – odparło za mnie przekorne babsko złe o to, że znów cofnął dłoń.

– I pewnie dlatego tak głośno jęczysz? – zaśmiał się gardłowo.

Cholera! Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z dźwięków, jakie wydaję, gdy tak mnie dotyka. Zacisnęłam wargi, zacinając się w sobie. Nie wydam już żadnego dźwięku! Nie dam mu tej satysfakcji!

I wtedy wsunął we mnie kciuk i wycof go, dołączając pieszczotę reszty palców, którymi masował łechtaczkę. Pieprzył mnie kciukiem, a ja zatracałam się w tym jednokierunkowym dawaniu przyjemności.

Z nie jęczenia nic nie wyszło. Opuściłam głowę i głośno przyjmowałam każdy jego ruch dłoni i pieszczotę. I

Ile o tak wytrzyma? Kiedy mnie zerżnie?

Przyspieszył ruchy, drugą dłonią przytrzymując mnie w miejscu. Zaciskał ją na pośladku. Musiał mnie przytrzymać, bo zaczynałam drżeć, a raczej dygotać. Biodra mi drgały i czułam, że za chwilę eksploduję. Jego palec tarł we mnie pod dziwnym kątem i pobudzał coś, czego dotąd nie pobudziłam ani sama, ani pieprząc się z Adamem.

Wygięłam się, odrzucając do tyłu głowę i krzycząc z rozkoszy. Nie spowolnił ruchów, lecz nie były już tak mocne. Zaciskałam się wnętrzem na dłoni, uspokajając oddech i starając się nie paść w wodę na twarz.

Gdy zajrzałam mu w oczy zobaczyłam w nich niemy zachwyt i ledwie kontrolowane emocje.

Wstań – wychrypiał. – Wytrę cię i nakremuję.

O cholera. To nie koniec zabiegów. Czym sobie zasłużyłam na takie zabawy?

Wstałam uważając, by utrzymać równowagę i nie runąć do wody. Pomógł mi, podtrzymując dłonią moje ramię. Namiot w spodniach przyozdobiła mokra plamka. Przecież to musiało być już dla niego bolesne. Jak długo jeszcze wytrzyma?

Rozdział 4

Szłam w kierunku sypialni na miękkich nogach. Było mi dobrze i nie umknął mi fakt, że nóż został tam, gdzie go położył w łazience. Na półce.

Jak masz na imię? – Zdziwiłam się słysząc swój zmieniony głos. Gardłowy i leniwy. – Trochę się spoufaliliśmy, więc może się przedstawisz?

Mógłbym. – Musnął palcami pośladek ten sam, który przedtem uciskał, unieruchamiając mnie w wannie. – Może jednak później. Teraz chodź do kuchni.

Do kuchni? – zapytałam, powtarzając niczym echo.

Nie wyglądało na to, by chciał mi odpowiedzieć. Raczej na to, że ma dokładnie obmyślany plan i zamierza go wprowadzić w życie. Z jakiegoś powodu wybrał sobie właśnie mnie na ofiarę molestowania i widziałam po własnych reakcjach, że przewidział moje reakcje lepiej, niż zrobiłabym to sama.
Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że obcy facet wtargnie do mojego mieszkania i będzie groził mi nożem, by następnie wymyć mnie i masturbować przy tym, a na dodatek sprawi mi tym przyjemność, to kazałabym się tej osobie leczyć na głowę.

Stało się tak jednak i nie dość, że nie bałam się już, to chodziły mi po głowie coraz bardziej wyuzdane pomysły względem niego.

Podeszłam do stołu i zgarnęłam z jego powierzchni gazetę i jakieś rachunki, a te pofrunęły na podłogę. Któryś z papierków wjechał gładkim ślizgiem pod szafkę, ale nie zajęło to moich myśli w tym momencie. Usiadłam na chłodnym blacie stołu i majtając nogami w powietrzu, przyglądałam się seksualnemu oprawcy, a on przyglądał się mnie.

I co ty chcesz ze mną zrobić? – Wiedziałam, że nie odpowie. – Pobawisz się mną i pójdziesz sobie?

Połóż się na plecach. – Usłyszałam w zamian.

Zrobiłam, jak kazał i czekałam. Podszedł, stanął z boku stołu. Sięgnął po butelkę z oliwą stojącą przy palnikach kuchenki, by po chwili wylać jej cienką stróżkę na mój brzuch. Patrzyłam na niego spod rzęs, on natomiast wodził oczami za swoją dłonią, jak malarz za pędzlem.

Palec w moim pępku i wygarnięcie oliwy z niego, zgarnięcie jej w dół brzucha i między uda po gładkim wzgórku.

Obserwował moje reakcje, nalewając coraz więcej oliwy na piersi i rozprowadzał ją po skórze powolnymi ruchami. Dla mnie było to podwójnie przyjemne. Czułam palce, którymi ślisko mnie dotykał i widziałam zafascynowanie w jego oczach. Pieszczota dotykiem i spojrzeniem. Nie pamiętam, by Adam tak mi się przyglądał, by poświęcił mi w trakcie pieszczot aż tyle uwagi. Nigdy mnie tak uważnie dotykał! Nie poświęcał mi aż tyle uwagi. Przyjemność chciała zamknąć mi oczy, dokładając ołowianego miodu moim powiekom. Walczyłam i przegrałam jęcząc, gdy palcami zaczął bawić się mną.
Tak, on się mną bawił. Palcami jednej dłoni rozszerzał płatki, drugą dłonią penetrując przedziałek między pośladkami, wpychając palce do środka, ugniatając i masując łechtaczkę. Dziwne to było uczucie i obezwładniające zarazem. Nadmiar bodźców i jego milczenie. Wyraźne podniecenie w spodniach i szybko unoszącej się piersi, oraz zerowy kontakt wzrokowy.

Nie wytrzymałam. Sięgnęłam dłonią i objęłam sterczący czubek przez spodnie. Jęknął głośno i drgnął gwałtownie, nieruchomiejąc.

Pokaż mi go – wyszeptałam ostrożnie. – Proszę.

Znów brak reakcji, więc zaryzykowałam i przekręciłam się na bok, by odpiąć klamrę paska, suwak i guzik spodni. Opadły na podłogę, ja miałam go przed twarzą. Objęłam twardość palcami i przyciągnęłam do siebie, biorąc w usta. Trochę niewygodna pozycja, lecz mogłam dzięki temu obserwować jego reakcje. Zaciśnięte powieki i grymas bolesnej rozkoszy wykrzywiający twarz. Mięśnie brzucha napięte i wyraźnie przez to widoczne pod skórą. Palce dłoni pobielałe przez moc, z którą zaciskał je na krawędzi blatu.

Wyrwał się gwałtownie z moich ust i dłoni, patrząc zamglonym wzrokiem i dysząc, jak po biegu. Przekręciłam się z powrotem na plecy, wzięłam butelkę z oliwą, by polać się nią, obserwując jego reakcje.

Wyglądał pięknie. Pełen mocy i ognia, który z ledwością powstrzymywał. Penis sterczał, mięśnie napięte i skóra błyszcząca od potu i te oczy. Nikt nigdy tak na mnie nie patrzył!

Rozprowadzałam oliwę, rozcierając ją na piersiach i szyi. Bawiłam się językiem, łapiąc go między palce jednej dłoni, jakbym się z nimi całowała, drugą tymczasem masując się i coraz głębiej, penetrując swoje śliskie wnętrze.

Nie wytrzymał w końcu. Nareszcie!

Stanął między moimi udami, nie odrywając rozpalonego wzroku od mojej dłoni i tego, co nią sobie robiłam. Położyłam spokojnie oba ramiona wzdłuż ciała i czekałam. Był podniecony i wiedział, że i ja jestem. Krótkie spojrzenie na moją twarz i chwilowy zawias na ustach, które oblizałam. Jedna jego dłoń rozszerzająca mi uda, obie przyciągające mnie tak, by część pośladków znalazła się poza blatem stołu, w końcu objęcie twardego penisa i naprowadzenie go na mnie, oczekującą i głodną jego pchnięć.

Nie wiem, które z nas głośniej jęknęło, czy może krzyknęło. Poczułam rozpychający gorąc i pchnięcie, a po nim kolejne. Zarejestrowałam jeszcze wykrzywioną rozkoszą twarz i oczy odmówiły mi posłuszeństwa, zaciskając się. Nadmiar bodźców odciął dopływ obrazu i teraz już tylko czułam i krzyczałam. Przyjmowałam głośnym jękiem każde mocne wbicie się we mnie. Pieszczotą były palce zaciśnięte na mej talii i ból, który w tym momencie odbierałam jako przyjemny. Te same dłonie złapały mnie pod kolanami, by zarzucić me nogi na twarde ramiona i wbijać się jeszcze głębiej.

Było coraz szybciej, głośniej i mokrzej. Unieruchomił mnie, obejmując ramionami uda i dociskając je do swojego brzucha i piersi. Ja pomagałam mu, trzymając się krawędzi blatu, by nie odsunąć się ani o milimetr, by nie spłycić penetracji.

Nie chciałam jeszcze kończyć, ale nie potrafiłam dłużej powstrzymywać orgazmu. To było niewykonalne mimo, że chciałam na niego poczekać. On za to przyspieszył i brał mnie teraz w szalonym tempie, nie pozwalając skończyć i przeganiając mnie przez linię rozkoszy po raz drugi, może i trzeci.

Gdy już myślałam, że więcej nie zniosę, że rozpłaczę się z nadmiaru bodźców usłyszałam go. Krzyknął, przyciągnął mnie i znieruchomiał. Drżał, ja czułam ulgę i mleko z miodem, w którym tonęłam. Spokój i lewitacja…

***

Wyszedłem po cichu tuż po tym, jak zasnęła opatulona w koc. Zaniosłem ją do pokoju i położyłem na kanapie. Mruknęła tylko, nie otwarłszy nawet oczu. Zatrzasnąłem za sobą drzwi jej mieszkania zdając sobie sprawę z faktu, że zapomniałem zabrać nóż. Został w łazience na półce. Trudno, przyjdę po niego później.

Nie zastanawiało mnie, czy mnie wpuści. Wiedziałem, że tak się stanie, gdy będę chciał więcej, gdy ona będzie chciała. Jeśli będzie się opierała, to złamię jej opór ponownie. Z przyjemnością dla nas obojga.

Siedziałem z kubkiem kawy i spoglądałem przez lornetkę na okna mrówkowca naprzeciw. Patrzyłem w okno dziewczyny, której zapach czułem wciąż na sobie. Przekręciła się na drugi bok, zrzucając z siebie koc i odsłaniając ciało. Widziałem, że się budzi. Uniosła powieki i spojrzała w okno. Odniosłem wrażenie, jakby patrzyła mi w oczy.

Wiedziałem, że długo nie wytrzymam i odwiedzę ją znowu. Tak właściwie, to miałem ochotę iść do niej od razu. Poza tym nie poznałem jej smaku! Nie pocałowałem jej, nie polizałem. Na myśl o tym ślina napłynęła mi do ust. Odruchowo wstałem, gotów iść do niej z powrotem.

– Poczekam chociaż do wieczora – mruknąłem ciesząc się na ciąg dalszy tej niezwykłej znajomości. – No, może do popołudnia.

Cholera! Jednak poddanie się intuicji jest dobrą decyzją.

Już się cieszyłem na kolejne spotkanie.