Piekło zmysłów cz. 51

Od razu ostrzegam, że to kolejnyi odcinek zazębienia się z częścią książki “Kalejdoskop zmysłów”. Jeśli nie znasz jeszcze treści, to postanowiłam zrobić Ci niespodziankę i mam dla Ciebie kod rabatowy na zakup “Kalejdoskop zmysłów” w wersji e-book, lub jako książkę. 

  – 25%  tylko na “Kalejdoskop zmysłów” i  tylko do 4 czerwca 2021

Kod kuponu: KALEJDOSKOP

Rozdział pięćdziesiąty pierwszy

Zaskoczona

Wściekła i ewidentnie podniecona stała obok łóżka, zasłaniając się kołdrą , którą ze mnie ściągnęła. Wbijała przy tym wzrok w namiot, którego nawet nie próbowałem zasłonić. Dyszała rozemocjowana, ale nie widziałem, czy rumieni się przy tym. Księżyc jasno oświetlał pokój, niestety nie do tego stopnia i jej twarz pozostawała w cieniu.

No co? – Zapytałem z miną niewiniąka.

No jajco! – Wrzasnęła. – Nie rozmawiam z tobą i śpij sobie sam, ze swoim zrobaczywieniem! Ode mnie ręce wara! Może dziurę w materacu sobie zrób, albo zadzwoń po płatną panienkę, skoro znowu cię naszła potrzeba?

Nie naszło mnie. – Dawno nikt mnie tak nie rozbawił.

No widzę właśnie! – Wskazała na wyraźnie widoczny objaw mojego podniecenia. – Sikać ci się tylko chciało, co?

Ty zawsze taka sztywna jesteś? – Jej jawne oburzenie było urocze. Czyli jednak nie udawała nieprzystępnej chyba, że to dalsza część planu. – Taka cnotka niewydymka?

Nie, Przemku. – Podeszła do łóżka i sięgnęła po jedną z poduszek. – Seks traktuję trochę inaczej niż wysranie się!

Czyli co? – Podciągnąłem się na ramionach i oparłem się o wezgłowie łóżka z sadyzmem przyglądając się oczom Martyny, która walczyła z sobą, żeby nie patrzeć na moje bokserki. – Królewicz na białym koniu, żyli długo i szczęśliwie, a podniecenie przed ślubem będziesz tłumić, zamiast sobie zrobić dobrze?

Nie wiem, jak człowiek na twoim stanowisku może być takim ułomem w tym temacie. – Przycisnęła poduszkę do piersi, ściszyła głos. – Nie będę ci wyjaśniać mojego podejścia do tego, bo to ci powinni byli przekazać w domu rodzinnym. Takie sprawy wpaja się od dziecka i robią to rodzice.

Zamilkła ona, zamarłem ja. Tymi dwoma krótkimi zdaniami siekła tak celnie i boleśnie, że zwyczajnie przestałem oddychać.

Nie mogła wiedzieć, jak celnie mi przywaliła. Powinni mi przekazać zasady w domu rodzinnym? Otóż przekazali i to jak jasna cholera, a ja zachowywałem się adekwatnie do tego, wchodząc w utarte schematy. Miałem cipkę pod ręką, więc postanowiłem ją przelecieć. Nie chciała po dobroci, to postanowiłem wziąć ją podstępem.

Nie było sensu kontynuować tematu, zresztą Marlena nie wyglądała na zainteresowaną rozmową. Poza tym co tu powiedzieć w takiej sytuacji? „Tak mnie wychowano”? Czy „Nie znam kobiety, dla której seks byłby czymś głębszym”?

Marlena rzuciła kołdrę na podłogę przy kaloryferze, na nią poduszkę i opatuliła się, zawijając w nią, jak w kokon. Powinienem zaproponować jej, że zamienię się z nią miejscami, ale za bardzo bolała mnie zraniona duma. Słyszałem, że jej oddech spowolnił, co znaczyło, że szybko usnęła. Ja nie potrafiłem i bynajmniej już nie z powodu podniecenia.

Myślałem o Kasi i tym, że tak naprawdę to jedynie ona spośród znanych mi kobiet podchodziła inaczej do seksu. Dla niej to był sposób na bliskość, a ja to spierdoliłem, nie potrafiąc być szczerym.

Teraz ta dziewczyna na dywanie zachowała się podobnie. Odrzuciła mnie, bo nie chciała wykorzystać ciała, jako narzędzia do awansu. Bo dla niej to coś znaczyło.

W pierwszym odruchu zraniona duma kazała mi ją zwolnić. Dlaczego? Bo mnie to zabolało, a zwyczajna mściwość chciała oddać ciosem za cios. Po przemyśleniu stwierdziłem, że nie zrobię tego. Ma dziewczyna zasady moralne, w dodatku odwagę cywilną, więc nie ukarzę jej za to.

Drugą sprawą była ta, że swoją postawą skojarzyła mi się z Kasią. Tak jak i ona, była pewna swego i umiała to pokazać, zawalczyć o siebie.

Zawalczyć o siebie… Ech. Nieznana mi umiejętność.

Trzeba było wielkiego jebnięcia, żebym ja potrafił to zrobić dla siebie.

Usnąłem nad ranem, by wstać bladym świtem. Dziewczyna spała nadal, owinięta w kołdrę niczym w naleśnik. Starałem się zachowywać cicho.

Dzień dobry – mruknąłem, słysząc, że zaczyna się budzić.

Usiadła, otulając się kołdrą, sponad brzegu której wystawała rozczochrana głowa. Poczułem mieszaninę rozbawienia i wzruszenia, ale wolałem milczeć. Co tu powiedzieć? Sytuacja była co najmniej dziwna, a w głowie układały mi się klocki pogmatwanych myśli. Wiedziałem, że nie odpuszczę tej dziewczynie. Chciałem ją mieć, ale o dziwo w inny, niż dotychczas sposób. Nie na zasadzie zaliczenia, odchaczenia na liście i zapomnienia. Chciałem stać się dla niej kimś ważnym, kogo zapragnie i sama przyjdzie po więcej. Potrzebowałem samotności, by przemyśleć wszystko, poukładać to w głowie. Za kilka minut siądę za kółko i będę miał ku temu sposobność przez prawie trzy godziny.

Dzięki za udostępnienie miejsca do spania. – Dobiegł mnie zza pleców cichy głos Marleny.

Nie ma za co.

Bo nie było.

Zniknęła w łazience, by po kilku minutach uśmiechając się blado, skłonić w podziękowaniu głowę i opuścić pokój. Zostałem sam. Ponownie, ale jednak inaczej. Wiedziałem, co chcę zrobić i jak się w stosunku do niej zachować. To będzie żmudne i będzie wymagało ode mnie cierpliwości, ale o dziwo cieszyłem się na to.

Kto wie, może okaże się, że to do tej siksy prowadziły wszystkie drogi. Może Kasia była jedynie etapem w życiu, a to Marlena jest kimś wyjątkowym?

Tak, czy siak, będę ją miał i to ona do mnie przyjdzie. Podniecona, z podkulonym ogonem na moich zasadach.

***

W niedzielę spotkałem się z Andrzejem i aż mnie skręcało, gdy widziałem, jak bardzo się chłopak zaangażował w bycie mężem. Rozbawił mnie próbą pokazania nonszalancji, z jaką opowiadał o tym, co się u niego obecnie dzieje i tym, że omijał temat swojej żony. Szło mu marnie i co chwila speszony urywał temat. Zaczynał mówić o swojej firmie, by po chwili wpleść spostrzeżenie o tym, jak nauczył się zarządzać sobą w czasie po to, by móc więcej czasu spędzać z Anką. Reflektował się, po czym schodził na temat maszyn dziewiarskich, które z ojcem wzięli właśnie w leasing.

Nie ciągnąłem go za język, nie dopytywałem, ciesząc się, że mogę spędzić kilka chwil z kumplem. Jedyną osobą łączącą mnie z dawnym życiem – moją kotwicą w przeszłości.

W poniedziałek zaliczyłem wizytę w centrali w Warszawie. Dnia następnego miałem liczyć się z rewizytą dwóch dyrektorów regionalnych, dla których należało zorganizować nocleg i „rozrywki”. Widziałem, czym mają być te „rozrywki”. Kolacja z drogimi alkoholami, do tego dziewczynki, a wszystko najpewniej zakończy się w burdelu. Faktura za zabawę wyląduje w księgowości i zostanie opatrzona pozycją na niej pod tytułem: „konsumpcja”. Normalka, nic nowego, ale mnie to nudziło. Pierdolenie o niczym podczas etapu pierwszego w restauracji, uśmiechanie się do leszczy, do których kiedyś nawet bym się nie odezwał. Cóż, zamierzchłe czasy, do których już raczej nie wrócę.

We wtorek wstałem pełen energii, a to dzięki świadomości, że wreszcie zobaczę Marlenę. Nie raz od sobotniego wydarzenia w hotelu łapałem się na tym, że wspominam jej oburzoną minę, gdy to odważnie stanęła w otwartych drzwiach toalety tuż po tym, jak skończyłem w ustach prostytutki.

Jakby to było zdeprawować ją, nakłonić do przyjścia do mnie po seks, którym mógłbym pokazać jej, co znaczy dawanie przyjemności. Zaskoczyła mnie ta myśl, a to dlatego, że nigdy dotąd nie czułem pragnienia zadbania o kobiecą przyjemność. Teraz chciałem tego dla Marleny i dla siebie. Stać się jej nauczycielem i mentorem, jak kiedyś dla Kasi ten, którego widziałem u jej boku ostatnio.

Zdusiłem wspomnienie jego przystojnej twarzy i uśmiechu, z którym przywitała go, gdy przyjechał pod ich dom.

Środa zaplanowana.

Monika, menadżerka jednego z działów przywitała mnie tuż po tym, jak we wtorek rano wszedłem do firmy. Miała oczywiście na myśli imprezę, a ja cieszyłem się, że samoistnie przyjęła rolę asystentki, zajmującej się organizacją imprez na wyższym szczeblu. Piękna, inteligentna i z rozmysłem udostępniająca swoje wdzięki tylko tym, którzy mieli realny wpływ na jej awans. Wiedziałem, że jest matką samotnie wychowującą dziecko. Rozwód pokiereszował ją o wiele mocniej niż mnie. Między nami nie było chemii i uznałem fakt ten za kolejny atut naszego firmowego układu.

– Weźmiemy na imprezę Marlenę. – Aż zastrzygłem uszami, słysząc tą rewelację. – Nie masz nic przeciwko temu?

– Super. – podsumowałem zwięźle.

Wszystko szło po mojej myśli i wyglądało na to, że być może zrealizuję plany jeszcze szybciej.

Bezpłatne opowiadanie e-mailem

Mężczyzna upatruje ofiarę. Mężczyzna poluje. Mężczyzna bawi się ciałem kobiety. Kobiecie podoba się taka zabawa.

Ten post ma 5 komentarzy

  1. Kurde

    Czekam na dalszy ciąg i mam nadzieję że jednak będzie z Kaśką

  2. No

    Bierz się do roboty Przemku

    1. Monika Liga

      Prawda? Głupotę trzeba odpracować 🙂

  3. Anonim

    Przemo ma szansę być dorosłym w tej sytuacji,oby…

Dodaj komentarz