Piekło zmysłów cz. 52

Od razu ostrzegam, że to kolejnyi odcinek zazębienia się z częścią książki “Kalejdoskop zmysłów”.

 

Od razu mówię, że w tej części książki poznacie kolejną ciemną stronę Przmka. Wiem, że wiele z Was chciałoby już happy end, ale w tej historii staram się opisać coś bardzo prawdziwego. Wiecie, że uwielbiam dać się ponieść fantazji, ale nie w tym przypadku. Przemek musi dorosnąć, zasłużyć sobie, odkupić winy. 

W poniedziałek startujemy z odświeżonym e-bookiem i audiobookiem do kompletu opowiadania “W ciemności”. Kto pamięta ten wie, że to bardzo ciekawy sposób na… znajomość 🙂

Udanego weekendu!


Rozdział pięćdziesiąty drugi

Obława

W środę rano z dworca kolejowego odebrałem trzech przedstawicieli wysokiego szczebla w firmie. Patrząc na ich pyszałkowate uśmiechy i pełne wyższości miny podczas powitania pomyślałem, że dla takich ludzi wystarczyłoby, bym przyjechał po nich Porsche, a z pewnością zmieniłby się ich wyraz twarzy. Nie zależało mi jednak na tym i miałem to głęboko w dupie. Z doświadczenia zdobytego podczas dotychczas przeżytych w podobnym towarzystwie imprezach wiedziałem, że z takich ludzi wychodziło największe zezwierzęcenie i rozbuchanie, którego nadmiar zazwyczaj widziałem pod koniec zabawy, czyli w burdelu.

Dla mnie usługi płatnych dziwek stały się czymś powszednim i zwyczajnie zaczęło mi w tym czegoś brakować. Emocje były zbytnio udawane, albo nie było ich wcale. Zwykle scenariusz obejmował spotkanie, przekazanie gotówki i oral, a po nim ewentualną penetrację. Nuda podobna do odlania się.

Teraz pomyślałem o Marlenie, która tak celnie przyjebała mi pytaniem o zasady moralne w rodzinie. Gdyby ona wiedziała, jak wyglądała ich hierarchia w moim domu. Ech.

Dziewczyna zaskoczyła mnie zmianą wyglądu, czy raczej metamorfozą, Podczas imprezy wyjazdowej była po prostu ładna, bo tak ją obdarowała natura. Zgrabna figura, duże oczy, niewielkie usta i przyciągający kształtnością wzrok, sporych rozmiarów biust. Po powrocie zmieniła się w sposób, jaki ogląda się w szmatławych programach telewizyjnych. Włosy nabrały pięknego koloru, twarz gustownie podkreśliła makijażem, a ubiór… no cóż, ten podkreślił jej figurę uwydatniając biust i wąską talię, oraz długie, zgrabne nogi.

Nie rozmawiałem z nią, bo jak bardzo bym nie próbował wmówić sobie, że to co o mnie powiedziała ubodło i zabolało, ale przeszło i zapomniałem o tym, to cierń został gdzieś w środku i stopował przed konfrontacją.

Błysnęła mi w głowie myśl, że być może podczas dzisiejszej imprezy poznam ją lepiej i zaspokoję ciekawość, która we mnie zakiełkowała. Przelecieć ją? Czemu nie. Może zaspokoi choć na chwilę rozedrganie, które obejmował moje wnętrzności i umysł coraz mocniej. Nie rozumiałem tego stanu i postanowiłem go bagatelizować, ale coraz dłużej zaciskał się czymś bolesnym na umyśle i koncentrował myśli wokół seksu. Jakiego? Nie z dziwkami. Wspominałem Kasię i to, co czułem gdy przywiązała mnie do łóżka w chacie. Oddałbym wszystko za to, by poczuć to ponownie i by wrócić do tamtej chwili.

Zawiozłem Thomaasa i Grześka do hotelu, by mogli się odświeżyć i umówiliśmy się na późne popołudnie. Monika stanęła na wysokości zadania i wybrała lokal z niewielką prywatną salą, oraz obsługą kelnera, którego mieliśmy na wyłączność.

Panowie wyglądali na wyjątkowo zadowolonych i co chwila zerkali to na Monikę, to na Marlenę, po której widać było, jak bardzo jest zestresowana całą sytuacją. Bawiła mnie tym i rozczulała równocześnie. Widziałem, że czuje się co najmniej niezręcznie, gdy naśladowała Monikę, układając sobie na kolanach serwetkę i starała się oblec twarz w uśmiech. Spokojnie przyjmowała nadmiernie rozbudowane komplementy obu panów i tylko momentami irytacja wyglądała spod maski maksymalnie czujnej, ale i ugrzecznionej pannicy.

Na stół wjeżdżały kolejne dania, panowie bawili się coraz głośniej. Alkohol wchłaniali w takich ilościach iż obawiałem się, że nie dotrwają do zaplanowanej wizyty w klubie go – go. Trudno, nie moja sprawa. Chcą się napierdolić za firmowe pieniądze? Proszę bardzo.

W pewnym momencie Marlena wstała i przepraszając wszystkich, wyszła z sali. Odprowadził ją zachłanny wzrok Thomasa. Jego kolega Grzesiek, intensywnie skupił się na Monice. Ta ostatnia zszokowała mnie tym, co zrobiła w momencie, gdy kelner przyniósł nam kolejną butelkę wina. Do wypełnionego do połowy kieliszka Marleny wsypała proszek z wyjętej e stanika kapsułki, którą ostrożnie otworzyła nad szkłem. Zamieszała go palcem, ten wytarła w serwetkę i zadziornie mrugnęła do Thomasa. Ten jak idiota wyszczerzył się w odpowiedzi i ewidentnie podobał mu się ruch Moniki.

Już chciałem ją zapytać, czy to lekki narkotyk, czy może coś tak ohydnego, jak tabletka gwałtu. Co jak co, ale seks z kimś wbrew jego woli, lub bez jej udziału był dla mnie czymś ohydnym i nie dawałem temu przyzwolenia. Co z tego? Towarzystwo bawiło się tym faktem i widziałem, że nie będą mieli oporów przed zabawieniem się kosztem Marleny.

Dziewczyna wróciła i widziałem wzrok, którym otaksowała kieliszek. Szczwana bestia wyczuła coś, a ja starałem się utwierdzić ją w tej obawie spojrzeniem.

Nie smakuje ci już? – Monika słodkim głosem i przesunięciem kieliszka w kierunku Marleny czym mnie wkurwiła. – Masz dosyć? To mało towarzyskie.

Po prawdzie, to napiłabym się wody. – Marlena odpowiedział niewinnie.

Zaraz ci zamówię. – I wstała, a ja wiedziałem co zrobi.

Oczywiście zaprawi specyfikiem i wodę. Następnie podpuści Marlenę, by ta napiła się i pozamiatane. Po chwili wróciła ze szklanką wody z lodem z cytryną.

Toast, za nasze spotkanie. – Monika uniosła kieliszek, my poszliśmy za jej przykładem. – Oby współpraca była owocna i dawała nam tyle radości wspólnych kontaktów, co dotąd.

Wszyscy unieśli kieliszki, Marlena nie miała wyjścia. Po chwili wahania uniosła szklankę z wodą pod bacznym spojrzeniem wszystkich. Widziałem błaganie w oczach, którymi prosiła o pomoc.

To w tym momencie zapadła we mnie decyzja, że nie pozwolę na to, by zabawiono się nią, by została wykorzystana w tak ohydny sposób. Brzydziło mnie to. Chciałem ją dla siebie. Perfidna część mnie czuła, że jeśli jej pomogę, to jej wdzięczność będzie bardzo przyjemna.

Zabawa trwała w najlepsze, Marlena siedziała w bezruchu i milczała. Wyglądało na to, że upiła łyk wody i teraz trzymała płyn w ustach. Jeśli był zaprawiony jakimś specyfikiem, to pewnym było, że to nie uchroni ją zbytnio. Narkotyk na pewno wchłaniał się właśnie przez ślinianki i kwestią czasu było, by zaczął na nią działać.

To gdzie przenosimy się później? – zagaiłem rozmowę, by odwrócić uwagę mężczyzn od Marleny. Obserwowali ją, jakby oczekiwali, że lada moment ta zacznie się rozbierać. – Monika – zwróciłem się do niej, skupiając wzrok wszystkich na jej osobie. – co dla nas zaplanowałaś?

Mówiła ona, co chwilę wchodziłem jej w słowo ja. Entuzjastycznie przytakiwałem opisom zalet klubu, opowiedziałem anegdotę o jednej z imprez, podczas której w klubie go – go przydzielono do naszego stolika shemale i to ją, czy raczej jego wyobracała połowa kadry kierowniczej naszej firmy. Panowie zastrzygli uszami, ciekawość maskując rubasznym śmiechem. Pałeczkę przejęła Monika, a ja wykorzystując chwilę ich rozkojarzenia, wymacałem telefon w torebce Marleny. Na szczęście jej krzesło stało blisko mnie, a torebka wisiała na oparciu w moim zasięgu. Po chwili wstałem od stołu i odszedłem pod pretekstem wizyty w toalecie. Monika rzuciła mi porozumiewawcze spojrzenie. Wiedziała, że idę sprawdzić, co się dzieje z Marleną.

Ostrożnie wszedłem do damskiej toalety. Marlena stała naprzeciw lustra i patrzyła na swoje odbicie. Widziałem, że straciła kontakt z rzeczywistością. Nie zareagowała, gdy podszedłem do niej. Nie zmieniła pozycji, a tylko niemo patrzyła w lustro.

Sprawdziłem, czy poza nami jest ktoś w ubikacji. Byliśmy sami, ja w efekcie zacząłem się podniecać. Stawał mi, bo wiedziałem, że mogę wziąć ją tutaj, a ona nie będzie oporowała. Podszedłem do niej, zaciągnąłem się jej zapachem. Pachniała słodko i była bezbronna. Podciągnąłem jej sukienkę, odsłaniając pośladki. Aż jęknąłem widząc bieliznę, którą miała na sobie. Pasek stringów niknął między półdupkami. Wystarczyło go odsunąć i już miałbym dostęp do jej cipki.

Nie wytrzymałem, pociągnąłem ją za sobą do jednej z kabin toalety. Była przestronna, zamknąłem drzwi od środka. Odwróciłem ją do siebie tyłem i odsłoniłem jej kształtny tyłek, rolując materiał sukienki w pasie. Obniżyłem bieliznę, ręką naparłem jej na plecy, zmuszając by oparła się o sedes i wypięła do mnie pośladkami. Rozrywało mi przy tym jaja. Czułem, że robię coś niewłaściwego, ale jarało mnie to jak jasna cholera. Opuściłem jej majtki do połowy ud, uklęknąłem, przybliżając nos do jej szparki.

– O kurwa – mruknąłem czując, że dłużej nie wytrzymam.

Stanąłem za nią, oswobadzając się z cisnących mnie spodni. Ledwie się dotykałem czując, że podniecenie jest zbyt silne. Przytknąłem kutasa do jej cipki, przejechałem nim w górę między pośladki.

Zrób to – szepnął mi ktoś do ucha. To był diabeł, poznałem ten tembr głosu, słyszałem go od dzieciństwa. – Wolno ci. Ona się nie dowie.

Potarłem między półdupkami, nacisnąłem na zwieracz. Znajome mrowienie w podbrzuszu i jądrach oznaczało jedno – za chwilę skończę. Tak bardzo się podnieciłem jej bezwolnością.

Zacisnąłem zęby, podciągnąłem jej majtki, obniżyłem materiał sukienki. Posadziłem ją na zamkniętym sedesie, odgarnąłem włosy, które opadły jej na twarz.

– Nie zgwałcę cię – mówiłem do niej, ale adresatem był diabeł. – Ale chociaż trochę podotykam.

Naciągnąłem dekolt sukienki, wyciągając jedną z piersi na wierzch. Dawno nie widziałem tak krągłego i sterczącego biustu. Zacisnąłem palce na sutku sprawdzając, czy jakkolwiek zareaguje. Sutek stanął, stwardniał, ale wyraz twarzy dziewczyny pozostał bez zmian.

Podszedłem do niej bliżej, stając okrakiem po bokach jej ud, przysuwając kutasa do twarzy. Przejechałem nim po jej ustach, nacisnąłem palcami na brodę, rozchylając tym samym wargi. Wsunąłem między nie czubek, zagłębiłem się na kilka centymetrów. Marlena odruchowo dotknęła mnie językiem, ja omal nie oszalałem z rozkoszy.

Jestem pojebany – przemknęło mi prze myśl. – To co robię jest pojebane!

Wyrzuty sumienia nie powstrzymały mnie jednak. Wbiłem się głębiej w jej usta, przytrzymując równocześnie jej tył głowy. Wsuwałem się i wysuwałem powoli, pieprząc ją w ten sposób i czując, że ledwie kilka ruchów dzieli mnie od orgazmu. Ruch w przód i myśl, by wyjść z niej tuż przed i spuścić się na ścianę. Ruch w tył i kapitulacja. Nie chciałem opuszczać miękkich warg. Ruch w przód i dreszcz nadchodzącego spełnienia, a po nim cios orgazmu, który jebnął mnie w mózg silnym ciosem. Zapominając o postanowieniach docisnąłem ją do siebie, wchodząc aż do jej gardła. Jęknąłem czując, jak strzelam spermą wprost do jej gardła. Fakt, że się dusiła podjarał mnie jeszcze bardziej. Trzymałem fiuta u nasady jedną ręką, drugą dociskałem jej tył glosy. Drżałem jak w febrze, a nogi uginały się pode mną. Po policzkach Marleny płynęły łzy i próbowała mnie słabo odsunąć od siebie. Ostatni wstrząs ciała i napierający na żołądź miękki język. Cofnąłem się, pozwalając jej nabrać powietrza. Zakaszlała, dysząc z wysiłku.

Bezpłatne opowiadanie e-mailem

Mężczyzna upatruje ofiarę. Mężczyzna poluje. Mężczyzna bawi się ciałem kobiety. Kobiecie podoba się taka zabawa.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Julita

    Co za sk*rwiel, jak wcześniej było mi go szkoda tak teraz wcale.
    Wielce mu przeszkadzało to co tamci chcieli zrobic a sam nie lepszy a monika to już dno i porażka bo jaka musi byc suka zeby cos takiego zrobic.?
    Licze, ze i Przemek i Monika za to w jakis sposób oberwa, że karma ich dopadnie

    1. Anonim

      Tak właściwie to już ich dopadła, ale grabią sobie dalej:-)

Dodaj komentarz