Piwnice cz. 6

Rozdział 6

W głowie mi się gotowało.
Jak mam się zachowywać normalnie wiedząc, co ta mała potrafi?! Traktować ją, jak nowo poznaną koleżankę i patrzeć na usta, które dwa dni wcześniej połknęły…
Albo na tyłeczek, który już trochę poznałem? I mam być przy niej opanowany i spokojny?

Czekałem przed blokiem denerwując się i obawiając własnych reakcji.
A co, jeśli jej się nie spodobam, jako realny facet? Pozostaniemy na stopie… przez dziurę w ścianie?

Wreszcie przyszła, przerywając tok mojego lekko histerycznego już rozumowania. Przedstawiała sobą bardzo ładny obrazek w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączkach.

Idziemy? – Podskoczyła, jak dziecko, a mnie nie umknęły podskakujące przy tym piersi.

Cholera, dotykałem ich! Nie patrzeć na nią tak!

Jakie masz plany wakacyjne? – zapytałem, by zająć czymś pełen instynktów umysł.
– Praca. – Uśmiechnęła się, wciskając dłonie do kieszeni spodenek. – Cieszę się, że wreszcie udało mi się coś znaleźć. A ty?
– W sierpniu chcę jechać stopem gdzieś tam. – Lubiłem głośno artykułować swoje marzenia i plany. – Plecak, a w nim śpiwór, karimata i kilka ciuchów. Niczego więcej nie potrzeba.
– I tak sam?
– A dlaczego cię to tak dziwi? – Nie rozumiałem powodu zdziwienia.
– Ja bym się bała jechać stopem sama – odparła smutno. – Ze znajomymi jakoś nie mam ochoty spędzać wakacji. Wszyscy w parach. Ech…

W pierwszym odruchu miałem jej ochotę od razu zaproponować wspólny wyjazd, ale po chwili przyszła refleksja. A jeśli okaże się nudną i próżną laską? Jeśli nie będzie z nią o czym porozmawiać, to co wtedy? Dwa tygodnie razem, byłby koszmarem. Nawet seks nie jest tego wart.

W parku latem, organizowano przeróżne atrakcje i jedną z nich było śniadanie na trawniku. Dwa razy w tygodniu przeróżne knajpki wykupowały miejsce na straganach i sprzedawały swoje produkty w bardzo przystępnych cenach, promując przy okazji ofertę lokalu.

Na co masz ochotę? – Wskazałem rząd kuszących zapasami stoisk.

Spojrzała na mnie bardzo dziwnie, jakby myślała o zaspokojeniu głodu zupełnie innego rodzaju.

Zdam się na ciebie – odparła. – W końcu ponoć to ty znasz się na gotowaniu. U nas kuchnia służy bardziej do odbywania domowych kłótni, niż do przygotowywania potraw.

Powiedziała to z pozoru lekkim tonem, lecz nie umknęła mi nutka goryczy w głosie.

U nas kuchnia jest eksploatowana praktycznie przez całą dobę. – Chciałem dowiedzieć się o niej czegoś więcej, ale nie potrafiłem nigdy wypytywać innych o sprawy osobiste. Wolałem, aby odbywało się to na zasadzie wymiany informacji. – Mam czterech braci, więc sama rozumiesz.
– Zazdroszczę ci. – Po jej oczach widziałem, że mówi szczerze. – Ja jestem jedynaczką, a dla moich starszych to i tak chyba zbyt wiele.
– Czas na śniadanie. – Pociągnąłem ją za rękę w kierunku straganów. – Wybierzmy, nim zagęści się tutaj od ludzi. Ja stawiam.
– Dziękuję i odwdzięczę się po pierwszej wypłacie.
– Przestań – powiedziałem, powstrzymując się przed dodaniem, że wolałbym w piwnicy dzisiaj.

Bogatsi o kilkanaście pojemniczków z makaronami, sałatkami, kawałkami ciasta, bułeczkami drożdżowymi i butlą herbaty mrożonej, musieliśmy znaleźć już tylko miejsce na śniadaniowy piknik.

Jest takie jedno miejsce. – Zarzuciłem ostrożnie plecak pełen smakołyków na plecy. – Kilka minut i będziesz miała super widok na park, nie będąc przy okazji widoczna. I cień tam jest.
– Zaciekawiłeś mnie. – Mrugnęła zabawnie. – Prowadź, wodzu.

Poszliśmy i mówiłem przede wszystkim ja. Nie była gadułą, ale aktywnie słuchała, zadając pytania. Nie pytała o oczywistości.
Dotąd, dziewczyny przechodziły od razu do moich planów na przyszłość, co kojarzyło mi się to automatycznie z poszukiwaniem męża. Z badaniem potencjalnego gruntu do sadzenia drzewa, domu i dzieci.
Ona chciała wiedzieć, jak mieszka się z tak liczną rodzina, jak wyglądają u nas wspólne posiłki i święta. Wyczytałem w tym tęsknotę za ciepłem rodzinnym, kontaktem z najbliższymi.
Czy to dlatego uciekała do piwnicy? Ja znalazłem w niej miejsce do zaspokajania przyziemnych potrzeb, folgowania instynktowi. Co ona tam robiła?

To tam. – Wskazałem ręką niewielkie wzniesienie, gęsto porośnięte krzewami.

Weszliśmy między zieloność i bzyczenie owadów. Z jednej strony byliśmy osłonięci, jednak widok ze wzniesienia był malowniczy i kolorowy.

Nigdy tutaj nie byłam – stwierdziła, pomagając mi rozłożyć koc. – Koleżanki wolą parkowe knajpki, a samotnie nie zapuszczam się w takie miejsca.
– Rozsądnie. – Pochwaliłem ją, wyjmując jedzenie z plecaka. – Zawsze zastanawiały mnie dziewczyny podróżujące samotnie stopem. Na ich miejscu nie zdecydowałbym się.
– Facetom w wielu sprawach jest łatwiej – stwierdziła poważnie, sadowiąc się na kocu.
– Na przykład w czym? – Usiadłem na przeciw i zabrałem się do rozpakowywania smakołyków.
– Nie macie okresu, nie musicie nosić stanika… – Zaśmiała się.
– Moja droga. – Przysunąłem się do niej, patrząc wymownie na piersi pięknie zarysowujące się pod cienką bluzką. – Gdybym miał cycki, bawiłbym się nimi dzień i noc.
– Mój drogi. – Tym razem ona się przybliżyła. – Gdybym miała to, co masz ty tam, gdzie ja tego nie mam, to też bym się bawiła cały dzień.
– Mogę się tym z tobą podzielić. – Wpatrzyłem się w jej usta, przypominając sobie ich pieszczotę na penisie.

Nie powinienem był o tym myśleć. Momentalnie napłynęło podniecenie, oraz reszta obrazów tego, co robiliśmy w piwnicy.
I jeszcze nieprzyjemna myśl, która podsunęła mi słowo „łatwa”. Nie wie, że jestem facetem z piwnicy, a mimo to flirtuje teraz tutaj ze mną.

Pocałować ją. Skosztować wreszcie tych ust. Ta myśl była najmocniejsza i to instynkty przejęły władzę nad umysłem.
Zrobiła to pierwsza i zaskoczyła mnie delikatnością. Musnęła ledwie wargami, jakby dla zachęty, z której oczywiście skorzystałem.
Nie raz całowałem, ale jej ust pragnąłem najmocniej. Posiadłem je w piwnicy, a właściwie to one posiadły mnie, lecz nie posmakowałem ich dotąd. Smakowała niewinnie. Nie jak doświadczona kobieta. Całowała trochę nieporadnie, jakby od dawna, tego nie robiła. Może jednak nie jest „łatwa”. Chciałem by tak było.

Z każdą sekundą pocałunek stawał się głębszy i bardziej intensywny. Przysunęła się jeszcze bliżej, napierając piersią na moje ramię, którym podpierałem się, pochylając ku niej. Nie odrywając ust od moich uklękła i naparła dłońmi na moje ramiona, zmuszając do położenia się na plecach. Usta straciły na chwilę kontakt, lecz to co zobaczyłem wtedy w jej oczach…
Podniecenie i pragnienie. To tak musiała wyglądać w ciemnościach piwnicy.

Nie przestawaj całować – mruknęła, układając się na mnie. – Robisz to cudownie.

Trochę mnie to tempo ogłuszyło. Zapaliła się, jak zapałka.
Może jednak jest „ława” i potrzebuje wyłącznie bodźca. Muszę to przerwać!

Chciałem, lecz myśl umknęła, gdy otarła się o mnie biodrami. Coraz większe podniecenie, coraz wyraźniejsze zgrubienie w luźnych spodniach wyłączyło myślenie. Zostało podniecenie i miękka kobieta w moich dłoniach i na mnie. Gorąca i równie podniecona.
Objąłem jej pośladki dłońmi i docisnąłem ją do siebie mocniej, a ona niecierpliwym ruchem uniosła biodra i usiadła na mnie okrakiem.
Nic nie mówiła, a tylko uśmiechała się zagadkowo i przyglądała błyszczącymi oczami. Znów ją miałem w dłoniach, czułem jej piersi na torsie i coraz śmielsze pocałunki.
Powtarzała mój ruch, gdy przyciągnąłem ją mocniej do siebie tyle, że teraz to ona ocierała się o mnie przez ubranie. Ujeżdżała mnie, nie przerywając pocałunku, tarła cipką o moją twardość.
Znów zaskoczenie podbiło podniecenie. Moje i jej. Pojękiwała cicho z każdym kolejnym ruchem, aż w końcu przestała mnie całować, a tylko dyszała mi w usta.

Chciałem to przerwać, nie doprowadziłem do tej sytuacji, ale biernie się poddałem, bez szansy na oponowanie. Byłem właśnie brany i to przez ubranie!

Karola – wyjęczałem. – Musimy przestać.
– Ale ja nie chcę! – miauknęła.

Czułem, że nie chciała. Czułem palcami, które same zawędrowały pod linię jej spodenek i badały wilgoć. Mówiłem, by przestać, lecz nie puszczałem jej. Moje dłonie nie chciały jej wypuścić.

Ja też nie chcę. – Poddałem się.

Jakby na to właśnie czekała. Usiadła na mnie i zaczęła ujeżdżać, tyle że przez ubranie. Oparła się o moją pierś, dzięki czemu miałem piękny widok na piersi uwięzione w staniku. Wsunąłem dłonie pod bluzkę, przypominając sobie ich gładkość. Niestety wciąż dzieliła mnie koronka. Miałem ochotę go roztargać, lecz nie zdążyłem. Karolina odchyliła się do tyłu i zamarła. Wstrząsały nią dreszcze, usta zasłoniła dłonią i tak trwała.

Ja zostałem na minutę przed orgazmem, lecz oszołomienie całym zajściem było równie dominujące.
W końcu oparła się na mojej piersi ponownie i przyglądała ze zmarszczonymi, nad rozświetlonymi oczami, brwiami.

Przepraszam? – Zabrzmiało, jak pytanie. – Zagalopowałam się trochę?
– Nie wiem, co powiedzieć. – Leżałem na kocu usztywniony zaskoczeniem i podnieceniem.
– To może nic nie mów, tylko jedzmy już. – Przerzuciła tyłem nogę i usiadła nie patrząc na mnie.

Wciąż nie potrafiłem zinterpretować wyrazu jej twarzy. Nie było w nim zakłopotania, ani skruchy.
Nie rozumiem tej dziewczyny!
I co ja mam z tym fantem zrobić?
Głodny już na pewno nie byłem. Nie jedzenia.
Bielizna uciskała mnie boleśnie, a jej gołe nogi nie pomagały w ochłonięciu ciału.
Ale się wpakowałem…

***

Perfidnie dobrałam strój na nasze śniadanie na trawie. Wiedziałam, że kuse spodenki i obcisła koszulka zadziałają na wyobraźnię Dawida.

Tak właśnie się ubrałam i w podskokach przywitałam go przed klatką schodową. Wcześniej oczywiście poobserwowałam sobie wyraz jego twarzy, podglądając przez szybę drzwi wejściowych. Jego facjata była polem boju myśli z uczuciami.

W drodze do parku rozmawialiśmy o wakacjach i aż mnie skręciło z zazdrości, gdy opowiedział o swoich planach. Podróż stopem w nieznane. Ech…

Tak jak podejrzewałam miał liczną rodzinę. Czterech braci i kochająca się, choć głośna familia. Wspólne posiłki i święta. Coś, czego u mnie od bardzo dawna już nie ma.
On uciekał do piwnicy w poszukiwaniu chwili spokoju od nadmiarów swojej rodziny, ja od jej braków.
Cóż, spotkaliśmy się tam. Tylko czy on o tym wie?

Piknik rozłożył na trawie, a właściwie na kocu na niej. Miejsce wybrał bezbłędnie. Mieliśmy widok na park, równocześnie pozostając niewidoczni dla cudzych oczu. Czyżby coś planował?

W pewnym momencie zrobiło się intymnie, a po chwili gorąco. Pocałunek, który zainicjowałam, wziął się z głodu jego ust, który czułam już w piwnicy.
To, co wydarzyło się później, zaskoczyło mnie samą. Ocierałam się o niego przez cienkie ubranie, a Dawid błądził palcami między moimi nogami.
Nigdy tak nie reagowałam na mężczyznę, ale też bardzo nietypowo zaczęła się nasza… przygoda.
Był moment, w którym niby chciał to przerwać, ale przegrał z samym sobą. Ja przegrałam wcześniej i teraz wspinałam się tylko po stromej drabinie rozkoszy. Zapaliłam się, jak zapałka i równie szybko spaliłam, nie czekając na niego.
Najdziwniejsze było to, że wcale nie chciałam czekać! Miał pozostać w niedosycie i pozostał.
Podniecenie wyraźnie wybrzuszające luźne spodnie, spuchnięte usta i zamglone oczy, a w nich zaskoczenie.
Nadal nie wiedział, że ja wiem. Śmiać mi się chciało, ale okiełznałam wesołość.
Oj nie do końca jesteś taki szczwany, lisie. Tak sobie ze mną pogrywasz? No to zobaczymy, kto tu kogo zaskoczy.

Jedliśmy w milczeniu i wciąż czułam na sobie badawczy wzrok Dawida. Udawałam, że jestem zajęta pochłanianiem smakołyków, co jakiś czasz uśmiechałam się niewinnie, a wtedy próbował się oduśmiechnąć. Kulawo mu to wychodziło. Ciekawe, o czym teraz myślał?
Może, że puszczalska laska ze mnie? Tu z nim w piwnicy, a tu z nim w parku. Jeśli nie podejrzewał mnie o wiedzę na jego temat, to tak właśnie musiał mnie osądzić. I dobrze, niech sobie tak jeszcze poocenia. Za karę!

W drodze powrotnej rozmawialiśmy niewiele. Jakby go coś przytkało. A niech przytyka!

Dopiero w mieszkaniu przyszła panika. A może przez to wydarzenie przestanie przychodzić do piwnicy. Po co miałby się zadawać z puszczalską dziewczyną? Co wtedy zrobię?

Odpowiedź przyszła sama.
Zadzwonię do drzwi jego mieszkania i zapytam, czy przestał mieć potrzeby, czy zmienił po prostu piwnicę. Tak! Wtedy się dowie, że wiedziałam.
Mimo wszystko jednak miałam nadzieję, że pozostawienie go w stanie rozbudzenia spowoduje, że wieczorem spotkamy się na poziomie – 1.
Podekscytowana czekałam w piwniczce. Miałam problem z normalnym oddychaniem przez nerwy, a brzuch zaczynał mnie coraz bardziej boleć.
Niech przyjdzie!
Czekałam…

***

Bardzo długo biłem się z myślami.
Właściwie nic innego nie zajmowało mojego umysłu poza tym, że tak się zapaliła dla mnie w piwnicy i później w parku. Przecież do cholery nie wiedziała, że to jeden i ten sam facet!
A jeśli tak ma przy każdym, kto jej się spodoba? Ale co tu mówić o podobaniu się, skoro w piwnicy tak niewiele widziała, nie znała mnie, a jednak pozwoliła się TAK dotykać i sama mnie dotykała.
Miałem zamiar zostać tym razem w domu, ale tak mnie ta cholera podnieciła w parku, że w końcu nie wytrzymałem w hałasie mieszkania. Zły na siebie wsiadłem do windy i pomaszerowałem po wyjściu z niej, do piwnicy.
Sam jestem łatwy…

Hej. – Usłyszałem uśmiechnięty głos Karoliny. – Co chcesz robić dzisiaj?
– A ty? – Nie potrafiłem mówić spokojnie, byłem wściekły i nie wiem na kogo bardziej.
– Nie wiem. – Beztroska odpowiedź.
– Może pogadamy o czymś? – Nie wiedziałem, skąd ten pomysł.
– O czym? – Zaśmiała się cicho. – O kiszeniu ogórków?
– Co?! – Pochyliłem się do dziury, zaglądając w ciemność. – Ty wiesz?
– Och, Dawidzie. – Przybliżyła twarz do otworu, oczy błyszczały jej wesołością. – Naprawdę masz mnie za tak tępą laskę?

Zatkało mnie. Wiedziała i bawiła się moim kosztem. Podniecała mnie dziś w parku i zostawiła niezaspokojonego celowo?!

Od kiedy wiesz? – Musiałem to usłyszeć.
– Od spotkania w windzie, głuptaku – odparła. – Naprawdę myślisz, że zrobiłabym coś takiego tam w parku, gdybym nie wiedziała, że już to robiliśmy.
– Ty mała, wredna… – zasyczałem z udawaną wściekłością. – Podpuszczałaś mnie, a ja głupek…

Tak naprawdę to poczułem ulgę. Ulżyło mi, że się myliłem. Cieszyłem się, że mnie podpuszczała i nawet nie złościłem się, że zrobiła ze mnie głuptaka.

Zasłużyłaś na karę! – Złapałem ją za ucho przez dziurę w ścianie.

Odwróciła głowę tak, że ustami dotknęła mojego nadgarstka. Przygryzła delikatnie skórę, nie odrywając oczu od mich ust.

Idę do ciebie. – Wstałem i chwilę później czekałem za jej drzwiami.

Pchnęła je, wpuszczając mnie do środka. Słabe światło z korytarza oświetliło nagą postać, siedzącą na fotelu. Noga założona na nogę, ramiona swobodnie oparte po bokach ciała.
Była piękna i czekała na mnie!

Ty wiedziałaś… – Cieszyłem się, że dzięki światłu zza pleców nie widzi mojej miny. Musiałem wyglądać, jak baranek.
– Wejdziesz wreszcie? – Wstała, eksponując swą nagość. – Miałeś mnie ukarać, a ja o niczym innym teraz nie marzę.

Nie potrzebowałem kolejnego zaproszenia. Zaciągnąłem za sobą drzwi, rozpinając w międzyczasie spodnie. Nim spodnie spadły na posadzkę, ściągałem już z siebie koszulkę. Spodenki zdjęła mi ona i poczułem gorące wargi obejmujące nabrzmiałą żołądź. Jak ja tego pragnąłem. Biodra zadrżały, pośladki spięły się od tak mocnego bodźca.

Karola – jęknąłem. – Jeśli chcesz coś więcej, to przestań w tej chwili!
– A co mogę chcieć? – zamruczała, a ten pomruk przeszedł po moim kręgosłupie w górę i zacisnął mi powieki i zęby.
– Ja też chcę cię pocałować – odparłem, gdy wstała i zarzuciła mi ramiona na szyję. – Nie takie całowanie miałem na myśli, ale to też dobry początek.
– Początek to my mamy już dawno za sobą – zaśmiała się w moje usta.

Nie chciałem już słów. Chciałem znaleźć się wreszcie w niej.
Zachłannie całowałem, a ona z jękiem poddawała się temu. Czułem gorące piersi na torsie, ocierałem się kutasem o brzuch, powstrzymując przed pchnięciem jej na fotel i wdarciem w mokrą cipkę, bez dalszych zabiegów. Musiała być już mokra, ale chciałem ją tam pocałować. Ona znała już mój smak, ja jej jeszcze nie.
Naparłem na gładkie ramiona, zmuszając by usiadła. Mruknęła w proteście, lecz posłuchała.
Niewielkie pomieszczenie ograniczało swobodę ruchów, nie pozwalając mi dostać się ustami tam, gdzie chcę, bez wystawienia tyłka poza piwnicę.

Uklęknij na fotelu tyłem do mnie – poprosiłem.

Zrobiła to i zastygła w oczekiwaniu, ja tymczasem namacałem prezerwatywę.

I to niby ja wiedziałam? – Zaśmiała się gardłowo.
– Cicho bądź – szepnąłem.

Założyłem i naparłem na jej cipkę. Tylko czubek. Dotknąć jej, podrażnić.
Cofnęła ciało i jednym ruchem nabiła się na mnie.

Nie ruszaj się! – syknąłem, unieruchamiając ją dłońmi zaciśniętymi w pasie, może zbyt mocno wbijając palce, ale nie protestowała. – Uspokój się kobieto!
– Przy tobie nie potrafię, Dawidzie. – Kręciła pupą, doprowadzając moje jądra do wrzenia.

Wyszedłem z niej szybko, gdyż zaledwie kilku ruchów brakowało, bym skończył. Czułem to znajome mrowienie.
Kucnąłem w szerokim rozkroku, mając ją wreszcie na wyciągnięcie języka. Była śliska, ociekała sokami i jęczała, choć jeszcze nie dotknąłem językiem. Gdy to zrobiłem krzyknęła, odruchowo wypinając pupę. Bawiłem się jej wrażliwością, muskając zaledwie najczulszy punkt i ssąc płatki, liżąc między nimi. Jęczała i gdyby ktoś wszedł teraz do piwnicy, usłyszałby nas na pewno. Nie zajmowało mnie to w tej chwili. Miałem we władaniu namiętną dziewczynę, a ta oddawała się moim pieszczotom z ogniem.

Wsadź mi wreszcie – zakwiliła. – Błagam…
– Ale nie ruszaj się – szepnąłem jej do ucha, stając z kutasem wpasowanym w przedziałek między pośladkami. – Zrozumiano?

Nie odpowiedziała, ale i nie ruszała się nawet wtedy, gdy bardzo powoli w nią wchodziłem.
Wszedłem i zamarłem, oszołomiony przyjemnością, by po chwili zacząć powoli, rytmicznie poruszać się w coraz szybszym tempie.
Nie słyszałem nic, poza dudnieniem własnego serca, szumem krwi w uszach i coraz głośniejszymi jękami Karoli i własnym oddechem. Gdyby teraz blok zawalił się nad nami, nie zarejestrowałbym tego.
Opadłem na jej plecy, obejmując piersi ramieniem, drugą ręką sięgnąłem do cipki. Potarłem i wtedy krzyknęła. Gardłowo i przeciągle, a na kutasie poczułem rytmiczne skurcze jej wnętrza. Kolejny ruch i sam również do niej dołączyłem i nie byłem przy tym cichy.
Głośne oddechy i sklejone potem ciała. Trwaliśmy tak, jakby żadne z nas nie chciało przerywać połączenia. Nogi jej drżały. Cudnie drżały.

Tylko nie myśl, że odpuszczę ci obiecany słoik ogórków – mruknęła leniwie.
– Obiecałem przecież – odmruknąłem. – Przyniosę ci do piwnicy.
– Trzymam cię za słowo. – Sięgnęła dłonią między nogi i objęła pieszczotliwie jądra. – I nie tylko…

***

Początek września. Początek studenckich wakacji.
Po raz pierwszy nie spędzę ich sam.
Maleńki namiot w plecaku, turystyczna butla gazowa, garnczki i kilka ciuchów, plus śpiwory.
Jedziemy stopem gdzieś tam i cieszę się tym, jak idiota. Nie jestem w swej radości odosobniony.
Karola jest inna, niż dziewczyny, które dotąd poznałem. Jest taka… inna po prostu. Nie czuję się przy niej skrępowany, znudzony, czy zmuszony do podtrzymywania rozmowy. Gdy milczymy, jest fajnie. Gdy nie milczymy, ciekawie. Gdy się kochamy… Uf! Bucha wtedy ogień.

Kiedyś wyznała mi, że uważała się za kobietę oziębłą. Miała jakieś „razy” za sobą, lecz nigdy nie było jej „błogo”. Wiem, głupie określenie.

Wziąłeś ogórki ze sobą? – zapytała, gdy z plecakami szliśmy na stację benzynową przy autostradzie.
– No tak, ty tylko dla ogórków ze mną jesteś – sarknąłem. – Skończą się ogórki, to mnie rzucisz.
– Na szczęście najsmaczniejszy ogór nie skończy się tak szybko. – Zaśmiała się, łapiąc mnie przy tym za przyrodzenie. – Dla tego ogóra jestem w stanie robić co tylko mi każesz.

No dobra, chyba się zakochałem. Chyba nawet jestem gotów, by jej o tym powiedzieć. Kto wie, może nawet dzisiaj.

Dodaj komentarz