Pomyłka telefoniczna cz. 3

Pomyłka telefoniczna e-book romans erotyczny od Monika Liga

ROZDZIAŁ 3

Po raz pierwszy zwróciłem na nią uwagę w knajpie. Wijąca mi się na kolanach Klaudia nie utrudniała zbytnio obserwacji. Klaudia jest fajną dziewczyną i przy okazji ładną, ale… No właśnie. To ale, lub raczej jego brak, robi z niej płaski obrazeczek typowo urodziwej dziewczyny. Mówi niewiele lub na temat, którego nie jestem w stanie załapać. Nie interesują mnie wyprzedaże ciuchów, nowe zabiegi ujędrniające coś tam czymś tam i losy koleżanek z grupy. Klaudynka wiła się masując przy okazji, oczywiście mimochodem, moje krocze przy pomocy uda i nawet odrobinę pobudziła krew, lecz nie tak, jak dźwięk, którym drobna postać z mikrofonem przy ustach wdarła mi się w mózg. Zamarłem każdym mięśniem, gdy mocne brzmienie kobiecego głosu spenetrowało tkanki mojego ciała. Najpierw łagodnie, a po chwili uderzenie czystych decybeli uniosło każdy włos na ciele.

Chodzę na koncerty, ale wtedy wiem, czego oczekiwać, jestem przygotowany. Tutaj knajpiana muzyka nie zapowiadała przeżyć audio, a tymczasem głos drobiny na scenie rozwalił mnie bez ostrzeżenia. Siedziałem osłupiały, a to dziewczątko dudniło czystością wokalu i pozwoliło zniknąć wszystkiemu wokoło do momentu, gdy nagle dojrzała kogoś znajomego. Machając ku niemu, przerwała podawanie mi nutek strumieniem przez uszy wprost do duszy.
To wtedy postanowiłem, że ją poznam. Jej głos mnie pobudził, obudził… coś.

Zawsze kręciły się przy mnie ślicznotki, ale to pewnie przez moją inność. Ktoś nazwałby mnie pewnie autystycznym. Dlaczego?! Bo lubię liczyć okna w budynkach, dodawać, dzielić i mnożyć wyniki liczb tworzonych przez cyfry rejestracji, gdy stoję w korku? Autystyczny, czyli jaki? Inny trochę i tyle. Głupie to. Ludzie uwielbiają przyklejać do wszystkiego metki, ja metek mam przyklejonych kilogramy i… wali mnie to.
Jedno stało się pewne, muszę poznać tę dziewczynę. Może będzie kolejnym rozczarowaniem, może odkryciem. Chociaż, co można odkryć w drugiej osobie, szczególnie kobiecie? Nie zdarzyło mi się jeszcze zafascynowanie żeńską psychiką i wątpliwym jest, by miało się to przydarzyć tym razem.
Tego wieczoru umknęła mi ta niewidoczna prawie istotka, lecz nie zmartwiłem się. Skoro Bartek ją zaprosił, musiała być jego znajomą.

Noc z Klaudynką na mnie i ja w niej. Nic szczególnego, zwykłe odprężenie podchodzące odczuciami pod czynność fizjologiczną, bliską wypróżnianiu organu ze zbędnej zawartości.

Poranek rozdarło skrzeczenie telefonu.

– Słuchaj no ty podstarzały dupku. – Nie od razu zajarzyłem, o co chodzi, lecz słuchałem, budząc się powoli. – Umawiasz się ze mną, każesz wstać z łóżka, chociaż mogłabym jeszcze grzać dupę w pościeli, a sam nadal się wałkonisz?
– Co? – Z wolna odzyskiwałem przytomność umysłu.
– Jajco drogą szło! – Gdy usłyszałem ten wrzask stwierdziłem, że oto rzeczywistość postanowiła uśmiechnąć się do mnie w postaci dziewczęcia z knajpy, które to zgwałciło mi uszy kilka godzin wcześniej. – Po coś się umawiał, skoro zamierzałeś zabalować?! Rusz swój zgnuśniały zadek z łóżka i zapierniczaj tutaj w te pędy, albo zapomnij o darmowej podwózce na najbliższych pięć lat!

Tak. Zdecydowanie los chciał mnie spotkać z dużym temperamentem, umieszczonym w mini ciałku. Byłbym głąbem, bagatelizując ten znak. Chciałem ją poznać, więc COŚ mi ją podesłało, a ja musiałem jedynie TO przyjąć.

– Gdzie? – Starałem się oszczędnie używać słów, by nie poznała, że dodzwoniła się nie do tej osoby, do której zamierzała.
– Pod moją szkołą gamoniu. – Z tonu wnioskowałem, że nie poznała różnicy w głosie. – Jakbyś już zapadał na starczą demencję, to ci jeszcze przypomnę, że czerwone Clio ma twoja wspaniałomyślna siostra i że będzie czekać najwyżej pół godziny, więc zagęszczaj ruchy, albo idź na autobus.

I rozłączyła się, a ja wyskoczyłem z łóżka, nie zważając na gniewny pomruk Klaudii. Olać to! Coś mi mówiło, że robię właśnie najmądrzejszą rzecz w życiu. Zawsze ufałem tak zwanej intuicji i tym razem nie miałem zamiaru zbagatelizować jej podszeptu. Mało ważne było w tym momencie źródło pochodzenia przeczucia. Liczyło się to, że nigdy mnie nie zawiodło, a tym razem w żołądku gotował mi się gejzer niewiadomego pochodzenia. Pognałem więc na parking przed szkołą, umawiając się z Bartkiem na squasha, dla zapewnienia sobie… czego? Nie wiedziałem dokładnie, ale byłem pewien, że dobrze zrobiłem. Jedyną akcją poczynioną ciałem w celu udokumentowania celowości moich działań, było zgarnięcie torby sportowej z ciuchami, rakietą i szamponem. Porwałem dwoje szmacianych uszu z zawartością i wybiegłem z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi.
Śmierdziałem seksem, czy raczej zmaganiami łóżkowymi, ale olałem to w tej chwili. Nie miałem czasu na prysznic. Coś dziwnego pchało mnie do tej dziewczyny. Do laski, której twarzy nawet nie widziałem.
Czerwone Renault Clio stało na parkingu tylko jedno. Podszedłem, zajrzałem. Oparta o zagłówek siedziała kudłata drobina z knajpy. Zamknięte oczy, ogromne usta i zgrabny nos. Jakaś taka rysunkowa była, jak postać wyjęta z kreskówki. Fascynująca twarz przypięta do małej kobiety. Zdecydowanie nietypowa dziewczyna. Obszedłem auto i otworzyłem drzwi pasażera. Wsiadłem i oznajmiłem:

– Jestem!
– No nareszcie! – powiedziała przez zęby, odrywając głowę od zagłówka i sięgając do stacyjki.

Efekt zaskoczenia osiągnąłem. Zamarła z dłonią na stacyjce i kluczyku weń wetkniętym. Teraz zobaczyłem jej oczy, a te były ogromne. Jej głowa była czymś odrealnionym dzięki kontrastom, w które obfitowała ta drobna twarz.

– Darłaś japę, że mam ruszyć zgnuśniały tyłek, to jestem. – Uśmiechnąłem się, czując zdobycz dziwnego kalibru na celowniku.
– Co ty do mnie mówisz? – Ręka opadła jej na kolano, pociągając za sobą kluczyki, a te z brzdęknięciem opadły na podłogę.
– Zadzwoniłaś, zjechałaś jak psa, więc jestem. – Bawiłem się świetnie jej zagubieniem i miałem ochotę pocałować ją bez uprzedzenia.

Ot choćby po to, żeby sprawdzić, jak całuje się tak wydatne wargi. Co za kretyńskie myśli!

– Że ja do ciebie dzwoniłam niby?! – Patrzyła na mnie, jak na idiotę, a ja poczułem się idiotycznie pobudzony od wewnątrz.
– To gdzie niby ja mam jechać? – Rozparłem się w fotelu przyciasnego auta. – No siostrunia. Wieź mnie wreszcie.
– Przestaniesz sobie ze mnie wreszcie jaja robić?! – Huknęła głosem, który zapamiętałem z wczorajszego występu w knajpie.
– Kobieto! – Nie chciałem, ale reagowałem seksualnym pobudzeniem na jej głos. – Słyszałem wczoraj, jak śpiewasz, ale nie jesteśmy w knajpie, więc oszczędź mi decybeli. Skoro nie wiesz, dokąd jechać, to ja ci powiem.

Ogłupiała, zapatrzyła się we mnie. Podobało mi się to. Muszę być niezły, skoro wywołuję takie reakcje.

– Poproszę na trening, a po treningu na śniadanie. – Śniadanie wymyśliłem naprędce.
– Że co?
– Z wywrzeszczanej przez ciebie telefoniczną drogą treści zrozumiałem, że miałaś dzisiaj wozić brata, ale ten cię wystawił. – Pochyliłem się do niej i zaglądając w wielkie, błyszczące oczy dodałem: – Skoro mnie tak bestialsko wyciągnęłaś z pościeli, to teraz zrób coś z tym.

Uległa mi. Widziałem to w jej oczach. Zmiękła i poddała się, lecz po chwili w jej oczach coś się zmieniło. Źrenice zwęziły się, brwi ściągnęły, a usta zacisnęły odrobinę. Twarz z uległej – odmieniła się i pokryła lodem.

– A dupa tam – warknęła. – Sam sobie zrób i nie wzbudzaj we mnie wyrzutów sumienia. Też mogłam gnić w swoim wygodnym łóżku, a siedzę za kierownicą z obcym facetem obok.

Zatkało mnie z zachwytu nad taką reakcją. Normalny samiec obruszyłby się, mnie to zajarało.

– Czyli mam spadać? – Udałem obojętność. – Nie ma mowy! Obudziłaś, opieprzyłaś, kazałaś przybiec, to jestem. Nie ruszę się stąd, więc jedziemy! – Sportową torbę z kolan przerzuciłem na tylne siedzenie.
– Nie wiem, jakim cudem do ciebie zadzwoniłam, ale bardzo cię przepraszam. – Podjęła negocjacyjnym tonem. – Zawiozę cię w ramach przeprosin tam, gdzie chcesz i do widzenia. Ok?
– Gdzie ci się spieszy? – Wkurzyłem się jej wycofaniem, do którego nie byłem przyzwyczajony w zachowaniach kobiet, a tym samym zawziąłem jeszcze bardziej. – Masz wolny dzień i nie możesz poświęcić go koledze ze starszego roku?

Widziałem walkę i kapitulację, odgrywającą wojnę na jej rysunkowej twarzy.

– Czyli mam cię zawieźć, poczekać i przywieźć, tak? – dopytywała.
– No prawie – potwierdziłem.
– To co porabiasz poza śpiewaniem? – Zagadnąłem, prowadząc.
– Uczę się. Czasami baluję i wtedy skutki tego są właśnie takie. – Parsknęła. – Dzwonię do obcych facetów i robię im za taksówkę.

Wyjątkowo małomówna, jak na kobietę. Intrygujące.

– Skoro obcy, to skąd miałaś mój numer?
– Nie wiem, jakim cudem wykręciłam taki zestaw cyfr. – Kłamała.

Gdy wysiadała z auta, rzucił mi się w oczy jeden szczegół jej fizjonomii i była to pupa. Dla mnie ta część ciała kobiety jest wyjątkowo kusząca. Jej pupie powinno się robić zdjęcia, a te wieszać na każdej ścianie. Okrąglutka i z wystającymi pośladkami. Dupeczka marzenie. Aż mnie zatkało z wrażenia, gdy zobaczyłem, jak wypina ją podczas wysiadania.

– Grałaś kiedyś w squasha? – zapytałem, gdy staliśmy już przed salą treningową.
– Nigdy i myślę, że piłka mogłaby mnie zabić. – Uśmiechnęła się.
– Powinnaś kiedyś spróbować. – Miałem jeszcze ochotę dodać, że najlepiej ze mną.

Krótką wymianę zdań przerwał Bartek, trening i szybki prysznic.

– No, panowie! – Usłyszałem jej rozbawiony głos. – Gladiatorzy z rakietami miast sprzętu bojowego! Piękny pokaz, tylko publiczność niewielka. Ilościowo i wielkościowo również.
– Dobrze, że w gardle jesteś wielka, bo można by cię czasami nie zauważyć – rzucił Bartek.

Zaskoczyło mnie, że tak wesoło do tego podeszła. Zwyczajową reakcją kobiet był zachwyt i momentalne przyklejenie się takowej do rozćwiczonego ciała. Ją najwyraźniej ubawiliśmy.

– To dokąd jaśnie pan życzy sobie teraz? – Przerwała mój zawias na jej biodrach, mogłaby się odwrócić. – Łaźnie fińskie, salon odnowy biologicznej?
– Jeść – odparłem, myśląc o czymś zgoła innym. – Zjadłbym konia z kopytami.

Pojechaliśmy.

Dodaj komentarz