Pomyłka telefoniczna cz. 5

Pomyłka telefoniczna e-book romans erotyczny od Monika Liga

Rozdział 5

Nie chcę iść na piwo Pawle. – Zaskoczyłam go, ale czułam wstręt na samą myśl o alkoholu. – Myślę o tym całą drogę i kolejny dzień picia piwa nie jest dobrym pomysłem.

To co chcesz robić? – Ulga na twarzy? – Jest gorąco, więc może basen?

Dobrze. – Zgodziłam się, parkując równocześnie przed jego domem. – Basen jest ok. Będę po ciebie o osiemnastej.

Trochę może za szybka byłam, ale musiałam się go wreszcie pozbyć. Jeszcze chwila i zacznę się dusić z nadmiaru emocji. Tyle faceta moich marzeń i to tak blisko, mogło mnie za chwilę zabić.

Ok. – Zgodził się z uśmiechem. – To do wieczora.

I wyszedł na szczęście, a ja wystrzeliłam spod jego domu wymuszając przy okazji pierwszeństwo na innym kierowcy, gdy bez migacza włączyłam się do ruchu drogowego, zmuszając go do ostrego hamowania. Słyszałam goniący mnie dźwięk klaksonu, ale zajęło to moich myśli na dłużej.

Tereska! – wydarłam się już w progu pokoju akademika. – Nie zgadniesz!

Wynajmowałyśmy małą klitkę z aneksem kuchennym i łazienką. Zaletą były niewielkie opłaty, a przede wszystkim spokój. Ona mieszkała w akademiku przez wzgląd na dojazd. Dla mnie było to ucieczką z przeludnionego mieszkania. Tutaj miałam warunki do nauki i święty spokój.

Cóż tak gumiora drzesz? – Zaspana i rozczochrana Tereska wystawiła głowę spod poduszki.

Czy ja wczoraj dzwoniłam do Pawła? – Musiałam ustalić fakty.

Próbowałaś, ale zabrałam ci telefon – odparła, trąc oczy. – A co?

Dzisiaj czekałam na brata, który się spóźniał, więc ochrzaniłam go przez telefon i kazałam przybiec w te pędy, ale przybiegł nie bracik, a Paweł właśnie – wydyszałam jednym tchem.

Że co?! – Tereska usiadła gwałtownie na łóżku. – Jakim cudem?

Przez pomyłkę wybrałam jego numer myśląc, że dzwonię do Michała. – Rozłożyłam bezradnie ręce.

No i? – Domagała się ciągu dalszego.

No i go zawiozłam na squasha, później byliśmy w knajpie i tam wylizał mi rękę, a ja się podnieciłam i omal z krzesła nie ześliznęłam, a później mnie zaprosił na piwo, ale dziś to bym się zwymiotowała po piwie i mu odmówiłam wypadu do knajpy, ale zgodziłam się w efekcie na wypad na basen. – Usiadłam po turecku na podłodze przed nią, a właściwie posągiem w który się zmieniła.

Chrzanisz! – Udało jej się inteligentnie stwierdzić.

Nie, ale jak zobaczy mnie w stroju kąpielowym, to już się ze mną więcej nie umówi – odparłam smętnie. – Nie mogłabym mieć takich cycków, jak ty? – Patrzyłam zawistnie na jej biust.

Weź przestań! – przyjęła postawę opieprzacza, a to zawsze działało. – Gdy zobaczy, jak pływasz, to cię jeszcze poprosi o lekcje pływania. Zobaczysz!

Ta – machnęłam lekceważąco ręką, ale ziarno nadziei zostało zasiane.

Pływam dobrze, ponieważ rodzice zapisywali mnie i moje rodzeństwo na basen, ledwie zaczynaliśmy chodzić. Uparli się, że każde z nas musi umieć pływać i chwała im za to. Żadne z nas nie musiało walczyć z otyłością, wadami postawy, a i zdrowsi dzięki temu byliśmy, niż nasi rówieśnicy. Żadnych przeziębień mimo mrozów, czy pluchy. Stuprocentowa frekwencja w szkole i na treningach. Satysfakcja z posiadanych umiejętności w bonusie za każdym razem, gdy byliśmy na pływalni.

No dobra – mruknęłam. – Jakiś strój muszę tylko wybrać.

Weź ten czerwony. – Zatarła ręce. – Wyglądasz w nim, jak laska ze słonecznego patrolu.

Tylko cycków brak. – Zamarudziłam, ale posłusznie wyciągnęłam ten właśnie z odmętów szafy.

Weź zmień wreszcie śpiewkę, bo ta się zrobiła nudna. – Miała rację, ale męczyły mnie moje wypryski, zamiast piersi. – Za to tyłek masz ekstra.

Dobra już. – Spakowałam do torby ręcznik i okularki.

Mam przy nim być tak ubrana? Stresujące mimo, że strój kąpielowy jest dla mnie tak naturalnym ubiorem. I tak dziwiło, że chciał się umówić. Bo po co? Przecież nie dla wyglądu, bo do posągowych Barbie daleko mi, jak cziłała do pitbulla. No nieważne, moja bitwa z myślami nic nie wyjaśni. Za godzinę dowiem się więcej.

Przed osiemnastą, odprowadzona pobłażliwym i rozbawionym wzrokiem Tereski, wyszłam z naszego lokum i zapakowałam się do auta. Odetchnęłam głęboko, starając się okiełznać nerwowość. Czekał na chodniku, przez co omal na niego nie wjechałam. Zahamowałam zbyt gwałtownie i odblokowałam drzwi.

Wsiadaj paniczu. – Zaprosiłam mało elegancko.

Nic nie odpowiedział, lecz zapakował się na miejsce pasażera, przyglądając mi się.

Które kąpielisko sobie waćpan życzy? – Znów wracała moja głupawka. – Zakryte, czy odkryte?

Preferuję zdecydowanie odkryte. – Zabrzmiało bardzo dwuznacznie.

Proszę takoż, aby panicz zdał się na mnie w doborze miejsca do moczenia odwłoka, gdyż posiadam rozeznanie. – Przybrałam wyniosły ton lokaja, mimo głupkowatej treści.

Widzę, że humor wraca wraz z odpływem kaca? – Zażartował wierszem.

Bo ja kocham wodę i pływanie, Pawle – odparłam szczerze. – Na równi ze śpiewaniem.

Zawiozłam go na ulubione, odkryte kąpielisko. Kilka zbiorników wody różnych wielkości, zjeżdżalnie i szał natury wokół. Drzewa, krzewy i skałki, a wszystko skomponowane z miejscem użyteczności publicznej. Młodzież uwielbiała to miejsce dla mnogości zakamarków, w których mogła oddać się fizycznej swawoli. Co krok ktoś się całował i obściskiwał, ale nie to mnie tutaj przyciągało najbardziej. Kąpielisko było na tyle oddalone od miasta i przystanków, że większość dostawała się tutaj samochodem i może dzięki temu, nie było tłumów. Drugą z zalet był basen olimpijski, na którym zawsze było najmniej pływających, co dawało możliwość rozpędzenia się w wodzie. Najzimniejszy ze zbiorników i najgłębszy. Przy brzegach wisiało sporo moczących się, lecz cały środek basenu był wolny.

Weszliśmy na teren obiektu i choć byłam tutaj właśnie z mym marzeniem, to obecność wody budziła od zawsze rozedrganą ekscytację i koncentrowała uwagę na błyszczącej zachodzącym słońcem powierzchni. Zostawiłam Pawła w tyle za sobą i pobiegłam z torbą pod pachą w kierunku basenu. Nim do mnie dołączył, miałam ręcznik rozłożony na trawie, opodal niecki wypełnionej kuszącą wodą i zdejmowałam z siebie ciuchy. Spodenki, koszulka i klapki. Wszystko poskładane i ułożone na rogu ręcznika. Wiedziałam, że powinnam na niego zaczekać, tak więc usiadłam na trawie, nie mogąc oderwać wzroku od błyszczącej tafli.

Coś tak wypruła? – Rzucił torbę obok mnie.

Przepraszam – odparłam po prostu. – Widzę wodę, to się zmieniam.

W sensie, że? – Skrzywił się.

W sensie zewu. – Widziałam, że go zaciekawiłam. Ciemne oczy zainteresowały się wypowiadaną przeze mnie treścią. – Muszę iść popływać Pawele. Dołączysz?

Panie przodem.

Wstałam i zapominając o wstydzie, przestawiłam się na tryb „woda”.

Pływać!

Dodaj komentarz