Przejście przez pasy cz. 2

Przejście przez pasy opowiadanie erotyczne

Rozdział 2

Przed chwilą tuliła się do mnie i drżała, a teraz wyrwała się i uciekła! No w dupę! Nie wierzę!
Stałem zbaraniały i patrzyłem jak najwspanialsza dupa, jaką w życiu spotkałem ucieka ode mnie, a ja nawet nie znam jej imienia. Stałem tak kompletnie zbaraniały.

W spodniach czułem nadmiar, a w głowie niedomiar.
Torebka! Ha! Uciekła i zostawiła torebkę!
Mężczyzna nie powinien robić takich rzeczy, ale musiałem się dowiedzieć gdzie ona mieszka.

Taaa… to ulica obok… Mam cię!
Odpaliłem auto i pojechałem pod adres z dowodu. Ola ma na imię. Zajęło mi to dwie i pół minuty. Zaparkowałem pod jej domem i czekałem.
Widziałem jak idzie w kierunku domu. Obejmowała się ramionami, jakby jej było zimno. A przecież nie mogło być. Szła powoli, a tak szybko ode mnie uciekła! Była coraz bliżej.

Hej! – rzekłem, no bo co tu powiedzieć?

Stanęła i patrzyła. Jej wielkie, zielone oczy wpatrzyły się we mnie. Rumieńce dodały uroku. A ramionami obejmowała się tak mocno, że przedziałek widoczny w dekolcie sukienki pobudził mnie znowu, ale na szczęście stałem za otwartymi drzwiami samochodu, które mnie zasłaniały. Swoją drogą, działała na mnie tak mocno, że miałem ochotę zerżnąć ją tu na środku ulicy. Wielokrotnie.

Hej – odpowiedziała jak ciche echo.
– Uciekłaś. – Uśmiechnąłem się. – Bez torebki. – Podniosłem z siedzenia torebkę.
Patrzyła na nią, jakby zobaczyła ufo.
– Dziękuję – podeszła i złapała niepewnie skórzane uszy, ale ja nie zamierzałem jej tak szybko oddać.
– Uciekłaś! – rzuciłem oskarżenie. – Nie uciekaj… proszę – dodałem łagodniej.
– Dobrze – spojrzała mi w oczy i zaraz odwróciła wzrok. Dziwne dosyć.
– Spotkamy się? – zapytałem.
– Tak – tyle było odpowiedzi, ale dobra nasza.
– Dzisiaj po południu? – spytałem ponownie.
– Tak – odpowiedziała cicho.

Hmmmm…

Kino? Piwo? Spacer? – Dałem jej kilka opcji.
– Pobiegajmy – zaskoczyła mnie – Lubisz biegać?
– Lubię – przyznałem. – Więc pobiegajmy. Ty będziesz uciekać, a ja gonić. – Niewinnie, na pozór, zaproponowałem.

Uśmiechnęła się.

Siedemnasta tutaj? – spytałem.
– Tak – i wyszarpując mi z ręki torebkę i odeszła w kierunku bramy.

Przed drzwiami domu jeszcze się obejrzała i zniknęła za nimi. No to do siedemnastej.
Będę musiał kilka razy zwalić konia żeby panować nad sobą. Naprawdę, działała na mnie, jak nikt dotąd.

***

O kurde flak!
Ale wpadłam!
Miałam ochotę wyskoczyć z domu i rzucić mu się na szyję… i do spodni. Czułam się jakbym w głowie miała tysiące iskier, a w brzuchu ssącego potwora. Potwora, który jest głodny i chce więcej. Dużo więcej! Tak. Chciałam wszystkiego.
Muszę się do czegoś przyznać. Mam dwadzieścia dwa lata, a jeszcze nie miałam faceta. Ani fizycznie, ani w ogóle. Nie było mi z tego powodu źle, ale bałam się, że coś ze mną jest nie tak. Nie to, żeby nie było chętnych, ale zabierali się do mnie od dupy strony. Dosłownie! Zamiast dać mi czas na napalenie się, pchali mi łapy do majtek, lub moje wciskali do swoich. Lub ugniatali cycki jak ciasto. Nie żebym nie była ciekawa! Byłam. Ale co miałam zrobić? Obejrzeć sobie fiuta, pomacać i podziękować? Kazać schować z powrotem w spodnie?
Ha! To by się nie udało. A jak już się trafił facet, który nie rozpatrywał mnie w kategorii mięsa, to był jak ciepłe kluchy, pozostawiający mi pełen wybór we wszystkim. Tego też nie lubiłam.
Jakby spojrzeć na dzisiejsze wydarzenia, to właściwie nie wiem o co chodziło, że tym razem zaiskrzyło? Ba! Zapłonęło!
Nieważne. Coś się zaczęło.
Miałam nadzieję, że w domu nie ma nikogo. Nie miałam ochoty z nikim gadać, a i podniecenia nie byłabym w stanie ukryć. A byłam strasznie podniecona! Poszłam pod prysznic i jak zwykle przy okazji zrobiłam sobie dobrze strumieniem wody. Ale tym razem nie musiałam fantazjować o facetach bez twarzy, za to z twardym kutasem. Teraz facet miał twarz… i kutasa.

Cztery godziny. Cholera. To długo! Co mam przez ten czas robić?
Spakowałam się na wyjazd, aptekę olałam, coś się na miejscu kupi.
Jeszcze raz się musiałam onanizować. Nie wytrzymałam.
Ubrałam się do biegania mając nadzieję, że noga nie odmówi mi posłuszeństwa i czekałam na siedemnastą.

***

Czas wlókł się niemiłosiernie. Dlaczego nie umówiłem się wcześniej?
Idiota. Prysznic – podstawa. I czekałem. Zwaliłem konia. Prysznic. Czekałem.
Powtórzyłem te czynności jeszcze dwa razy i… zdrzemnąłem się.
Obudziłem się wściekły na siebie, ale na szczęście zostało mi trochę czasu pod warunkiem, że będę do niej biegł.
Spodenki, koszulka, skarpety, buty – razem dwie i pół minuty. Zostało mi dziesięć. Wybiegłem z mieszkania, brat odprowadził mnie wzrokiem mówiącym, że mnie pogrzało. I biegłem.
Na szczęście bieganie staje się coraz popularniejsze, więc nikogo nie dziwi już facet biegnący chodnikiem. No, to już zakrawało na sprint. A muszę jeszcze ochłonąć, żeby nie stać z wywalonym jęzorem przed furtką jej domu, dysząc jak pies, tylko spokojnie czekać.
Spoko. Wyrobię się.
Wyrobiłem się.

Wychodziła właśnie z domu, gdy spokojnym w miarę krokiem, dochodziłem do furtki. Rozgrzewkę miałem za sobą.

Wyglądała jakby zeszła z okładki magazynu sportowego. Obcisła koszulka, obcisłe getry. Jak ja mam być spokojny i opanowany?! Widziałem kształt jej piersi pod koszulką. Wyprostowana podeszła do mnie.

Jak ty masz właściwie na imię? – zapytała.
– Radek.
– A ja Ola.
– Wiem – odparłem, a ona na szczęście nie skomentowała źródła moich o niej informacji. – Jak noga? – Byłem ciekaw. – Bo wiesz, jak by cię zabolała, to po prostu się przejdziemy.
– Jest ok. Nic nie boli. Masz bardzo wprawne ręce. – Uśmiechnęła się i spojrzała mi w oczy.
– Nie tylko ręce mam wprawne – odparłem, ciekaw kto pierwszy odwróci wzrok. Wygrałem. Wyglądało na to, że się zawstydziła. Mniam.
– Wiesz, przepraszam cię za ten wypadek dzisiaj. – Jakoś musiałem zacząć rozmowę. – Nie wyglądało, żebyś miała zamiar przechodzić przez drogę. Tak nagle weszłaś na pasy.
– Nic się przecież nie stało – odparła z uśmiechem.

Często się uśmiechała. To lubię.

Biegnijmy. Sprawdźmy efekt twojego masażu. – Tym razem miała koci wyraz twarzy.
– Ok. Biegnijmy. – To ja, niepewnie, bo nigdy nie biegałem z dziewczyną.
Inne rzeczy z nimi robiłem.

Pobiegła pierwsza. Widok był bardzo smaczny. Pupa w obcisłych, krótkich getrach w biegu to widok, dla którego warto biec i nie wyprzedzać.
Nie umknęła mojej uwadze ładna praca ramion i kucyk, który huśtał się na boki w rytm biegu.

Pomyślałem, jakby się huśtał w pozycji na jeźdźca, gdyby była do mnie odwrócona tyłem… Nie! Takie myśli podczas biegu skończą się glebą. Oderwałem więc oczy od tyłeczka koncentrując się na krajobrazie. Biegliśmy chodnikiem w stronę rzeki. Zgadłem, że będzie chciała biec wzdłuż rzeki. Tak też się stało. Znałem te okolice.
Jeździło się tu z kumplami na rowerach, dzieliło się flaszką letniego wina i opowiadało o dziewczynach i swoich podbojach, mniej lub bardziej prawdziwych. Tak było dawniej. Później towarzystwo się rozpadło, inne uczelnie, bądź praca.
Ach, to były czasy.

***

Bieg rozpoczęłam spokojnie. Bałam się, że noga może się jednak „odezwać”. Na szczęście nic takiego się nie stało. Biegłam w moje ulubione miejsce. Górka za małą chaszczą, niedaleko ścieżki biegnącej wzdłuż rzeki. Jakkolwiek ścieżka była regularnie uczęszczana przez spacerowiczów z psami, bądź rowerzystów, to żeby wejść na górkę, trzeba było wiedzieć którędy się na nią wdrapać. Ja wiedziałam. No i jeszcze kilka koleżanek, ale niestety żadna z nich nie biegała, a z rowerem nie było już tak łatwo się przecisnąć. Nie często więc miałam okazję tam bywać, bo samotnie zapuszczać się w takie miejsca nie jest bezpiecznie. Szkoda, bo widok był cudny. Pokarzę mu tą górkę. I widok. Czy doceni? To już inna sprawa.
Biegnąc, czułam na sobie jego wzrok. Plecy i pośladki mrowiły mnie, jakby mnie dotykał. Wbiegliśmy na ścieżkę. Pewna swojej nogi, przyśpieszyłam. Biegam od tak dawna, że sprawdzę czy faktycznie i on biega, czy ściemnia dla efektu. Dużo drogi już nie zostało, a szkoda, bo pogoda do biegania była super. Zostało około kilometra. No to na maksa!
Przyśpieszyłam na tyle, na ile było mnie stać. Oddech nadążał. Dziwne, że przy pocałunku było inaczej. Wtedy praktycznie się dusiłam z braku powietrza.
Dobiegłam do zarośli i przecisnęłam się w „luźniejszym” miejscu między gałęziami. Teraz najgorsze. Bieg po stromym wzniesieniu. Czułam każdy mięsień nóg. Serce waliło, a z oddechem było ciężko. Jeszcze pięćdziesiąt metrów.
Gdzieniegdzie nogi ześlizgiwały się po kamieniach. Dwa razy musiałam się podeprzeć rękami, żeby nie upaść. Ale dobiegłam na górę. Rosły tu gęsto drzewa. Jakieś. Nie znam się. O jedno z nich oparłam się, pochyliłam i wyrównywałam oddech. Dobiegł zaraz za mną.
– Nieźle biegasz – pochwalił.
– Ty też – uśmiechnęłam się.
Włosy miał w nieładzie i dyszał, a ja myślałam czy wyglądał by podobnie będąc na mnie i we mnie. To, że nie uprawiałam jeszcze seksu z mężczyzną, nie znaczyło, że nie prowadziłam intensywnego życia seksualnego. Własne ciało znałam doskonale i lubiłam się nim bawić, ale martwiłam się, że tak ma pozostać na dłużej. Filmy „dla dorosłych” oglądałam namiętnie od kiedy mieliśmy odtwarzacz video, a rodzice otworzyli wypożyczalnię kaset VHS. I niech mi nikt nie mówi, że kobiety nie lubią pornografii! Wiem z dobrych źródeł, że większość kobiet ogląda pornosy i tylko się do tego nie przyznają.
Patrząc na niego ukradkiem zastanawiałam się jak wygląda nago. Pewnie pięknie. Nagi i mokry od potu. Mmmm…
Wyprostował się. Wyrównanie oddechu zajęło mu mniej czasu, niż mnie. Cholera! I… super! Cieszyło mnie to.
– Chcę ci coś pokazać.
– Tak? – uniósł brwi. Kurczę, te brwi!
– Spójrz tam – pokazałam ręką – o tej porze dnia wygląda, jakby słońce miało wskoczyć do komina.
O tej godzinie słońce było pięknie czerwone, a stojąc na tym wzniesieniu widziało się je, jakby „dotykało” górnej części komina znajdującej się opodal elektrowni. Na prawdę niezwykły widok pod warunkiem, że się go zauważy.
Stał i patrzył, a ja stwierdziłam w duchu, że warto było mu pokazać to miejsce. Przy okazji mogłam obejrzeć jego profil. Mocno zarysowany nos, ciemne brwi, rzęsy, które niesprawiedliwością losu trafiły się mężczyźnie i usta… Te usta!
– Dziękuję. – Spojrzał na mnie, przyłapując mnie tym samym na patrzeniu na niego.
– Za co? – spytałam.
– Że mi to pokazałaś. Nie miałem pojęcia o istnieniu tego miejsca, choć znam te okolice.
No tak – pomyślałam – Pewnie dupencje w tych okolicach obrabiał. Oczywiście tego nie powiedziałam.
– Proszę bardzo – to powiedziałam.
– Muszę coś zrobić – zaczął zagadkowo.
– Tak? Co? – zapytałam
– Muszę cię pocałować. Jeśli się zgodzisz?
Czy on kpi?!? O niczym innym nie myślę, jak o jego pocałunkach, rękach i…
– Ok. – Wiem, powtarzam się.
Podszedł do mnie powoli, patrząc mi w oczy i nie mrugając. Jakoś to podświadomie zarejestrowałam. Jak drapieżnik do zdobyczy. To tylko wywołało dreszcz podniecenia. Ledwo uspokojony oddech i serce, znów przyśpieszyły.
– Ale nie uciekaj, dobrze?
– Nie ucieknę – odpowiedziałam cicho.
– I tak cię dogonię – odparł, a ja poczułam kolejną falę podniecenia.
Silniejszą. Osaczona. Hmmm
– Przedtem nie byłam na to gotowa.
– Na co? – Chciał wiedzieć.
– Na taką dawkę… przyjemności.
– A teraz jesteś gotowa? – Uśmiechnął się i zapatrzył w moje usta.
– Sprawdźmy.
Jedną ręką objął mnie w pasie, a drugą zdjął mi gumkę z włosów i wplótł palce we włosy, pieszcząc skórę głowy. Właśnie poznałam swoją kolejną strefę erogenną – głowę.
Pocałował mnie. Znów jak za pierwszym razem delikatnie, po chwili dołączył język do pocałunku i… przerwał.
Wkurzyłam się.
– I jak? Dajesz radę? Czy za chwilę się wyrwiesz? – spytał z przekąsem.
Nie odpowiedziałam, tylko przejechałam językiem po jego brodzie. Powoli, kończąc na uchu. Musiałam wspiąć się na palce. I tak już zostałam. Docisnął mnie całym ciałem tak, że cofnęlam się i opdarłam pupą o pień drzewa. Całował mocno i mokro.
Czułam, że się podniecił. Och boskie właściwości ciuchów systemowych. Są jak widać idealne nie tylko do uprawiania sportu, ale pozwalają czuć ciało drugiej osoby PRAWIE bez ograniczeń. Miałam nadzieję, że tak jak ja nie nosi bielizny do biegania. Nie nosił. Czułam jak nabrzmiewa. Chciałam mieć go jeszcze bliżej. Podniosłam nogę, zarzucając mu ją na biodro. Podtrzymał moje udo ręką i przywarł mocniej. Słyszałam, że mężczyźni noszą klejnoty w którejś z nogawek. Jego wyprężony penis był ułożony w górę, na brzuchu. I teraz czułam go dokładnie na najwrażliwszej części mnie.
Musiałam być wyżej żeby poczuć go mocniej. Całował mnie zachłannie, a ja czułam się w całowaniu go coraz bieglejsza. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i próbowałam opleść go nogami. Pomógł mi, wkładając ręce pod pośladki i wpasowując się we mnie jeszcze dokładniej.
I zrobił to znowu! Przycisnął mnie do siebie i uniósł lekko, a po chwili opuścił. Przejechałam nabrzmiałą łechtaczką po jego uwięzionym w spodenkach penisie. Znów nie umiałam całować. Brakowało mi powietrza i oddychałam ciężko, gdy tymczasem on całował moją szyję, wciąż unosząc mnie lekko do góry i opuszczał kilka centymetrów w dół tak, że ocierałam się o niego. Czułam, że za chwilę eksploduję.
Przyśpieszył, a ja przez mgłę usłyszałam jęki. Swoje jęki. Eksplodowałam, czując pulsowanie w głowie, w oczach światło a w cipce ssanie. Brakowało mi tyko wewnątrz jego penisa.
On też się zbliżał do końca. Twarz wtulona w moją szyję, jeszcze trzy, może cztery ruchy i zamarł, jęknął a jego biodra choć teraz nieruchome, pulsowały.
Trwaliśmy tak przez jakiś czas. Jakiś, bo nie wiem ile to trwało. W końcu opuściłam nogi na ziemię a on z ustami na moim czole oddychał coraz spokojniej. Mogłam tak zostać do końca świata. Odsunął się ode mnie i usiadł na trawie.
– Seks przez ubranie? – Uśmiechnął się. – Tego nie znałem.
Usiadłam również. Miałam ochotę powiedzieć, że ja też tego nie znałam, ale nie powiedziałam.
– Powtórzymy to jutro? – spytał trochę niepewnie.
– Jutro? – powtórzyłam jak echo. Cholera, pomyślałam – Wiesz… – Jego brwi się wkurzyły, oczy też, uśmiech zamarł.
– Wiesz, jutro jadę niestety na kretyńskie rodzinne wakacje z rodzicami i walniętym bratem. To taka tradycja rodzinna – tłumaczyłam się.
Ale uspokoił się, tak to wyglądało.
– Aha – skwitował – A gdzie?
– Do Chorwacji. Mała miejscowość za Splitem. Z najbliższego portu statkiem płyniemy na Brać, małą wyspę z cudownym klimatem… Tam rodzice od dwudziestu kilku lat wynajmują apartamenty w nadmorskich niebieskich domkach. Dla siebie osobny, a dla mnie z bratem osobny. Wiesz, oni mają miodowe wakacje a ja… Teraz i tak dobrze, bo mamy z bracikiem osobne pokoje i tylko wspólną łazienkę. Zajętą niestety zazwyczaj przez jego dziewczyny, albo kumpli. Pociechą jest słońce i widoki. W tej chwili bardziej bym się cieszyła zostając tutaj – gadałam jak najęta.
Wyraźnie pasowała mu ta odpowiedź. A myślałam, że się zmartwi. Zmartwił się na chwilę, ale zaraz jakby mu przeszło. Cóż, może widzę coś, czego nie ma i sobie cuda wyobrażam i nadzieją się łudzę?
Posiedzieliśmy patrząc na komin, w którym do połowy schowało się już słońce. Nie chciało mi się ruszyć.
W końcu trzeba było wracać. Idąc rozmawialiśmy o tym co na co dzień i o bieganiu. Mnie już bolała dwutygodniowa rozłąka i j chciałam wrócić mimo, że jeszcze nie wyjechałam. Wrócić? Ale czy on tu nadal będzie?

Dodaj komentarz