Przejście przez pasy cz. 3

Przejście przez pasy opowiadanie erotyczne

Rozdział 3

Miałem plan! Najpierw się wkurzyłem, że wyjedzie, ale wiedziałem co zrobić. Przynajmniej taką miałem nadzieję, że wiem.
Po długim rozstaniu na chodniku przed jej domem, niestety bez namiętności z uwagi na oczy okolicy, odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi i pobiegłem do domu. Dopadłem telefon i wymogłem na kumplu – wspólniku przerwę w pracy, czyli urlop. Prawda jest taka, że Andrzejowi dosyć często zdarzało się zarywać obowiązki, a mnie je nadganiać. Stwierdziłem, że tym razem musi być na odwrót. Zobowiązałem go pod groźbą rozwiązania naszej współprac, a zdawał sobie sprawę, że beze mnie będzie miał przesrane, jak i ja bez niego, do pilnowania interesu. Aktualnie miał czas wypalenia seksualnego, spowodowanego zbyt intensywnym życiem erotycznym i imprezami. Mogłem mieć nadzieję, że dopilnuje spraw, których na szczęście i na nieszczęście, w lecie było mniej.
Spakowałem się do torby podróżnej. Niewiele tego było. Trochę ciuchów, paszport i pognałem do najbliższego marketu. W kantorze kupiłem euro i kuny, w markecie gotowe kanapki, soki i inne takie tam najpotrzebniejsze rzeczy. No i prezerwatywy.
Wróciłem do domu i starałem się zasnąć. Brat jak zwykle nawijał z kimś w necie. Żeby zasnąć musiałem pomóc sobie ręką. Zadziałało.
Następnego dnia wydrukowałem mapy i trasy z internetu, zrobiłem termos kawy, załadowałem się do samochodu, nabiłem bak do pełna i późnym popołudniem wyruszyłem w drogę.
Zaplanowałem, że będę na miejscu przed nimi. Jedenaście godzin jazdy miałem pewne. Zatrzymywałem się na siku i na rozprostowanie kończyn. I na opłaty przejazdowe. Szło gładko. Kanapki i kawę wciągałem w trakcie jazdy. Myślami odkrywałem kolejne partie jej ciała. Kutasem byłem już w jej mokrym i gorącym wnętrzu. Złapałem się na tym, że myśląc o niej jadę zbyt szybko. Na myśl o Oli ogólnie przyspieszałem. Na szczęście drogi nie zmuszały do hamowania.

Obliczyłem, że przy obecnym tempie jazdy, do Splitu dotrę za dwie godziny. Betka. Ostatni postój i do końca. Do Sumpetaru dotarłem nad ranem. Wjechałem w pierwszy większy port… porcik i zaparkowałem. Szukałem jakiegoś statku, który przewiózłby mnie na wyspę. Po około dwóch godzinach, ubrany na biało i maksymalnie wyluzowany miejscowy zapytał po angielsku, czy czegoś mi trzeba. Chętnie bym mu powiedział czego najbardziej, czy raczej kogo. Odpowiedziałem, że owszem, chcę się dostać na wyspę. Z bananowym uśmiechem zaproponował podwózkę. Ustaliliśmy cenę i wypłynęliśmy. Mówił coś o krajobrazie, wycieczkach i innych pierdołach.
– Przyjechałeś zwiedzać? – spytał.
– Nie, szukam dziewczyny – odparłem.
– Jak my wszyscy – stwierdził z uśmiechem.
– Ale ja przyjechałem szukać SWOJEJ dziewczyny – dodałem z naciskiem.
– Aaa. Miłość. Długo się znacie? – spytał.
– Od wczoraj. – W duchu stwierdziłem, że zabrzmiało to głupio.
– Na długo przyjechałeś? – dopytywał.
– Zobaczy się – odparłem, bo sam nie wiedziałem. – Mam nadzieję, że na długo.
– Masz jakiś apartament?
Zabawne, że w Chorwacji apartament oznacza to, co u nas pokój z łazienką.
– Nie mam – przyznałem.
– To mogę ci wynająć. Blisko portu, z klimatyzacją i dużym łóżkiem. – Uśmiechnął się sugestywnie.
– Chętnie – podziękowałem.
Dopłynęliśmy na wyspę. Zebrałem bagaż i poszedłem za gościem.
Faktycznie, dom był blisko portu, otoczony zielenią i pachnący cytrynami, które pięły się po pergoli nad wejściem na posesję. Pokój był wygodnie urządzony, jasny i z ogromnym łóżkiem. Łazienka i aneks kuchenny, a przy łóżku stała lodówka, a w niej, jak się dowiedziałem, miejscowe, młode wino od gospodarza, wliczone w cenę pokoju. Cena nie była groźna.
Byłem zmęczony, więc po szybkim prysznicu postanowiłem się zdrzemnąć.
Sen przyszedł szybko. A we śnie ona. Ciepła i miękka. Gorące uda na moim kutasie, piersi w moich dłoniach.
Obudziłem się spocony mimo chłodu z klimatyzacji i mokry od wytrysku.
Znów prysznic, łyk wina. Postanowiłem rozejrzeć się po okolicy i poszukać niebieskich domków, w których miała mieszkać z rodziną. Znalazłem je bez trudu. Niedaleko mojej miejscówki. Podejrzewałem, że już dojechała i teraz pozostało mi czekać.
W przyportowej knajpie zamówiłem piwo i miejscową potrawę, której nazwy nie znałem. Nie byłem głodny, ale musiałem coś wrzucić do żołądka. Spędziłem tak przeszło godzinę.

Rozpoznałem ją od razu. Szczupła, wyprostowana, z rozpuszczonymi włosami. W stroju, na który nie użyto zbyt wiele materiału i w chuście obwiązanej wokół pasa. Szkoda, że w Polsce nie ma takiego klimatu. Miło było patrzeć na półnagie ciało.
Rozłożyła się z ręcznikiem na obrzeżu niewielkiej kamienistej plaży i zaczęła się smarować jakimś kremem. Sam bym to chętnie zrobił, ale chciałem jej się poprzyglądać. Położyła się na brzuchu i wyciągnęła książkę. Po jakichś piętnastu minutach postanowiła ochłodzić się w wodzie. Ciekawe czy umie pływać. Umiała. Wróciła na ręcznik, założyła okulary przeciwsłoneczne i zaczęła czytać. Po kolejnych dziesięciu minutach stwierdziłem, że dłużej nie wytrzymam. Miałem ochotę zabrać ją z te plaży, zarzucić sobie na ramię i zanieść do pokoju a tam…
Wstałem. Podszedłem tak, żeby mieć słońce zza pleców.
– Cześć piękna – głos mi zachrypł, to pewnie od zimnego piwa, a może z podniecenia.
Odwróciła się na bok, tak, że mogłem podziwiać piękny kształt jej piersi osłoniętych jedynie trójkątami niebieskiego materiału.
– Miło jest spotkać rodaka – odparła – Ale wiesz co? Nie szukam towarzystwa, więc daruj sobie.
Nie poznała mnie. Musiała patrzeć pod słońce. Ucieszyłem się, że chciała mnie spławić. Przykucnąłem obok niej.
– Mówiłam ci, żebyś sobie darował. – Głos miała lodowaty.
– W kraju byłaś dużo milsza – mruknąłem blisko niej.
Przez chwilę żadnej reakcji. Po chwili usiadła i otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć. I milczała. Nie widziałem jej oczu przez okulary słoneczne i to mnie trochę dezorientowało. Czyżbym się wygłupił? Kurwa mać!
– To ty? – Ledwie dosłyszałem jej słowa.
– Myślałem, że się ucieszysz. – Nie takiej reakcji oczekiwałem!
– Co ty tutaj robisz? – Zadała pytanie trochę głośniej.
– Mam sobie iść? – spytałem już trochę wkurzony.
Na szczęście jej kolejna reakcja była tak żywiołowa, że nie miałem już wątpliwości czy dobrze zrobiłem przyjeżdżając za nią. Rzuciła się na mnie, zarzucając mi ręce na szyję i całowała chaotycznie. Okulary przeszkadzały, ale nie miałem wolnej ręki, by je jej zdjąć.
Kiedy wyładowała już swoją radość przy pomocy pocałunków, spytała:
– Przyjechałeś tu do mnie?
Jej twarz miała wyraz radosnego niedowierzania.
– A jak myślisz? – Nie odpowiedziałem wprost.
– Dziękuję. – Uśmiechnęła się. – Myślałam, że to będzie koszmar czekania na powrót do kraju… do ciebie, ale myliłam się.
Znowu mnie pocałowała, tym razem już bez okularów. Dotykałem skórę jej pleców i niżej. Była gorąca a usta miała słone od morskiej wody. Pewnie cała tak smakuje.
Przerwała na chwilę.
– Zadokowałeś się już gdzieś?
– Tak, niedaleko stąd – odparłem z ustami przy jej ustach.
– Pokarzesz mi? – śmiało patrzyła mi w oczy.
Wiedziałem o czym myśli. Też tylko o tym myślałem.
– Chodź.
Zebrała rzeczy i niedbale wcisnęła je do torby. Obwiązała się chustą i poszliśmy. Nie mówiliśmy nic. Szliśmy do pokoju, do łóżka. Obojgu nam się spieszyło.

***

Źle mi było z myślą, że przez dwa tygodnie nie zobaczę Radka. Dwa tygodnie! Koszmar.
A jak przez ten czas wydarzy się coś, kogoś sobie przygrucha? Z jego wyglądem to bardzo możliwe. I z jego uśmiechem.
Podróż w większości przespałam. Rodzice martwili się, że taka markotna jestem, może chora. Co im miałam powiedzieć? Przecież nie prawdę.
Czułam się rozwalona od środka. Jakby mi się flaki wywracały. Nie mogłam jeść. Myślałam tylko o nim.
Dotarliśmy na miejsce. Ten sam port co rok temu. Te same apartamenty. Tak samo będzie jak rok temu. Chociaż nie, gorzej. Po raz pierwszy czułam się tak bardzo samotna.
Rodzice prześcigali się w wymyślaniu atrakcji. Ani ja, ani brat Tomek, nie mieliśmy ochoty na oglądanie jezior, wodospadów czy zabytków. Chciałam być sama.
Rodzice wprowadzali w życie wycieczkę, a ja spakowałam ręcznik, książkę i skierowałam się na plażę. Rozłożyłam się na jej uboczu. Nie miałam ochoty wchodzić nawet w kontakt wzrokowy z ludźmi, nie mówiąc już o rozmowie. Próbowałam czytać, ale tępo patrzyłam w tekst, nic nie rozumiejąc. Mózg mi się zatkał. Poszłam popływać.
Trochę pomogło. Nie było tu niestety prysznica, więc nie mogłam spłukać z siebie morskiej soli. Cóż…
Znów próbowałam czytać. Nie! Jeśli cały czas ma tak być, to zacznę pić i spać, żeby przespać cały ten cholerny wakacyjny wyjazd!
– Cześć piękna. – Napatoczył się jakiś palant.
– Miło jest spotkać rodaka. – Starałam się być w miarę grzeczna. Przyszło mi to z trudem. – Ale wiesz co? Nie szukam towarzystwa, więc daruj sobie.
Oczywiście nie darował, a mi nie chciało się na niego nawet spojrzeć. Niech już sobie idzie.
– Mówiłam ci, żebyś sobie darował. – Może jednak odpuści.
– W kraju byłaś dużo milsza. – Ten głos, a właściwie mruknięcie! Albo mam omamy, albo przysnęłam. No chyba, że udar.
Mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Jak we śnie, chciałam się ruszyć i nie mogłam. W końcu, bardzo powoli udało mi się usiąść. Nie byłam jednak w stanie nic powiedzieć.
– To Ty? – W końcu wykrztusiłam dwa słowa.
– Myślałem, że się ucieszysz. – Zdaje się wkurzył.
Byłam w takim szoku, że nie umiałam nic mądrego powiedzieć.
– Co ty tutaj robisz?
– Mam sobie iść? – Teraz się na pewno wkurzył.
Na myśl o tym, że teraz wstanie i sobie pójdzie, że jeszcze chwilę temu miał być ponad tysiąc kilometrów stąd, a tymczasem jest obok, na wyciągnięcie ręki odrętwienie minęło i rzuciłam się na niego.
– Przyjechałeś tu do mnie? – Musiałam się upewnić.
– A jak myślisz? – Uśmiechnął się tak, że zrobiłam się miękka w stawach.
– Dziękuję. Myślałam, że to będzie koszmar czekania na powrót do kraju… do ciebie, ale myliłam się. – I znów go całowałam.
A on mnie dotykał. Każde dotknięte przez niego miejsce na mojej skórze paliło. Czułam głód, a mając go tak blisko…
– Zadokowałeś się już gdzieś? – Musiałam się z nim znaleźć z dala od ludzkich oczu.
– Tak, niedaleko stąd
– Pokarzesz mi? – Patrzyłam mu w oczy i widziałam, że wie, co mam na myśli.
– Chodź.
Znając ciąg dalszy tego, co się stanie, gdy zostaniemy sami, zaczęłam się denerwować. O nie, nie wahałam się! Nie wiedziałam tylko jak mu powiedzieć, że jeszcze nie uprawiałam seksu. Cóż, jeśli nie powiem, to i tak to stwierdzi w końcu. To może być nawet zabawne.
Szliśmy dosyć szybko. Nie jak turyści, spieszyło się nam.
Doszliśmy do białego domku, jakich wiele było w okolicy. Owionął mnie zapach nagrzanych słońcem cytryn. Radek wprowadził mnie po schodach i do pokoju. Chłód z klimatyzatora podniósł mi włoski na rękach. Stałam teraz na środku pokoju patrząc na wielkie łóżko.
– Napijesz się wina? – zaproponował.
– Tak poproszę. Pójdę zmyć z siebie sól. Mogę? – spytałam.
– Pewnie. – Patrzył na mnie tak intensywnie, że już czułam się, jakbym była naga.
W łazience weszłam pod prysznic i stałam w strumieniu wody. Myśli szalały i czułam, że drżę. Zakręciłam wodę, owinęłam się ręcznikiem i z ręką na klamce oddychałam głęboko, starając się uspokoić. Pomogło odrobinę.
W pokoju, Radek stał w tym samym miejscu, w którym był przed moim wyjściem. Czyżby też się denerwował?
Podeszłam do niego i położyłam mu dłonie na piersi. Czułam mocne bicie serca. Przyśpieszone.
Przyciągnął mnie do siebie i zachłannie pocałował. Całował świetnie. Oderwał się na moment i ściągnął przez głowę koszulkę. Mogłam teraz dotykać nagiej skóry. Gładkiej i gdzieniegdzie porośniętej włoskami.
Musiałam być jeszcze bliżej. Zrzuciłam z siebie ręcznik i przytuliłam się. Był podniecony. Kusiło mnie żeby włożyć mu rękę do spodenek.
– Chodź tutaj – wymruczał i pociągnął mnie na łóżko.

Ten post ma jeden komentarz

  1. Kasia

    Miło wrócić do tego tytułu 🙂 Rzuciła mi się w oczy literówka. Kiedy Ola proponuje, żeby pójść do pokoju Radka „PokaRZesz mi?” (dwa razy) 😉

Dodaj komentarz