Psychol cz. 12

Rozdział 12

Marta z dnia na dzień wpadała w coraz bardziej ponury nastrój. W niedzielę miała nadzieję, że może w poniedziałek Piotr będzie chciał się z nią spotkać. W poniedziałek podekscytowana szła do pracy i czuła, że Piotr jest gdzieś w pobliżu. Przez cały dzień podniecona spoglądała na wejście do butiku w nadziei, że zobaczy Piotra, a ten przyjdzie do niej i zaproponuje pomoc w zemście. Popołudniu z radosnego nastroju nie pozostał nawet cień. Była zła na siebie za nadzieję i głupią wiarę w to, że cokolwiek dla niego znaczy.

W głowie układała setki scenariuszy, w których Piotr przychodzi do niej do pracy, lub przed jej kamienicę. W końcu wiedział gdzie mieszka, więc nie stanowiło to dla niego problemu. W jej marzeniach wyznaje, że nie potrafi się uwolnić od myśli o Marcie i wraca, by ją zobaczyć, poznać bliżej. Oczami wyobraźni widziała jego zakłopotaną minę, zaciskające się w nerwach dłonie i drgającą linię szczęki. Długie palce przeczesujące pasma włosów, gdy te opadają mu w nieładzie na czoło i różowe wargi unoszące się w ostrożnym uśmiechu.

Przecież ja nie wiem, jak wygląda jego uśmiech! – pomyślała, przystając w pół kroku, w efekcie klientka wpadła na nią, na jej plecy.

– Przepraszam – bąknęła zakłopotana, gdy to nieoczekiwane przystanięcie spowodowało kolizję w alejce między regałem z pędzlami do makijażu, a stojakiem z paletami cieni do powiek.

W środę Kasia, kierowniczka zmiany nie wytrzymała i pociągnąwszy Martę do kącika kuchennego, zaglądając jej z niepokojem w oczy, zagadnęła:

– Co się z tobą dzieje? – Nie wyglądała na zezłoszczoną, co najwyżej zaniepokojoną. – Masz kłopoty? Jesteś taka roztargniona i nieobecna.

– Przepraszam, Kasiu. – Marta nie zaprzeczała, ale przecież nie mogła się podzielić tym, co działo się w jej głowie. – Wezmę się w garść. – Starała się brzmieć pewnie, ale ton jej głosu był bliski płaczliwego.

– Facet? – zapytała domyślnie, w efekcie czego Marta spąsowiała niczym piwonia. – Czyli facet – zaśmiała się domyślnie, ale nie drążyła więcej. – Idź na makijaż – wskazała stanowisko, na którym co rano miały sporo chętnych do fachowego makeupu.

Wiele spośród klientek tak właśnie uczyło się robić sobie makijaż, choć zdarzało się sporo kobiet, które w ten sposób oszczędzało na zakupie kosmetyków, wykorzystując darmowe możliwości promocyjne sklepu.

Marta westchnęła, postanawiając wziąć się w garść. Nie podobała się sobie taka.

– Klin klinem – warknęła do siebie, wyjmując z kieszeni telefon i nerwowymi pacnięciami napisała wiadomość tekstową do Tadka.

W piątek idziemy na łowy! Musimy upolować jakiegoś frajera!

Po wysłaniu wiadomości momentalnie poczuła się lepiej.

Koniec durnej nadziei! Wracam na dawne tory! – warczała do siebie w myślach. – A co do Maksa i zemsty na nim, to coś wymyślę. Może jeszcze nie teraz, ale nie porzucę planu! Nie ma mowy!

Podbudowawszy się mentalnie, z uniesioną dumnie brodą wróciła do zajęć. Czuła, że to nie będzie łatwe. Wiedziała, że nie zapomni o doznanej z rąk Piotra krzywdzie. Była ofiarą, ale była też zbyt twarda, by pozwolić sobie na załamanie i rozpamiętywanie utraty kawałka błony dziewiczej. Czegoś, czego i tak nie widać i poza nią i tym, który jej to odebrał, nikt nie widział różnicy. Zemsta była jej celem od lat. Podjęła próbę znalezienia poplecznika w jej dokonaniu, ale nie udało się. Trudno. Jutro też jest dzień.

***

– Rozumiem, że chcesz sobie odbić brak zysków sprzed tygodnia? – W czwartkowy poranek Tadek jak zwykle siedział przy śniadaniu, choć najchętniej poszedłby już spać. Bez jedzenia, mycia się, tak był zmęczony po pracy.

– Dokładnie tak – przytaknęła, starając się odegnać wspomnienie zielonych oczu Piotra. – I tym razem wybierzemy kogoś starszego.

– A może złościsz się, że nie okradłaś tamtego gościa? – Tadek nie umiał powstrzymać złośliwości.

– To też – przyznała, nie wnikając w szczegóły i nie prowokując dalszych pytań.

– Marta, jak długo chcesz to jeszcze robić?

Tadeusz cyklicznie wracał do niej z umoralniającą gadką. Wkurzało ją to, ale między innymi dlatego nigdy nie poprosiła go o pomoc w zrobieniu krzywdy Maksowi. Wiedziała, że Tadeusz się na to nie zgodzi. Nie umiał zadać cierpienia, a tylko to mogło jej przynieść ulgę. Sprawienie bólu człowiekowi, który był zły do szpiku kości.

– Jeszcze trochę – kłamała, unikając patrzenia mu w oczy.

– To ci jej nie zwróci. – Wstał, włożył naczynia do zmywarki. – I wiem, że o tym wiesz. Czujesz coś w ogóle, podczas obrabiania tych frajerów?

– Ulgę. – Patrzyła mu twardo w oczy. – I przyjemność, bo ktoś jest na tyle głupi, żeby dać się uwieść. Nie ktoś, raczej mężczyzna.

– Przecież ci goście nie muszą być wcale tacy, jak ci, co…

I tu urwał, nie wiedząc jak opisać to, co spotkało Sarę.

– Czuję ulgę i to mi wystarczy. – Starała się mówić ze spokojem, ale wewnątrz znów wróciło znane uczucie złości i obrzydzenia. – Jeśli nie chcesz ze mną jechać, to zrobię to sama.

Wiedziała, ze zachowuje się nie fair w stosunku do Tadka, ale nie potrafiła się powstrzymać.

– Jutro po dziewiętnastej – rzucił w drzwiach kuchni, ciężko powłócząc nogami. – Tylko nie wysiadaj z gościem, jeśli znowu ci się spodoba. Tym bardziej, że nie chcesz mieć przy sobie telefonu.

– Dobrze wiesz, dlaczego nie chcę – westchnęła, podpierając się pod boki. – W niczym mi nie pomoże to, że będę go miała przy sobie, a może tylko zaszkodzić, gdyby wpadł w ręce któregoś z tych facetów.

– Idę spać. – Tadeusz wiedział, że nie wygra potyczki słownej z Martą. – Udanego dnia.

***

Nakładając czerwień szminki na usta czuła, jakby zakładała zbroję. Dłoń w kieszeni, a w niej strzykawka z usypiaczem. Palce drugiej zaciśnięte na pomadce, która była jej talizmanem.

Wsiadła do pociągu, tym razem do wagonu z przedziałami. Tadek utrzymywał większy dystans, więc wszedł drzwiami na jego drugim końcu. Poczeka, by Marta zajęła miejsce w przedziale z którymś z facetów. Zawsze dobierała ich według swojego tajemnego klucza i musiał przyznać, że robiła to bezbłędnie. Wpatrzeni w nią, niczym w obrazek. Podnieceni wizją przygodnego seksu na tyle, by nie brać pod uwagę czyhających na nich zagrożeń. Najlepsze w tym wszystkim było to, że prawdopodobnie żaden z nich nie zgłosił kradzieży, czy raczej przestępstwa. Nie dziwił się im, bo w końcu jaki facet chciałby się przyznać, do bycia ograbionym i unieszkodliwionym przez śliczną dziewczynę? Pewnie przełykali łzy zranionej dumy i leczyli obolałe ego. Pewnie i on by tak zrobił na ich miejscu. Nie raz zastanawiał się, jakby to było znaleźć się na miejscu jednego z nich. Siedzieć na wprost Marty i być przez nią uwodzonym. Chciał poczuć się tak, jak oni. Przez tę chwilę, gdy byli pewni, że będą ją mieli. Zdobędą, wypieprzą, posmakują jej piękna.

Musiał się przed sobą przyznać do oszustwa. Kłamał, mówiąc Marcie, że ma dosyć tych akcji. Tak naprawdę czuł satysfakcję, robiąc coś złego. Nie strasznego, bo nie zadawał fizycznej krzywdy, ale bez wątpienia łamał prawo. Jednak to było przyjemne, to uczucie władzy, ryzyka i uniknięcie kary.

Teraz znów zawiązał mu się w żołądku węzełek podniecenia. Patrzył, jak Marta idzie powoli wąskim korytarzem wzdłuż przedziałów i zagląda do każdego z nich. W końcu zatrzymała się przed jednym i weszła do środka. Tadeusz przeszedł obok i zajrzał, by zarejestrować, ze poza nią i jednym mężczyzną nie ma w przedziale nikogo. Uspokoił się odrobinę. Jeśli się pospieszy, to wystarczą jej dwie, maksymalni trzy stacje.

Jak zwykle na początku akcji przycisnęło go i poczuł, że musi skorzystać z ubikacji.

– Cholera – zaklął pod nosem, łapiąc się za brzuch. – Nie wytrzymam do końca.

Szybkim krokiem przeszedł na początek wagonu, gdzie przebierał nerwowo nogami, czekając, by zwolniła się toaleta. W końcu wysoki, szczupły mężczyzna opuścił niewielkie pomieszczenie, więc czym prędzej wcisnął się do środka i spiesznie zamknął za sobą drzwi.

***

Marta siedziała naprzeciw samotnego mężczyzny. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, taksując przy okazji wzrokiem. Gustowna marynarka i elegancka koszula pod spodem. Nie miał co prawda krawata, ale i tak wyglądał szykownie.

– Pani podróżuje sama? – zagadnął, zdejmując tym samym ciężar rozpoczęcia rozmowy z Marty.

– Tak – przytaknęła z uśmiechem. – A pan?

Znała odpowiedź, ale nie o rozmowę tu chodziło, lecz zaliczenie wstępu, po którym przejdzie do uwodzenia go. W sumie to mogłaby go uśpić już teraz zaraz. Nie o to jednak chodziło, bo wtedy byłoby to zwyczajną napaścią z rabunkiem. Wiedziała, że gdy zwabi go do toalety, a tam unieszkodliwi, to będzie tym faktem zbytnio zawstydzony, by zgłosić jej występek i przyznać się do popełnienia takiej głupoty.

– Pyta pani czy podróżuję sam? – Wyłączył telefon, schował go do wewnętrznej kieszeni marynarki. – Czy o to, czy brakuje mi towarzystwa?

W tym momencie drzwi przedziału otworzyły się, Marta zdusiła uczucie irytacji. Wiedziała, że konduktor musi przyjść i sprawdzić bilet. Na wszelki wypadek kupili bilety oboje z Tadeuszem. Jak zwykle. Dzisiaj na trasę z Katowic do Gliwic, bo tych dwadzieścia minut musiało im wystarczyć na działanie. Gdyby tak się nie stało, to dla własnego bezpieczeństwa mieli opuścić pociąg i przesiąść się na inną linię.

– Pani ma głęboko w dupie fakt, czy brakuje ci towarzystwa, czy nie.

Marta aż się zapowietrzyła, rozpoznając głos osoby, która weszła do przedziału i zamknęła za sobą drzwi. Piotr z uśmiechem opadł na siedzenie obok zaskoczonego mężczyzny i spojrzał wprost w bursztynowe oczy, za którymi tęsknił od prawie tygodnia.

Dodaj komentarz