Psychol cz. 5

Słuchajżesz! Weźżesz coś napisz w komentarzu. Podoba CI się, nie podoba, nie wiesz co napisać, czy… no nie wiem 🙂 Napisz pls

Rozdział 5

Siedział przez dłuższą chwilę w bezruchu, ledwie oddychając. Docierała do niego powaga sytuacji i to, co przed chwilą uczynił. Nie chciał, nie planował tego, miało być przecież zupełnie inaczej. Ta dziewczyna powinna być zepsuta, rozpustna, wyuzdana. Co tymczasem?
Pozwolił się omamić jej wyjątkowej urodzie, którą oprawiła seksownym image. Dlaczego to zrobiła i po co? W jakim celu chciała go uwieść? Bo przecież to chciała zrobić, wywabiając go z przedziału w pociągu, prowadząc do ubikacji.

Uświadamiał sobie właśnie, że dał się zwieść pozorom, zastosował tradycyjne dla siebie podejście i popełnił jeden z największych błędów w życiu.
Patrzył teraz na jej bezwładne, bezbronne ciało zastanawiając się, co dalej począć.

Zmusił się by wstać, podejść bliżej.
Drżał na całym ciele, objął się ramionami, by pokonać to uczucie. Zacisnął wargi i pochylony do przodu, jakby coś strasznie ciążyło mu w trzewiach, posuwał się krok po kroku w kierunku posłania.
Teraz, gdy szał pożądania, który go zaślepił opadł, dostrzegł, jak bardzo dziewczęco wygląda jego ofiara. Delikatna i słodka, jakby dopiero rozkwitała. Drobne piersi, szczupłe biodra, niewielkie stopy i dłonie.
A jeśli jest nieletnia? Wtedy poza byciem gwałcicielem, stanie się również pedofilem!
Nie, to niemożliwe! – Odegnał upiorną myśl, niczym natrętną muchę. – Co w takim razie robiłaby w pociągu sama, ubrana w tak wyuzdany sposób?

Zapragnął zmyć jej makijaż, by przekonać się czy i buzię ma tak młodziutką. Wtedy wzrok przykuło ramię. Wygięte pod nienaturalnym kątem, opuchnięte w miejscu stawu barkowego.

Medycyna fascynowała go na równi z informatyką. Obsługa komputera i tego, co mógł czynić za jego pomocą intrygowała analogią do tego, co znając ludzkie ciało, można z nim robić, nie krzywdząc fizycznie.
Dziś skrzywdził i nie umiał sobie tego jeszcze ułożyć w głowie. Odstąpił od planu i kodeksu, który zakazywał mu porywania kogoś, kogo życia nie sprawdził. Zawsze wiedział z kim ma do czynienia, za jakie grzechy wymierza karę. Nie w tym przypadku.

Znieruchomiał, patrząc na nią i zastanawiając się, co dalej począć. Gołym okiem widział, że ma wybity bark. Należało go nastawić i wiedział że nie powinien tego robić sam. Logika nakazywała zawiezienie jej do szpitala, na pogotowie. Tam udzielono by jej fachowej pomocy.
Tylko jak miał wyjaśnić to, że przywozi nieprzytomną nieznajomą? Przecież nie podrzuci jej i ucieknie. Był bezwzględny wobec kobiet, ale tych wyselekcjonowanych, należących do pokroju jego matki.

Nie powinienem był się urodzić – myślał, przyglądając się spokojnej twarzy dziewczyny. – Dla jej dobra.

Musiał udzielić jej pomocy, nastawić ramię. W przeciwnym razie ból, który ta będzie czuła po przebudzeniu, będzie nie do zniesienia.
Nie wiedział co zrobi, gdy dziewczyna odzyska przytomność. Nie myślał teraz o tym. Jedyną myślą było to, że musi usunąć uraz. Nad resztą zastanowi się później.

Pomysł błysnął nagłą myślą.
Nie zważając na brak ubrania popędził na górę i wyciągał kolejno szuflady komody. Zaklął, gdy zawył alarm, przez co omal nie wyskoczył ze skóry. Wstukał kod, raz tylko myląc przyciski. Wrócił do przetrząsania komody. To, czego tak gorączkowo szukał, znalazł w skrzyni wersalki. Pasy, do mocowania bagażu. Mocne, grube, z automatycznymi klamrami. Zbiegł na dół, podjechał wąską leżanką do łóżka, włożył dłonie pod ciało dziewczyny. Uniósł ją ostrożnie, jakby była porcelanową lalką i tak właśnie ją fizycznie odbierał. Krucha, drobna, lekka. Ułożył ją na skórzanym materacu i zaczął owijać pasami. Zablokował kółka leżanki.
Musiał naciągnąć ramię tak, by kość ramienna wskoczyła do torebki stawowej. Piotr wiedział, że najpierw powinno mieć miejsce prześwietlenie, ale nie mógł ryzykować. Dziewczyna też nie była tutaj bez winy. Prowokowała go, miała w tym jakiś cel. Dał się zwieść pozorom, bo ona tak się zachowywała celowo.
Nie chciał o tym myśleć. Musiał nastawić jej bark, podać leki przeciwbólowe, a gdy się ocknie i będzie w stanie rozmawiać, spróbuje coś wyjaśnić.

Złapał nadgarstek, przedramię oparł na biodrze i przywołując całą zdobytą wiedzę, starał się naprawić wyrządzoną przez siebie szkodę. Balansował ciałem, próbując wczuć się ciało kobiety.
Po raz pierwszy inaczej, niż dotąd. Nie był lekarzem, ale o ciele wiedział więcej, niż niejeden student medycyny na piątym roku. W większości była to teoria, którą zdobył przy okazji poszukiwań sposobów na karanie kobiet, dobieranie im odpowiednich narkotyków. Musiał poznać wiedzę medyczną na tyle, by przy okazji wypełniania zlecenia, nie zabić żony zleceniodawcy. Teraz dziękował sobie za pęd poznawczy i wieczny głód informacji i nauki.
Lawirował biodrem, palcami starając się „odbierać, widzieć” staw. Zdał się na intuicję i gdy wyczuł zmniejszenie oporu, ułożył ramię dziewczyny wzdłuż ciała. Owiązał kończynę bandażem, usztywniając je temblakiem. Na początek wystarczy.

Poczuł, że nie chce być goły. Nie wtedy, gdy ona się ocknie. Naciągnął spodnie, nie zawracając sobie głowy bielizną. Narzucił koszulę i pobiegł do łazienki na piętrze. Pięć minut później wrócił z miską wypełnioną ciepłą wodą. W wiaderku przyniósł kosmetyki, ręczniki i grzebień.
Odpiął pasy, schował je do szafki w rogu pomieszczenia. Powypinał kamery ze statywów. Nie chciał, by ich mechaniczne oczy patrzyły na dziewczynę.
Jak miała na imię?
Wzrok padł na płaszcz. Czemu nie przetrząsnął jej chociaż kieszeni? Zawsze dokładnie sprawdzał kobiety, a o tej nie spróbował dowiedzieć się niczego. Dlaczego aż tak zaślepiło go nagłe pragnienie?

Piotr nie mógł wiedzieć, że padł ofiarą celnego strzału Amora. Nie mógł tego wiedzieć, bo nie znał uczucia miłości. Gdyby mu ono usiadło nawet na twarzy i swoim słodkim dupskiem przesłoniło świat pomyślałby, że to chwilowe zaćmienie słońca. Nie można bowiem wytłumaczyć komuś, kto od zawsze nie widzi, czym się od siebie różnią kolory. Jeśli udałaby się ta sztuka, to i tak łatwiej, niż objaśnienie Piotrowi miłości.
Sięgnął po długi płaszcz, zajrzał do wewnętrznej kieszeni na piersi. Nie znalazł tam nic, poza szminką. Obracał ją przez chwilę w palcach, wyobrażając sobie, jak dziewczyna maluje czerwienią wargi. Otrząsnął się z tej wizji, wrzucił szminkę z powrotem. Wsadził dłoń do zewnętrznej kieszeni, palce natrafiły na podłużny kształt. Wiedział co to jest, nim wyciągnął strzykawkę i uniósł ją do twarzy.

– To ja miałem być ofiarą? – Odrzucił płaszcz na podłogę, pochylił się nad dziewczyną. – Po co? Kim jesteś? Czego ode mnie chciałaś?

Pytania zawisły w ciszy pomieszczenia. Miał przed sobą zagadkę, która intrygowała go coraz bardziej.

Musiał umyć dziewczynę. Chciał tego. Pragnął takiego banału?

Namaczał bawełnianą ściereczkę i zmywał z niej pot i woń przerażenia. Zatrzymał się na podbrzuszu, dłonie zadrżały, gdy miał zetrzeć krew.
Była piękna i pierwszy raz zdarzyło mu się w ten sposób pomyśleć o kobiecie. Delikatna i nietknięta. Taka inna od nich wszystkich.
Nie obcował dotąd z nikim jej pokroju. Unikał tych „czystych”, miał misję, nie chciał się wiązać, przeżywać uczuć. Bał się, że przyjdzie mu się wtedy zmierzyć z dzieciństwem, a przecież nie chciał tego. Nie był gotowy na spojrzenie demonom w oczy, nie potrzebował wyciszenia. Wolał osobistą krucjatę, to na niej oparł sens własnej egzystencji.
Przemył łono, wacikami wytarł wargi sromowe, następnie wtarł krem kojący ze środkiem przeciwbólowym. Zastygł ze wzrokiem wbitym we własne dłonie. Nie ubrał rękawiczek lateksowych! Zapomniał o tym! Zaskoczony stwierdził, że nie czuje obrzydzenia, dotykając ciała tej kobiety. Przecież dotychczas nawet makijaż im robił, ozuty w lateksowe ochraniacze dłoni. Teraz dotykał tak intymnego miejsca i nie odrzuciło go to? Mało z tego, dziwny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa i umiejscowił się w brzuchu, długimi mackami sięgając w górę, przyklejając się do płata czołowego mózgu. Tak to odebrał, jakby ktoś równocześnie rozjaśnił światło w pomieszczeniu, wyostrzył kolory i wzmocnił zapachy.

Nie walczył z potrzebą powąchania dziewczyny. Pochylił głowę, zaciągnął się aromatem skóry. Był delikatny, ledwie wyczuwalny, ale pasował do niej. Równie czysty, nieprzesiąknięty chemią, kosmetykami, po prostu jasny.

Zezłościł go element ubioru, który tak bardzo nie pasował do jej fizyczności. Włożył palce za koronkę pończoch, pociągnął w dół i zdjął jej z nóg czarny połyskliwy nylon. Najpierw jedną, po niej drugą, obie odrzucił na podłogę jak najdalej od siebie. Wylądowały w rogu pomieszczenia zbite w smętną kupkę, zwijając się i wślizgując pod niewielki, metalowy pomocnik na kółkach.

Po raz kolejny uderzyła go świadomość popełnionego przestępstwa.
Ubierze ją, poda lek przeciwbólowy, poczeka aż się ocknie i spróbuje się wytłumaczyć. Jeszcze tylko zetrze kosmetyki z twarzy i rozczesze jej włosy.

Zaczął właśnie od włosów. Rozsupłane od szarpania się kołtuny czesał i układał poszczególne pasma na jasnych ramionach. Kolejno, powoli, z namaszczeniem, ostrożnie. Nie chciał już jej zadawać bólu nawet, gdy była nieprzytomna.
Wilgotnymi wacikami ścierał kosmetyki z twarzy. Z zaskoczeniem zauważył piegi. Po co je zakrywała? Przecież są piękne!

– Piękne? – Zamarł z wacikiem nad policzkiem, krzywiąc się na to określenie. – No piękne.

Zaskoczył sam siebie tą myślą. Tak właśnie widział jej piegi. Były pięknymi plamkami pigmentu na jasnej skórze twarzy.
Przyspieszył ruchy, chcąc jak najszybciej
obejrzeć jej prawdziwe oblicze. Jakby był odkrywcą i miał przed sobą sekret do ujawnienia. Nie mógł przecież wiedzieć, że chemia w mózgu zmieniała właśnie postrzeganie przez niego świata. Oczy widziały inaczej niż dotąd, a i kolejne zmysły przesterowały się i ustawiały, odrzucając wyuczone reakcje. Piotr nie wiedział, że coś się z nim dzieje, nie podejrzewał nawet.

Zmywał podkład zastanawiając się, jaki kolor oczu ma dziewczyna. Nie pamiętał, choć patrzył w nie.

I wtedy powoli uniosła powieki i spojrzała Piotrowi wprost w oczy.
Tę chwilę zapamiętał, jako wstrzymanie kuli ziemskiej, może nawet wszechświata.
Przestał myśleć, a jedynie zapatrzył się w b
ursztynowe tęczówki. Źrenice były ledwie widoczne, maleńkie, jak szpileczki. Patrzył z rozdziawionymi ustami, przestał oddychać, serce zamarło mu w piersi.
Siedział pochylony ku niej, z wacikiem w dłoni i niemym zachwytem w oczach.
Myśli zniknęły, zostało wyłącznie uczucie, a to rozrywało serce, skręcało żołądek, mroziło skórę. Cała masa niedorzecznych doznań zalała umysł i ciało Piotra.

Ten post ma 7 komentarzy

  1. Joanna

    Spokojnie ja jestem i czytam.
    Pisz dalej jestem ciekawa końca owej historii.

  2. Ania Ziel-Pi

    Ciekawość i napięcie sytuacji wstrzymują oddech i nawet człowiek nie pomyśli o komentarzu. Rany!!!! Tego jeszcze nie było!!!!! Pisz dalej, nie przestawaj!!! Będę czytać i pamiętać o oddychaniu😊

  3. Anonim

    To jest super ❤️😍😍

  4. MartTH

    Tytuł ‘Psychol’ nabiera sensu 🙂 jestem ciekawa jej reakcji, ale jeśli wybaczy mu porwanie i gwałt to będzie dopiero zwrot akcji.

  5. Anna

    Podoba sie bardziej i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały ❤️

    1. Anna

      bardzo miało być, ale słownik wie lepiej 😘

  6. Magda

    Tak się podoba, że już drugi raz czytam 😀

Dodaj komentarz