Psychol cz. 6

Dziękuję za komentarze, bo to dla mnie bezcenne i muzyka dla pisarskiej duszy :-* Dziękuję 🙂

Rozdział 6

Otworzyła oczy, spojrzała wprost we wpatrzone nią zielone, skupione na niej, okolone długimi rzęsami, piękne.
I wtedy napłynęły wspomnienia. Ostatnie, jakie zarejestrował mózg tuż przed tym, jak zemdlała. Zauważył to od razu, położył dłoń na policzku Marty.

– Spokojnie, już nic ci nie zrobię – szepnął. Ból przepełniał zielone spojrzenie. – Przepraszam. Nie wiedziałem. Myślałem, że jesteś taka, jak wszystkie.

Zamierzała się szarpnąć, szukać drogi ucieczki, walczyć. Panika wystrzeliła już nawet fajerwerkiem w mózgu, wyrzut adrenaliny spiął mięśnie, przygotował je do walki. Ostatnie zdanie wyłączyło jednak wszystko, niczym czarodziejski guzik.

Taka, jak wszystkie”? Przecież to było jej motto! Jej neutralizator wyrzutów sumienia tuż przed tym, gdy miała ogłuszyć frajera, by go później okraść.
Jego też chciała tak potraktować. Był celem, choć pamiętała, że obudził coś jeszcze w jej sercu. Może nie w sercu, ale niżej w brzuchu. Nie wiedziała, bo po raz pierwszy coś takiego poczuła.

– Masz obolałe ramię, więc nie ruszaj się gwałtownie. – Mówił do Marty, ta skupiła spojrzenie na wykroju ust mężczyzny. – Umyłem cię. Przepraszam. Nie wiedziałem. Nie chciałem…

Urwał, zamilkł, odsunął się, straciła go z pola widzenia.

Chciała usiąść, podciągnąć się na ramionach. Jęknęła, czując przeszywający ramię ból. Piotr podskoczył, by jej pomóc. Zawahał się przed dotknięciem dziewczyny, bojąc się, że znów ją przestraszy.

– Podnieś mnie. Chcę usiąść. – Brzmiała twardo, nie słyszał w jej głosie strachu.

Ucieszył się, że nie wpadła w panikę. Przylgnął do niej, obejmując ramieniem i w ten sposób zmusił jej ciało do siadu. Skrzywiła się lekko, bo ból nie był tak dojmujący jak zawsze, gdy wybiła sobie ramię. Uraz z dzieciństwa skutkował tym, że cyklicznie wyskakiwała jej kość ramienna ze stawu. Wszystko przez bójkę, w jaką wdała się w dzieciństwie z koleżanką, gdy ta obrażała jej rodzinę, siostrę nazwała kurwą. Marta uwielbiała Sarę i nie pozwoliłaby powiedzieć o niej złego słowa. Biła koleżankę, więc ją od niej odciągnięto. Użyto za dużo siły i to wtedy dała o sobie znać wrodzona wada barku.
Od tej pory zdarzyło się to Marcie jeszcze kilka razy. Śmiała się, że jest jak główny bohater „Nagiej broni”. Umiała je sobie sama nastawić. Nauczyła się uważać, nie nadwyrężać ramienia. Tym razem zapomniała o tym, ale to przez tego mężczyznę i to, co zrobił z jej ciałem.
Zgwałcił ją!

Gdy zbliżył się do niej, by pomóc jej usiąść, drgnęła przerażona i Piotr to wyczuł.

– Pomogę ci tylko usiąść – usprawiedliwił się. – Podniosę oparcie.

O dziwo uwierzyła mu, zaskakując tym siebie. Nie wiedziała dlaczego.
Złożyło się na to kilka elementów. Zapach, który wypełnił jej nozdrza, gdy twarz znalazła się przy zagięciu szyi mężczyzny, a kilka przydługich pasm włosów wymknęło się zza ucha i ciepło ciała, które nie było przecież niczym niezwykłym.

Poruszał się powoli, ostrożnie wykonując ruchy. Jakby była szklana figurką, którą skrzywdził, a teraz chciał odkupić winy.

– Dlaczego to zrobiłeś? – Nie bawiła się w zbędne pytania. – Dlaczego mnie zgwałciłeś?

Słysząc ostatnie zdanie Piotr skulił się, cofając do tyłu, siadając na fotelu, jakby tymi słowy otrzymał uderzenie w splot słoneczny.

– Bo myślałem, że…
– Że jestem taka, jak wszystkie – przerwała mu. – Jakie wszystkie? Gwałcisz kobiety? Dlaczego?

Wstał, nie potrafił usiedzieć w miejscu. Zmierzwił włosy, potarł twarz, w końcu wbił dłonie w kieszenie. Unikał patrzenia na dziewczynę, choć kusiło go to, a jej postać przyciągała wzrok, niczym magnes opiłki żelaza.

– Działam na zlecenie ich mężów. – Nie rozumiał, czemu odpowiada tak szczerze. On, zawsze tajemniczy z obsesją na punkcie ukrywania wszystkiego przed światem, gubienia możliwych tropów. – Zbierałem dowody ich zdrady i dostarczałem kolejnych. Tak zarabiam na życie.
– Skąd w tym ja? – Drążyła, nie poprzestając na tym jednym pytaniu. – Nie mam męża, mężczyzny, nie uprawiałam nawet…
– Wiem – przerwał jej gwałtownie. – To się stało przez przypadek, nagły impuls. Usiadłaś naprzeciw mnie i poczułem coś dziwnego. Nie potrafiłem tego powstrzymać, musiałem… – urwał, zaciskając usta, nie mając odwagi spojrzeć na dziewczynę.

Marta uśmiechnęła się pod nosem. Patrzyła na silnego faceta, który najwyraźniej był bezwzględnym przestępcą. Tak go powinna postrzegać, bo już kilka zebranych przez nią danych na to właśnie wskazywało. Ona tymczasem wyraźnie widziała pokaleczonego wewnętrznie człowieka, któremu swoim pojawieniem się rozbiła poukładany świat. Siedział przed nią wrażliwy facet. Poły niezapiętej koszuli ukazywały gładką, wyrzeźbioną klatkę piersiową i twardy brzuch. Bez zbędnych włosków, grama nadmiaru tłuszczu. Była przy nim, jak dziecko przy silnym dorosłym. Delikatna i krucha, a mimo to czuła się silniejsza, niż kiedykolwiek przy kimkolwiek. Przynajmniej od czasu śmierci siostry.

– Mam na imię Marta. – Wyprostowała się, odchylając głowę maksymalnie w lewo, naciągając mięśnie szyi. – Zdejmij mi to cholerstwo z ramienia. – Wzrokiem wskazała na obandażowane ramię. – To nie będzie potrzebne.
– Masz wybite ramię. – Podniósł na nią zaskoczone spojrzenie. – Usztywnienie będzie potrzebne, inaczej wróci ból.
– Nie będzie potrzebne. – Nie zamierzała wtajemniczać go w przeżycia z dzieciństwa. – Zrób to. Teraz!

Pierwszy raz ktoś wydał mu tak stanowczo polecenie. Niczym marionetka podniósł się z krzesła i jak zaczarowany podszedł do leżanki, na której w półsiadzie leżała Marta.

– Mam na imię Piotr.
– Nie pytałam cię o imię. – Znów ostro wypowiedziane słowa. – Zdejmij mi to. Nie chcę czuć tego zapachu.

Dłonie zaczęły mu drżeć, gdy sięgnął do jej pachy, odpiął jeden z haczyków, utrzymujących na miejscu brzeg bandaża. Ręcznik, którego koniec wcisnął pod plecy Marty, wysunął się spod nich, obnażając niewielką pierś. Nie sięgnęła, by poprawić materiał. Zamarł, obserwując drobny sutek, który na jego oczach sztywniał, zmieniając się z niewielkiej wysepki, w stromy pagórek. Był świadom tego, że dziewczyna przygląda mu się i nie reaguje wstydem. Czuł, że to go podnieca i ma ogromną ochotę dotknąć nagiej skóry, sprawdzić jaki w dotyku jest teraz sutek. Zacisnął dłonie w pięści, wcisnął je w kieszenie i zaprzeczając ruchami głowy temu, co dzieje się z jego ciałem i umysłem, cofał się ku schodom prowadzącym na górę. Odwrócił się, wbiegł po nich, biorąc je po dwa na raz.

Marta siedziała w bezruchu, równie zaskoczona przebiegiem tego, co miało przed chwilą miejsce.
Kazała mu zdjąć sobie opatrunek mimo, że mogła to zrobić sama. Chciała jednak, by zrobił to on. Pragnęła wydać mu polecenie. Czerpała dziwny rodzaj siły i spokoju z tego, że posłuchał j
ej, ale jeszcze większy z faktu, jak zareagował na jej nagość.
Przecież już ją widział, bo była naga. Rozebrał ją, wziął siłą, więc takie zachowanie było zaskakujące. Czy to dla tego, że mu nakazała, że nie robił tego z własnej woli?

Widziała, że targały nim emocje, że nie pojmował tego. Nie chciał ich pojąć, dopuścić do umysłu, bo uciekł, zaprzeczając gwałtownie ruchami głowy.
Marta nie umiała nazwać stanu, który zawładnął nią w tej sekundzie. W brzuchu zacisnął się węzełek, jeszcze niżej pulsował gorąc tak intensywny, że odruchowo zacisnęła uda.
Dziwne, a zarazem obezwładniające uczucie przymknęło jej oczy, zacisnęło usta. Zsunęła stopy z materaca, opuściła je w dół. Kilkanaście centymetrów dzieliło je od posadzki. Stanęła na podłodze, ręcznik opadł obok. Nie schyliła się poń.





Chciała sprawdzić prawdziwość uczucia. Czegoś, co poczuła pierwszy raz w życiu. Nie próbowała tego w żaden sposób nazywać. Nie widziała takiej potrzeby.
Skierowała się ku schodom, powoli weszła po nich na górę. Każdy kolejny stopień zbliżał ją do człowieka – zagadki. Kogoś, przez kogo omal nie umarła ze strachu. Kogoś, kto zaintrygował ją na tyle, by podjęła rzucone sobie wyzwanie i zrobiła coś wbrew sobie, wyszła ze strefy komfortu.

Piotr siedział na kanapie w niewielkim pokoju. Głowę wsparł na dłoniach, schował w nich twarz. Przydługie włosy miał w nieładzie i był tak bardzo inny od człowieka, którego spotkała w pociągu.
Podeszła do niego bezszelestnie, nagie stopy stąpały cicho. Piotr drgnął zaskoczony, czując dotyk we włosach. Uniósł głowę, w kadrze oczu miał brzuch dziewczyny i spływające z ramion włosy. Zakrywały piersi i sutek, którego głód dotyku tak nim wstrząsnął.

– Prosiłam cię o coś. – Ledwie dosłyszał jej szept. – Zrób to, proszę.

Znów drżały mu dłonie i ponownie zezłościł się na siebie. Zacisnął szczęki, wstał i odsunął długie włosy na plecy dziewczyny, by mieć dostęp do opatrunku. Odpiął metalowy haczyk przytrzymujący elastyczny bandaż, zaczął odwijać białą tkaninę, skupiając się na tej jednej czynności w stu procentach. Nieoczekiwana słabość minęła. Uczucie ulgi zalało go, spokój zajmował miejsce wewnętrznego rozedrgania. Panował nad sobą, znów był pewnym siebie Piotrem. Zdjął bandaż, rzucił na podłogę i twardo spojrzał w miodowe oczy. Patrzył na nią z góry, ale nagle perspektywy odwróciły się o sto osiemdziesiąt stopni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czytała w nim, jak otwartej księdze. Nie zdołał od niej uciec, schować się w szklanej twierdzy w głowie. Przyglądała się odbywającej się w nim walce, z uśmiechem błąkającym się po pełnych ustach. Chochlik rozbawienia czaił w przymrużonych oczach Marty.

Przyglądała mu się zastanawiając, dlaczego Piotr tak bardzo broni się przed jakąkolwiek emocją. Widziała jego nieudaną walkę z sobą i ponowne jej przegranie w momencie, gdy spojrzał jej z góry w oczy, po chwili na usta. Zachwyciło ją to, bo nigdy nie zetknęła się z kimś tak intensywnie reagującym. Gdyby spojrzeć na sytuację z boku, to powinna być przerażona i w panice szukać wyjścia z domu. Nie miała na to ochoty, bo zbytnio zainteresował ją Piotr i władza, jaką czuła, że ma nad nim. Nigdy nawet nie pomyślała o czymś podobnym. Dziś zapragnęła spróbować, bo podświadomość szeptała jej, że tak powinna.
Uniosła dłoń, obrysowała pępek Piotra palcem wskazującym. Chciał się cofnąć, ale stał zbyt blisko kanapy. Wsunęła palec w zagłębienie po pępowinie, uniosła twarz, spojrzała w zielone oczy,
po czym powiedziała coś, co abstrakcyjnością zszokowało ją samą.

– To teraz pozwalam ci mnie pocałować.

Ten post ma 9 komentarzy

    1. Anna

      Zgadzam się, więcej!

  1. MariTH

    Coo tutaj się wyprawia 🤭 Marta jest silniejsza niżby mogłoby się wydawać

    1. Monika Liga

      Jeszcze wiele przed nią

  2. Ania Ziel-Pi

    Ale odważna!!!! Wbrew logice. Czekam na rozwój sytuacji… Mmmmmmmm będzie pewnie pysznie……

    1. Monika Liga

      Na szczęście dla niej, bo przed nią baaaardzo wiele

  3. Anonim

    No ciekawie się zapowiada i jedna i druga strona mają w sobie coś co ich intryguje, przyciąga ale są też tajemnice.Znajac Ciebie Monika to wymyśliłaś już coś żeby nie było kolorowo😉

  4. No name

    Kiedy kolejna część? 😀 suuuper

Dodaj komentarz