Psychol cz. 9

Rozdział 9

Piotr wziął wdech i również zastygł. Nie potrafił sobie wyobrazić uczuć Marty w tamtej chwili i tego, jak potwornie musiała się czuć. Zszokowało go podobieństwo między tym, czego zaznał on sam jako kilkulatek. Też patrzył na najważniejszą kobietę w jego życiu tyle, że jej nie kochał, a przynajmniej nie w tak czysty sposób, jak Marta swoją siostrę.

I nagle dotarło do niego, że wciąż kochał matkę. Tę, która go urodziła, ale nie kochała, nie chciała i odrzuciła. Kochał ją równie mocno, co Marta swoją siostrę. Wbrew sobie i temu, co dotąd myślał. Mimo niechęci i złości za bycie niekochanym.

– Mężczyźni bardzo szybko opuścili mieszkanie. – Marta snuła opowieść, odrywając tym myśli Piotra, od zszokowania własnym odkryciem. – Zostałam ja i Sara, czy raczej to, czym stało się jej ciało. Martwe, chude, zapadnięte, posiniaczone. Włosy kleiły się do twarzy. Była zbrukana i wszędzie pokrywała ją sperma. Jak zużyty skórzany worek z mięśni i kości! – Szloch wstrząsnął drobnym ciałem Marty. Zgięła się w pół, pochylając do przodu, jakby otrzymała cios w brzuch. – To było straszne! Kochałam ją, a on ją zniszczył!

U Piotra zadziałał odruch. Nowy, o którego istnienie siebie nie podejrzewał. Odepchnął się od maski samochodu, wyciągnął dłonie, objął nimi ramiona Marty, zmuszając ją tym samym, by się podniosła. Z cichym westchnieniem ulgi wpasowała się w niego, wtulając twarz w przód szarej koszuli i szlochając cicho, zamarła przylegając do niego ufnie. Piotr zesztywniał z dłońmi przylegającymi do jej pleców i pełną świadomością czegoś, co działo się z nim samym. Pod palcami czuł drżenie jej ciała i to nie on wywołał tą reakcję. Jakimś cudem dziewczyna nie bała się go i wyglądało na to, że nie chce od niego uciec. Ciepło jej drobnego ciała przenikało przez materiał sukienki, zapach włosów wypełnił nozdrza Piotra. Pomyślał, że to najpiękniejsza woń, jaką dotąd poznał. Mógłby trwać z głową pochyloną ku niej, zaciągając się ciepłą wizytówką jej ciała, niepowtarzalnym aromatem skóry.

– Chcę go zabić.

Ciche słowa rozeszły się drganiem po skórze Piotra. Zadrżał, zaskoczony własną reakcją. Dopiero po kilku sekundach dotarł do niego sens tego, co powiedziała Marta.

– Zabić? – powtórzył niczym echo.

– Tak – odparła z mocą, odsuwając się dwa kroki w tył.

Dłonie Piotra zsunęły się z jej ramion, w efekcie zawładnął nim głód. Ledwie powstrzymał się przed przyciągnięciem jej z powrotem i przytuleniem do siebie. Zszokowany tą reakcją zaplótł ramiona na piersi i zacisnął szczękę.

Marta nie potrafiła zinterpretować miny Piotra. Wyglądał na zniesmaczonego jej propozycją, ale była zdeterminowana, by go przekonać do tego, co planowała od lat.

– Chcę go zabić za to, co zrobił Sarze – mówiła szybko, spojrzenie przepełniała złość. – Za to, że zarabia pieniądze na dziewczynach takich jak ona. Uzależnia je, a później sprzedaje ich ciało za działkę narkotyku. Obserwuję go od lat i wiem o nim wszystko. Śmierć Sary nic dla niego nie znaczyła. Wyrzucili ją martwą, jak zużyty przedmiot. Oficjalnie umarła z przedawkowania, a zwłoki znaleziono na ławce na dworcu katowickim. Nikt nie badał okoliczności jej śmierci. Wystarczył fakt, że była narkomanką.

– Co ci da jego śmierć? – Piotr nie zamierzał jej pomóc. Nie zabijał i nie chciał tego robić.

– Zemstę – wyszeptała, w bursztynowych, pociemniałych z emocji oczach błysnęła nadzieja. – I pewność, że nie skrzywdzi kolejnej dziewczyny.

– Po nim przyjdą inni. – Zemstę akurat rozumiał. Dostarczanie satysfakcji w ten sposób było jego pracą. – Nie zabijesz wszystkich.

– Ten jeden mi wystarczy – odparła z mocą.

Zamilkli, wpatrując się w siebie. Marta z nadzieją i determinacją, pewna tego, że oto nadszedł moment, o którym marzyła od dawna. Piotr z mętlikiem w głowie, bo oto znów zachodziła w nim przemiana i już nie był pewien tego, że jej nie pomoże.

– Jedźmy. – Odepchnął się od maski samochodu, gestem głowy wskazał, by wsiadała. – Pomyślę o tym – złożył tym samym ostrożną obietnicę. – I dam ci znać.

Nie chciał składać pochopnych zobowiązań. Już raz uległ przy Marcie podszeptowi pragnienia i porwał ją, zgwałcił, a teraz rozważał pomoc w zemście. Musiał to przemyśleć. W samotności, bo w jej towarzystwie nie potrafił się skupić.

Marta niechętnie ruszyła w kierunku drzwi pasażera, po chwili siedziała już we wnętrzu samochodu. Nie próbowała naciskać, bo nie widziała w tym sensu. Kątem oka obserwowała, jak Piotr wsiada za kierownicę, odpala auto i rusza.

Zastanowiło ją, co tak bardzo podoba jej się w tym mężczyźnie. Poza pełnymi, cudnie wykrojonymi ustami, które z tego co mówił, czy raczej czemu nie zaprzeczył, nie całowały nigdy kobiety. Miał piękny profil i przypominał jej sokoła. Skupionego, spokojnego, ale niebezpiecznego.

Oderwała od niego wzrok, nie chcąc przyglądać mu się nachalnie. Postanowiła zająć czymś umysł i ręce. Otworzyła schowek, zaczęła przeglądać jego zawartość. Niewiele w nim znalazła. Jakieś żarówki, pewnie zapasowe, chusteczki higieniczne i mokre, do odświeżania ciała. Ucieszyło ją to. Zamknęła schowek, po czym uklękła na siedzisku i wychyliła się na tył wnętrza samochodu, sięgając po buty. Lubiła je, były częścią jej przebrania. Będzie musiała je zaraz założyć, by wrócić do mieszkania i do Tadeusza. Zapomniała o nim na tak długi czas! Musiał umierać ze strachu o nią. Kiedyś naciskał, by nosiła z sobą telefon zawsze, gdy idą na akcję. Nie chciała, bojąc się, że w razie zagubienia telefonu będzie ją łatwo namierzyć okradzionym frajerom. Kilka razy zdarzyło się, że musiała się wyrwać, bo klient zwyczajnie wyczuł, że coś jest nie tak i nie dał sobie wstrzyknąć środka usypiającego. Jednego znokautowała kopniakiem w krocze, drugiego zakrzyczała i odstraszyła wołaniem o ratunek. W pierwszym przypadku uciekła z pociągu na pierwszej stacji PKP, na której się zatrzymali. W drugim nie musiała, bo dwóch młodych chłopaków pomogło jej, stając w jej obronie.

Opadła z powrotem na siedzenie, odstawiła buty na podłodze, po czym wyjętą z opakowania mokrą chusteczką zaczęła wycierać jedną z uniesionych stóp. Przez myśl jej przemknęło, że zapomniała o pończochach. Pewnie zostały w piwnicy, ale nie zamierzała się tym przejmować. Nie zdawała sobie sprawy z piorunującego wrażenia, jakie zrobiła na Piotrze obserwacja tego niewinnego z pozoru zajęcia, jakim było mycie przez nią stóp. Co rusz uciekał wzrokiem w bok, ledwie pilnując drogę przed sobą. Zafascynowany obserwował drobne, kształtne stopy, gdy chusteczką obmywała podeszwę i wycierała przestrzeń między palcami. Miał ochotę zatrzymać pojazd, zabrać jej chusteczkę i kontynuować mycie. Zszokowany stwierdził, że podnieca go to, na co patrzy. Czuł narastający ucisk w spodniach i ból podniecenia w podbrzuszu.

– Cholera – syknął, gdy samochód wjechał w kałużę, a pojazdem zatelepało na boki. – Przepraszam – bąknął, zmuszając się całą dostępną siłą woli do patrzenia przez przednią szybę.

Marta była dobrą obserwatorką i zauważyła napięcie, które powstało w Piotrze. Zaciskał palce dłoni na kierownicy tak mocno, że te aż pobielały. Linia żuchwy drgała rytmicznie, oddychał głęboko, jakby się chciał uspokoić. Zrozumienie tego, co się z nim dzieje spłynęło na nią w momencie, gdy spojrzała w dół.

On się podniecił! – krzyknęło w jej głowie. – Ale czym? Mną? Nagimi stopami!

Zaskoczona odkryciem opuściła stopę i na dłuższą chwilę zamarła w bezruchu. Miała nad nim władzę, czuła to i napawała się tym. Skoro tak było, to może zgodzi się i jej pomoże. Pragnęła tego, chciała się zemścić, by zamknąć ten etap życia i móc iść dalej. Dokąd? Jeszcze nie wiedziała. Nie planowała tego co będzie PO, skupiając się na zemście.

Drugą stopę umyła szybko, zużyte chusteczki zwinęła w kulkę i położyła na gumowym dywaniku. Założyła szpilki, ułożyła dłonie na kolanach i patrzyła przed siebie.

Wjechali do miasta. Piotr powoli odzyskał nad sobą panowanie, a w międzyczasie nabrał pewności, że najlepszym, co może zrobić, będzie zapomnienie o dziewczynie. Nie przypuszczał, żeby odnalazła drogę do jego kryjówki w środku lasu. Z premedytacją kluczył po leśnych drogach, a dziewczyna wyglądała na pochłoniętą myślami. Jeżeli nawet, to nic na niego nie miała, nie mogła mu udowodnić gwałtu. Miał wyrzuty sumienia i tylko z tego powodu brał pod uwagę wyjazd z kraju. Zmieni otoczenie, odetnie się od tego, co robił dotąd i może przebranżowi się odrobinę. Nie zrezygnuje z seksu, bo tego dopominało się jego ciało. Nie będzie miał z tym problemu. Znajdzie sposób na zaspokojenie popędu.

Potrząsnął głową, starając się odegnać natarczywe myśli.

– Dokąd cię zawieźć? – Jechał w gęstniejącym ruchu w dół drogi Mikołowskiej.

– Może być na dworzec kolejowy – odparła zastanawiając się, czy nadeszła pora na zapytanie Piotra, czy zdecyduje się jej pomóc.

– Zawiozę cię pod dom – rzucił lekkim głosem. – Wygląda na to, że zacznie padać.

Słysząc to, Marta z ledwością powstrzymała się przed parsknięciem śmiechem. Uśpił ją, porwał, uwięził i zgwałcił, a teraz wykorzystuje tak wyświechtane argumenty?

– Chcesz wiedzieć gdzie mieszkam? – Uśmiechnęła się, obracając ku niemu. – Wystarczy mnie o to zapytać.

– Nie chcę – warknął przez zęby zły na Martę za to, ze tak łatwo go rozszyfrowała. – Zgwałciłem cię i zwyczajnie mam wyrzuty sumienia.

– Zawodowo gwałcisz kobiety – nie odpuściła mu i dziwiła się sama sobie, ze włączył się w niej ten bojowy nastrój. – Skąd te wyrzuty?

– Mówiłem ci już. – Zmrużył oczy, napiął ramiona i widać było, że zmusza się do odpowiedzi, choć najchętniej zamilkłby. – Robię to kobietom, które są… – zamilkł, jakby nie potrafiąc odnaleźć odpowiedniego słowa – rozwiązłe i to lubią.

– Być gwałconymi? – droczyła się z nim, a raczej dręczyła Piotra pytaniami i robiła to z pełną premedytacją.

– Lubią się pieprzyć! – krzyknął, oczy mu pociemniały. – Rżną się na potęgę i z tyloma facetami, że ich mężowie czują się niczym ścierwa! Jeden kutas więcej nie robi im zbytniej różnicy, a ich małżonkom daję swoją pracą bata na te kobiety. Pierdolę je za kasę i lubię to, a i im jest dobrze i krzyczą z rozkoszy!

Zatrzymali się na czerwonym świetle, Piotr zamilkł, Marta oniemiała z wrażenia. Nie po jego słowach, ale tym, jak na nią zadziałało ostatnie wypowiedziane przez Piotra zdanie: pierdolę je za kasę i lubię to, a i im jest dobrze i krzyczą z rozkoszy.

Czy to możliwe, by było im dobrze? Czy lubiły to, że robił im to wbrew ich woli? Czy sądził, że i ona będzie tak reagowała? Zabawne! Nie mógł wiedzieć, że to nie dla niej, że miłość fizyczna jest dla niej odpychająca.

– Ty byłaś niewinna, a ja to zniszczyłem – dodał cicho, gdy światło zmieniło się na pomarańczowe, po chwili na zielone. – Nie oddam ci już tego.

Westchnął i zamilkł. Poruszali się powoli wprzód, byli minuty drogi od dworca. Właściwie, to mogłaby otworzyć drzwi pasażera, wyjść na chodnik i po kilku minutach byłaby na dworcu. Ne spieszyła się jednak, a właściwie nie chciała rozstawać się z Piotrem z obawy, że więcej go nie zobaczy.

– Zawieź mnie na Iłłakowiczówny – poprosiła cicho, zdając sobie sprawę z tego, że odwleka w czasie chwilę pożegnania.

Nie rozumiała siebie, ale od momentu, gdy usiadła naprzeciw Piotra w przedziale czuła, że jej świat zmienił się i nigdy już nie będzie taki sam.

Dodaj komentarz