Psychol – Spirala zła – cz. 3

Standardowo uprzedzam, że to nie jest historia dla każdego. Jest brutalnie, mrocznie, chwilami strasznie (bywa obrzydiwie).

Odradzam czytanie tego tomu bez poznania tomu pierwszego! Przyciski do niego znajdziesz pod spodem pod tym rozdziałem

Rozdział 3

Bulgotanie

Piotr mimo pozornego luzu, również czuł masę szalejących i sprzecznych uczuć. Najpierw wystrzał radosnej ekscytacji na widok Marty. Z ledwością powstrzymał się przed wejściem do salonu, podejściem do niej, by sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku. Mógłby wtedy dotknąć jej włosów, przejechać palcami po skórze twarzy i znaleźć się w strefie ciepła jej ciała.

Boże, jak ja tęsknię za dotknięciem jej! – aż przymknął oczy, wspominając gładkość skóry szyi i piersi. – A jej brzuch, uda i stopy…

Zacisnął powieki, wspominając to, co zrobił w sypialni, gdy po umyciu jej, pozwolił sobie na chwilę słabości. Do teraz nie rozumiał, że w jednej chwili tak silne emocje mogą zawładnąć ciałem i umysłem.

Dotąd myślał, ze zna przyjemność płynącą z seksu. Miał wiele kobiet i brał je na różne sposoby. Zawsze zaspokajał siebie w pierwszej kolejności, a przynajmniej tak mu się wydawało do momentu, gdy pocałował Martę w samochodzie. Wtedy odkrył, jak mało emocji dopuszczał do siebie dotąd. Jakby odfiltrowywał ich ponad połowę, a i resztę odbierał przez warstwę ochronną, którą otoczył się jeszcze w dzieciństwie. Przy Marcie te warstwy znikały. Działała na niego, jak narkotyk wstrzyknięty bezpośrednio do żyły. Duża dawka, niczym kopniak wymierzony we wszystkie zmysły. Uderzenie ogłuszające tak bardzo, że mimo całej, wypracowanej przez lata samokontroli, Piotr nie był w stanie oprzeć się pokusie przyjścia tu dziś do niej, byle popatrzeć na nią.

Taki miał zamiar na początku – poobserwować ją, samemu nie będąc widzianym. Tak też zrobił na początku, stając w sklepie naprzeciw, symulując oglądanie jakichś pierdół. Nie rejestrował tego, co obracał w dłoniach. Podziękował za pomoc obsłudze sklepu, gdy ekspedientka postanowiła zapytać go, czy może mu w czymś pomóc. Najchętniej odpowiedziałby, że owszem, może i że poprosi o tamtą dziewczynę zapakowaną na wynos. Wskazałby Martę i poprosił o owinięcie jej w błyszczący celofan. Zabrałby ją do swojego mieszkania, tam rozpakował ją i…

– Cholera – warknął pod nosem, zdając sobie sprawę z faktu, że znajduje się w miejscu publicznym, a na samą myśl o tym, co mógłby zrobić Marcie, zaczynał twardnieć, a to mogło zakończyć się teraz jedynie kompromitacją.

Ne potrafił zapanować nad rozszalałymi myślami. Nie, gdy miał ją kilkanaście metrów od siebie. Z resztą, co za idiotyzm! Przecież to samo działo się z nim, gdy była daleko od niego. W domu próbował pracować i umysł nawet analizował dane klienta i jego żony, ale robił to tylko połowicznie. Większość jaźni zajmowała Marta. To przez to rzucił pracę w kąt, ubrał się i przyszedł tutaj, by na nią popatrzeć.

Widział, że zauważyła go i od tego momentu nie ruszyła się, a jedynie patrzyła. W bezruchu i chyba nawet bez mrugania oczami. Czyżby i na nią działała ta znajomość? Czy i jej ciało i umysł zmieniały się w taką plątaninę uczuć, odczuć i trudnych do określenia doznań?

Tego w tym momencie życzył sobie Piotr od wyższej opatrzności. Wcześniej w nią nie wierzył i nie dopuszczał do siebie myśli o większej jaźni, ale to się zmieniło tamtego dnia w piwnicy pełnej śmierci i cierpienia. Cierpienia Marty, z którego ją wyrwał. Śmierci nieznajomej kobiety i tego strzępa człowieka – Maksa. Wtedy się modlił, prosząc najwyższego o pomoc w uratowaniu jedynej kobiety, na której mu zależało. Wysłuchał go, pozwolił mu ocalić dziewczynę, a tym samym czuć wszystko to, co czuł teraz. Bezsilność mieszającą się z ekscytacją i radość przepełniającą wystraszone serce, niegotowe na taką ilość emocji. To do niego nie pasowało. On przecież był twardy, samowystarczalny, bezlitosny. Dostał nauczkę i przekonał się, jak bardzo się mylił. Marta była jego kryptonitem, ale i najmocniejszym narkotykiem. Od momentu w którym ją poznał, przepadł i tak zostało, a wręcz stan ten nasilał się, zmieniając ją w jego tlen.

Teraz Piotr odetchnął głęboko, prostując się, nie odrywając wzroku od zapatrzonych w niego oczu. Zawieszenie w tunelu stworzonym przez splecione spojrzenie zielonych i piwnych oczu trwało i ani zadająca Marcie pytanie klientka, ani proszący Piotra, o przesunięcie się mężczyzna na maszynie sprzątającej, nie przedarli się przez otaczającą ich bańkę zapatrzenia, zawieszenia w innej, nowej rzeczywistości, która była tylko ich udziałem.

– Marta! – Kierowniczka salonu potrząsnęła nią, chwytając za ramię. – Wszystko w porządku? Słyszysz mnie?

Marta zamrugała, jakby wracała z innej rzeczywistości i nareszcie zdołała nabrać powietrze w płuca. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z faktu, że od dłuższej chwili trwała na bezdechu.

– Tak, jest ok – odparła, wypuszczając powietrze. – Przepraszam, zamyśliłam się.

Zwróciła się do kierowniczki, po czym na powrót spojrzała w kierunku korytarza przed salonem. Zobaczyła maszynę sprzątającą i mężczyznę w czerwonym kombinezonie, kierującego nią. Piotra nie było. Zniknął, jakby nie było go w miejscu, w które przed chwilą wbijała wzrok.

Boże, czy ja szaleję? – Marta zamrugała szybko oczami, po czym obróciła się z bladym uśmiechem ku wskazanej przez kierowniczkę klientce.

– W czym mogę pani pomóc?

Firmowa regułka opuściła jej usta, lecz umysł wciąż trwał na stand byu, czekając na zarejestrowanie widoku, zapachu, lub głosu Piotra w pobliżu. Marta słuchała słów kobiety, równolegle zachodząc w głowę, czy naprawdę widziała Piotra, czy jej umysł postanowił po prostu spłatać jej figla, podsuwając jego obraz w miejsce, w którym wcale go nie było. Z uśmiechem wskazała klientce lustro i fotel przed nim, sięgając po pas z zestawem pędzli do makijażu i automatycznie proponując kobiecie artykuły kosmetyczne, które zgodnie z polityką firmy, należało sprzedać jako pierwsze.

Proszę, usiądzie pani wygodnie. – Odsunęła przed nią fotel na kółkach, dyskretnie zerkając ku wejściu do lokalu. – Dobierzemy dla pani najlepszy z podkładów i puder, który pięknie podkreśli odcień pani skóry.

***

Marcel nie posunął się w śledztwie ani o krok do przodu. Wyniki analizy bazy danych twarzy z monitoringu i kartotek policyjnych miały być gotowe dopiero pod wieczór, może dnia następnego. Śladów pozostawionych na miejscu zbrodni w piwnicy była taka masa, że kartoteka sprawy stawała się z godziny na godzinę coraz grubsza.

Najbardziej złościło go uczucie podziwu, które czuł w stosunku do długowłosego mężczyzny. Wyglądało na to, że uśpił trzech sprawców, dając ich im na tacy. Otoczeni przez świeże dowody zbrodni, leżeli w piwnicznym pomieszczeniu, zaadoptowanym na prowizoryczną łaźnię. W momencie, gdy przyjechali na miejsce wezwania, jeden nich powoli budził się. Odzyskując przytomność po zaaplikowanej mu dawce usypiacza. Pomimo tego, niczym pijana kura, starał się wejść po schodach na górę. Możliwe, że z zamiarem wmieszania się w tłumek w którymś z pomieszczeń na piętrze. Nagi, i wciąż mokry po kąpieli, wspinał się na czworaka po schodach i wyglądało na to, że dwa razy zsunął się ze schodów i poobijał solidnie. Po kąpieli, a raczej próbie usunięcia dowodów udziału w zabójstwie. Późniejsze badanie pokazało ślady krwi ofiary we włosach łonowych. Nie mógł się wyprzeć winy, zbyt wiele na nią wskazywało.

– Ofiara – westchnął, po raz kolejny, biorąc do ręki zdjęcie kobiety. – Właścicielka salonu piękności – przeczytał, spoglądając na atrakcyjną, zadbaną brunetkę. Utrwalony na fotografii wyraz twarzy przedstawiał chłód i opanowanie. Szybki przegląd profilu na Facebooku dał mu jej nieco inny obraz. Uśmiechnięta, każdorazowo w otoczeniu koleżanek. Brzydszych od niej, ale równie bogato ubranych. Zawsze w ciekawym miejscu, pewnie na wyjazdach zagranicznych. Bezdzietna, rozwiedziona, z pokaźnym majątkiem. – I co z tego zostało? – westchnął, sięgając po zdjęcie wykonane na miejscu zbrodni.

Ciało wyciągnięte z wanny, było w stanie częściowego rozkładu, przyspieszonego działaniem sporej dawki chemikaliów. Piękne, długie, ciemne włosy nie lśniły już. Większość opuściła mieszki cebulek i pływała w roztworze obok ciała. Skóra denatki również straciła gładkość i wyglądała, jakby ktoś pozbawił ją wierzchniej warstwy naskórka.

Porównano skład chemiczny roztworu z tym, co znaleziono na pozostałych, wykopanych w przeciągu ostatnich trzech lat zwłokach, odnalezionych w gliwickim rezerwacie przyrody Las Dąbrowa. Zaczęło się od jednego wykopaliska, gdy to fascynat dzięciołów, odnalazł odkopane częściowo zwłoki. Psy policyjne wskazały jeszcze trzy miejsca prowizorycznych grobów. We wszystkich, w różnym stanie rozkładu, odkryto ciała młodych kobiet. Podobny wiek, postura i wzrost. Myśleli, że to dzieło seryjnego mordercy. Zgodność sposobu działania właśnie na to wskazywała. Dwa z nich dało się zbadać dokładniej, bo pozwalał na to stan zwłok.

Z zamyślenia wyrwał go dzwonek telefonu. Zamrugał, by wyostrzyć wzrok i odczytać imię dzwoniącego.

– Cześć, Grzesiek – rzucił do słuchawki ciekaw, po co ten dzwoni. Domyślał się tego, bo dawno nie wyrwali się nigdzie razem, a mieli swój rytuał. – Co tam?

– Ty mi powiedz – usłyszał w odpowiedzi. – Nie dzwonisz, nie odzywasz się. Zakochałeś się?

– No weź przestań! – zaśmiał się Marcel, odchylając na oparciu krzesła. – Trudne śledztwo i tyle.

– Opowiesz mi. – W głosie Grześka słyszał zaciekawienie. – Piwo wieczorem? A później może wypad na jakąś domówkę?

– Chętnie. – Marcel potarł twarz dłonią. Dopiero teraz czuł, jak bardzo jest zmęczony. Oczy bolały go najmocniej, ból promieniował do wnętrza głowy. – Dziewiętnasta w Hemingwayu?

– Widzimy się.

Rozłączył się, ekran telefonu zgasł. Zamyślony Marcel siedział jeszcze dłuższą chwilę, wpatrując się w zdjęcie brunetki. W momencie, gdy miał się już wylogować z systemu, komunikat informujący o nowym mailu, wyskoczył w prawym dolnym rogu ekranu. Marcel załączył bazę danych i odczytał imię i nazwisko dziewczyny, której twarz przedstawiały do nagrania.

– Katarzyna Łozińska. – mruknął, zapisując jej adres zameldowania w notesie. – Dopasowanie twarzy siedemdziesiąt procent. Marta Biernacka – dopasowanie sześćdziesiąt pięć procent.

Czytał kolejne nazwiska w ciszy, po czym wrzucił plik do druku, ten schował do kieszeni. Nie zamierzał już dzisiaj pracować. Nadszedł czas na rozrywkę, a tej potrzebował bardzo. Napić się, porozmawiać z kimś normalnym i podupczyć porządnie.

Wyłączył komputer, po czym wstał od biurka. Wciąż jednak nie potrafił odpędzić uczucia, że coś mu umyka i przegapił ważny element nagrania, na który powinien był zwrócić uwagę.

KUP CAŁOŚĆ

Poprzedni tom "Psychol - Początek"

Piotr, dzieciak po przejściach, wychowywany w rodzinie adopcyjnej, w której mimo dóbr materialnych zabrakło miłości. To mężczyzna ponadprzeciętnie inteligentny, introwertyk, bawiący się w swoistego sprawiedliwego. Pewnego dnia spotyka  dziewczynę, która burzy wszystko na czym do tej pory opierał swój zamknięty, poukładany świat. Marta okazuje się być dla mężczyzn  tym, kim Piotr jest dla kobiet. Pchana przeżyciami z dzieciństwa szuka zemsty na każdym frajerze, który myśli , że ją poderwał. Przewrotny los wręcz zderza ich ze sobą. Pochłonięci wzajemną fascynacją, tracą czujność i zostają wciągnięci w niebezpieczny i brutalny świat klubów dla seksoholików, gdzie wyuzdanie miesza się ze śmiercią. Czy Piotrowi uda się ocalić Martę i powrócić do dawnego życia? Czy Marcie uda się pomścić własną stratę z dzieciństwa i zapomnieć o Piotrze? To pytania, których odpowiedź znajdziecie na kartach książki „Psychol” . 

Znajdziesz mnie też na Legimi i Empik​

Dodaj komentarz