Psychol – Spirala zła – cz. 7

Standardowo uprzedzam, że to nie jest historia dla każdego. Jest brutalnie, mrocznie, chwilami strasznie (bywa obrzydiwie).

Odradzam czytanie tego tomu bez poznania tomu pierwszego! Przyciski do niego znajdziesz pod spodem

Poprzedni tom "Psychol - Początek"

Piotr, dzieciak po przejściach, wychowywany w rodzinie adopcyjnej, w której mimo dóbr materialnych zabrakło miłości. To mężczyzna ponadprzeciętnie inteligentny, introwertyk, bawiący się w swoistego sprawiedliwego. Pewnego dnia spotyka  dziewczynę, która burzy wszystko na czym do tej pory opierał swój zamknięty, poukładany świat. Marta okazuje się być dla mężczyzn  tym, kim Piotr jest dla kobiet. Pchana przeżyciami z dzieciństwa szuka zemsty na każdym frajerze, który myśli , że ją poderwał. Przewrotny los wręcz zderza ich ze sobą. Pochłonięci wzajemną fascynacją, tracą czujność i zostają wciągnięci w niebezpieczny i brutalny świat klubów dla seksoholików, gdzie wyuzdanie miesza się ze śmiercią. Czy Piotrowi uda się ocalić Martę i powrócić do dawnego życia? Czy Marcie uda się pomścić własną stratę z dzieciństwa i zapomnieć o Piotrze? To pytania, których odpowiedź znajdziecie na kartach książki „Psychol” . 

Rozdział 7

Plan

Marta raźnym krokiem zmierzała do kawiarni nieświadoma tego, że ślad w ślad za nią idzie Piotr. Zastanawiało go, dlaczego jest taka radosna i złościło, że nie jest równie ponura i przybita co on. Właściwie, to o wiele silniejsza była złość, a ta nasiliła się jeszcze, gdy zobaczył, że siada przy stoliku stojącym przy oknie, przy którym siedzi młody, ubrany w garnitur mężczyzna.

Piotr bił się z myślami zastanawiając się, kim jest ten dupek. Czy to nowy znajomy Marty? A może zmieniła sposób działania i teraz w ten sposób poluje na frajerów? Wydało mu się to niemożliwe, a wręcz abstrakcyjne. Nie byłaby chyba aż tak głupia!

Patrzył, jak się witają, a Marta siada, po czym zagląda do podanej jej teczki. Zżerała go ciekawość, co też ogląda, o co pyta, co podpisuje.

– Muszę jej założyć jej podsłuch – planował, zgrzytając zębami. – Chociaż zaraz! Dam radę cię podsłuchać.

Przyzwyczaił się, ze dziewczyna nie nosi przy sobie komórki. Teraz wydawało mu się, że wyciągnęła ją i położyła na blacie stolika. Znał jej numer, więc bez problemu sprawdzi, czy ma go przy sobie. Cieszył się, że miał odruch zabierania z sobą wszędzie podręcznej skórzanej torby z tabletem. Piekielnie drogim, a tak bardzo często przydatnego. Dotąd wykorzystywał go do sprawdzania położenia żon klientów i danych z nimi związanych. Teraz namierzał telefon Marty i gdy zobaczył zielony punkcik na mapie, który obrazował jej aparat, a po chwili dostał się do niego, czyniąc z niego pluskwę podsłuchu, omal nie krzyknął z radości. Włożył do uszu bezprzewodowe słuchawki, pogłośnił dźwięk, po czym wsłuchał się w rozmowę.

***

– Ma pani wyjątkowe szczęście. – Damian był zachwycony klientką która z samego rana w poniedziałek umówiła się z nim na spotkanie w sprawie mieszkania w nowo powstającym osiedlu mieszkaniowym. Gdy ją zobaczył, odruchowo zaszufladkował piękną dziewczynę. Pomyślał, że to pewnie córeczka bogatego tatusia, lub utrzymanka, szukająca gniazdka dla siebie i swojego sponsora. – Aktualnie oddajemy do użytku kolejny budynek i zostało w nim jeszcze kilka mieszkań. Przyznam, ze schodzą, jak ciepłe bułeczki.

Pół godziny później podniecenie agenta wzrosło, gdy dowiedział się, że być może przypadnie mu jeszcze sprzedaż jej obecnego mieszkania. Uwielbiał takie wiązane transakcje. Zawsze to kawał dodatkowego grosza mógł mu wpaść do kieszeni. A być może uda mu się przy okazji umówić z tą zjawiskową brunetką.

– No to zapraszam panią o piętnastej do budynku. – Przesunął po blacie stołu jeden z egzemplarzy umowy z wypisanymi adresami mieszkań, na obejrzenie których byli umówieni. – Pokażę pani kilka mieszkań w metrażu od pięćdziesięciu trzech do sześćdziesięciu metrów kwadratowych każde. Czy miejsce parkingowe na własność interesuje panią również?

Nie udało mu się zaprosić dziewczyny na obiad, ale pomyślał, że być może zmieni zdanie w momencie, gdy zaczną rozmawiać o cenach poszczególnych lokum.

Chętnie bym zamoczył. – Uśmiechnął się pod nosem, przyglądając się zgrabnej pupie Marty, gdy ta wstawała od stolika, a spódniczka opięła pośladki, podkreślając jej krągłość. – Ciekawe, jaka jest w te klocki.

***

Piotr słyszał każde słowo ich rozmowy. Zachodził w głowę, skąd ta decyzja o sprzedaży mieszkania. Z satysfakcją zarejestrował myśl, że to oznacza, że nie będzie już mieszkała z Tadeuszem. Czyżby to z powodu jej znajomości z Piotrem się wyprowadzał?

Druga myśl była ponura i przygasiła radość z pierwszej. To oznaczało, ze Marta będzie mieszkała sama, czyli bez ochrony. Nawet tak niedołężny opiekun, jak Tadek był lepszy, niż jego zupełny brak. Zaskoczyła go myśl, że najchętniej zabrałby ją do siebie. Pilnowałby jej bezpieczeństwa, by nie trafiła już na świra pokroju Maksa.

– Lub takiego jak ja – mruknął, ruszając w ślad za dziewczyną po tym, jak pożegnała się z agentem nieruchomości i opuściła kawiarnię.

Odprowadził Martę pod klatkę schodową kamienicy, po czym wiedziony coraz mocniej rosnącym podnieceniem, wrócił do mieszkania. Tam odpalił komputer, ale zamiast przygotowywać się do sprawy klienta, którą przyjął, zaczął przeglądać dostępne informacje o osiedlu mieszkaniowym, w którym Marta miała dzisiaj oglądać mieszkanie. Później studiował plany architektoniczne i te bardziej szczegółowe – branżowe.

Czuł, że pada w nim kolejna zapora. Coraz słabiej udawało mu się ignorowanie potrzeby spotkania się z Martą. Pragnął jej i choć wmawiał sobie, że wystarczy mu obserwowanie jej z odległości i sycenie tylko czasami oczu widokiem, to właśnie zapadła w nim decyzja. Porozmawia z nią i zrobi to na własnych warunkach. Nie do końca normalnych, ale normalny nie był, a życie bez Marty stawało się czymś nierealnym. Złamie barierę. Swoją, ale pewnie i jej. Czy ona każe mu spierdalać, czy ulegnie i odkryje się?

Wiedział, że to co dla niej zaplanował, jest chore. Nie powinien tego robić dziewczynie, która była więziona w zamknięciu i wykorzystywana seksualnie. Jakaś chora część jego psychiki chciała jednak, by to zrobił i sprawdził, czy i on działa na Martę choć w połowie tak mocno, jak ona na niego.

Opracowywał właśnie plan i jak to miał w zwyczaju, przystąpił do jego realizacji z metodyczną planowością. Sprawdził naładowanie baterii w laptopie, załadował do tabletu plany instalacji w budynkach. Nie tylko tego, który miała dzisiaj odwiedzić, ale i sąsiedniego, dziesięciopiętrowego, jeszcze niezamieszkałego. Kilka wind i monitoring w trakcie testów – to dawało pole do popisu.

Czasami przerażał sam siebie tym, z jaką łatwością przychodziło mu łamanie barier technicznych. Przenikał przez nie dzięki wiedzy, gdzie należy szukać informacji i jak je wykorzystać, nie pozostawiając po sobie śladów.

Czy pomoże mu to przejść i przez barierę Marty? Złamać opór? A może odrzuci go i każe mu spierdalać? Stwierdzi, że nie będzie się zadawała z psycholami jak on mimo, że uratował ją i wytargał z łap tego pojeba?

Piotr nie należał do płochliwych ludzi, którzy ze strachu przed porażką nie zrobią czegoś szalonego. Zabił dla niej człowieka i zrobiłby to ponownie. Wtedy chciał ją ratować przed czyimiś chorymi żądzami, teraz sam pogrążał się w niezdrowej fascynacji.

Spakował się do niewielkiego, wojskowego plecaka, po czym postanowił poćwiczyć trochę w domowej siłowni. Byle oderwać choć na chwilę myśli od marzeń o jej miodowym spojrzeniu, pełnych wargach i smukłych stopach.

– Kurwa mać! – zaklął pod nosem, po czym przystąpił do wstępnej rozgrzewki.

Później dowali sobie trening siłowy i może nabije jeszcze kilka kilometrów na bieżni. Tak, wysiłek był jedynym, co mogło mu teraz wyjść. Nie skupiłby się na pracy i być może popełnił niedopatrzenie. Jedno takie przywiodło go do Marty. Wystarczy mu, nie potrzebuje więcej.

Ustawił odpowiedni pochył ławeczki, po czym przygotował ciężary. Nie za dużo. Tyle, żeby go nie rozpierdoliło, gdy znowu ją zobaczy i usłyszy. Miał trzy godziny czekania i zamierzał je mądrze spożytkować.

***

O czternastej Marta stała już przed budynkiem. Postanowiła przyjść wcześniej, by pooglądać swój potencjalnie nowy dom i poczuć go. Rozejrzeć się po okolicy, choć okoliczne tereny znała, bo przecież bawiła się tu w pobliżu, za szkołą i między garażami, gdy była jeszcze dzieckiem. I w tym momencie dopadły ją myśli, że czasy beztroski minęły, ukochani ludzie umarli, Tadeusz miał się wyprowadzić. Zostanie sama i tylko istnienie jednego dziwnego człowieka w jej obecnym życiu powodowało, że czuła nadzieję.

– Piotr – wyszeptała, unosząc głowę, spoglądając w górę dziesięciopiętrowej elewacji. – Dziwaczka przyciągnęła dziwaka. Takie życie – westchnęła, wchodząc do budynku „B”, bo to w nim umówiła się z agentem nieruchomości.

Co prawda dopiero za niespełna godzinę ale chciała pochodzić po jego wnętrzu, obejrzeć go od środka. Ruszyła schodami w górę, co jakiś czas mijając mężczyzn, którzy wyglądali na robotników. Pozdrawiali ją z uśmiechem, czasami któryś zagadał, ale żaden nie był nachalny. Im wyżej wchodziła, tym mniej osób mijała, w końcu na ósmym piętrze przystanęła zdyszana i z zachwytem wyjrzała przez okno klatki schodowej.

Tak, mogę tutaj mieszkać. – Spojrzała przez zakurzoną szybę, z której nie odklejono naklejek producenta, a plastik okucia okiennego wciąż pokrywała taśma ochronna. – Mogę tutaj żyć i szukać szczęścia.

I wtedy za jej plecami rozległ się dźwięk dzwonka. Zaskoczona odwróciła się.

– Winda! – Zapomniała o tym wynalazku, ale nawet w pracy chodziła po schodach. – No, no. – Weszła do jasno oświetlonej, srebrnej komory, podziwiając dbałość o szczegóły osoby, która zaprojektowała ten jakże ważny detal budynku.

Nierdzewka pokrywała ściany, na wprost rozsuwanych drzwi miała lustro. Podeszła do niego, odruchowo się przejrzała, poprawiła włosy, zakładając niesforny kosmyk za ucho. Drzwi zamknęły się za nią cicho, winda z cichym szumem ruszyła w górę. Poczuła to w ciele, ledwie wyczuwalne delikatne szarpnięcie. Stała oparta o chłodną, nierdzewną ścianę i rozmyślała z przymkniętymi powiekami. Klimatyzacja wymieniała powietrze w niewielkiej przestrzeni szumiąc przyjemnie.

Przez myśl jej przemknęło, że po byciu uwięzioną przez Maksa w piwnicy, powinna czuć coś na kształt paniki i bać się wejścia do podobnych, zamkniętych, zawieszonych w szybie windy, klatek. Niczego takiego w ciele nie zarejestrowała. Czyżby Piotr nie pozwolił zaistnieć tej traumie, czy to może coś nie tak było z jej umysłem?

– Czy to ważne? – zaśmiała się, spoglądając w oczy swojego odbicia.

Głos odbił się głucho w niewielkiej przestrzeni.

Winda jechała, w końcu zatrzymała się. Zapadła cisza, drzwi nie otworzyły się. Spojrzała na wyświetlacz. Na czerwono mrugała do niej cyfra dziesięć.

ps. Byłoby mi bardzo miło, gdyby chciało Ci się skrobnąć komentarz. Lubię Cię czytać 🙂

Poprzedni tom "Psychol - Początek"

Piotr, dzieciak po przejściach, wychowywany w rodzinie adopcyjnej, w której mimo dóbr materialnych zabrakło miłości. To mężczyzna ponadprzeciętnie inteligentny, introwertyk, bawiący się w swoistego sprawiedliwego. Pewnego dnia spotyka  dziewczynę, która burzy wszystko na czym do tej pory opierał swój zamknięty, poukładany świat. Marta okazuje się być dla mężczyzn  tym, kim Piotr jest dla kobiet. Pchana przeżyciami z dzieciństwa szuka zemsty na każdym frajerze, który myśli , że ją poderwał. Przewrotny los wręcz zderza ich ze sobą. Pochłonięci wzajemną fascynacją, tracą czujność i zostają wciągnięci w niebezpieczny i brutalny świat klubów dla seksoholików, gdzie wyuzdanie miesza się ze śmiercią. Czy Piotrowi uda się ocalić Martę i powrócić do dawnego życia? Czy Marcie uda się pomścić własną stratę z dzieciństwa i zapomnieć o Piotrze? To pytania, których odpowiedź znajdziecie na kartach książki „Psychol” . 

Znajdziesz mnie też na Legimi i Empik​

Ten post ma 2 komentarzy

  1. czytam_pod_schodami

    „Wiedział, że to co dla niej zaplanował, jest chore.” – to ja też chyba jestem chora, bo czuję jak zżera mnie ciekawość i powiem więcej, że chyba obojętnie co zaplanuje wstanę, pójdę do kuchni przygotować popcorn i będę im kibicowała. A co!

    1. Monika Liga

      🙂
      to też lecę po popcorn

Dodaj komentarz