Trzydzieści plus cz. 5

Trzydzieści plus książka lub ebook romans erotyczny

Majka dowiaduje się o spadku, jaki zapisała jej daleka krewna i mimo licznych wątpliwości przyjmuje go i staje się właścicielką pałacyku w Bobolinie oraz pokaźnej gotówki, którą ma przeznaczyć na wyremontowanie całości testamentowego zapisu. Z chwilą przekroczenia progu pałacu, Majka staje się uczestnikiem niewyjaśnionych zjawisk, których źródłem jest okazałe domostwo. Renowacją majątku ma zająć się Olek, który mimo początkowej niechęci postanawia przyjąć zlecenie. Tajemnice budują ogromne napięcie. Daj się porwać dramatowi wojennej okupacji, gorącym uniesieniom erotycznym, mrożącym krew w żyłach scenom rodem z najlepszych horrorów. Zakochaj się w tej opowieści i historii miłości, której moc trwa mimo śmierci.

Rozdział piąty

No, toście sobie na siebie popatrzyli. – Kazia uśmiechnęła się, widząc zapatrzenie obojga. – Teraz, Oluś, zjesz obiad, a później oprowadzisz dziedziczkę po jej włościach.

Mężczyzna oderwał wzrok od twarzy Majki, ta nadal nie potrafiła otrząsnąć się z szoku. Wyglądał identycznie jak człowiek widziany przez nią na piętrze w pokoju pałacowym. Józef – zapamiętała to imię. W końcu to jej usta tak go przywoływały.

Jeszcze minuty temu myślała, że to, czego doświadczyła, było snem, omamem, wybrykiem umysłu. Teraz nie była tego taka pewna, tym bardziej że i ten człowiek rozpoznał ją jak ona jego. Może nie do końca tak samo, ale nie było to zwyczajne pierwsze spotkanie. Czy widział sceny seksu? Czy kochał się z nią w swoich wizjach? Jeśli tak, to co miała z tym począć? Najwyraźniej był w jakiś sposób przypisany do tego miejsca… Czy ona również? Czy dlatego dostała spadek? Ona, a nie jej siostry?

Dziękuję, babciu.

Mówił do Kazimiery, ale patrzył na nią. Tembr głosu pobudził coś w okolicy serca i poniżej. Przypomniał scenę z pokoju i słowa wypowiadane przez Józefa. Olek uwolnił ją w końcu z więzienia zmrużonych oczu i, krzywiąc się, odwrócił w kierunku stołu. Wyglądało na to, że nie cieszyła go jej wizyta. Pewnie wolałby, żeby nikt nie interesował się posiadłością, żeby było tak jak od dziesiątek lat. Znalazła się jednak Majka, prawowita spadkobierczyni, i zburzyła spokój.

Pójdę się przewietrzyć. – Zdobyła się ledwie na słaby uśmiech. – Dziękuję za posiłek.

Skłoniła się Kazimierze, odwróciła na pięcie i wyszła. Gdy otoczyło ją już ciepło wieczoru na zewnątrz, dobiegły ją jeszcze słowa Kazimiery. Dawała wyraz zniesmaczeniu oschłym zachowaniem wnuka. Majka nie chciała się nad tym zastanawiać. Była zmęczona, a wszystkie problemy jawiły się groźniejszymi, niż były w rzeczywistości.

Rozejrzała się wokoło, wiodąc wzrokiem po widnokręgu. W duchu musiała przyznać, że miejsce jest wyjątkowo urokliwe. Mnóstwo zieleni, starych, strzelistych drzew i trawniki przechodzące w łąki. Masa zabudowań przynależnych do posiadłości była tak liczna, że zwiedzenie wszystkich budynków musiało zająć więcej niż dzień. Konto, z którego miała czerpać fundusze na remont, były prawie jak studnia bez dna. Nie musiała martwić się o koszty. Czuła, że większym problemem będzie czas. Trzy lata na odrestaurowanie tak rozległego majątku – to mogło być trudne. Poczuła ukłucie niepewności i strachu, że być może porwała się z motyką na słońce.
Z drugiej strony nie miała zbyt wiele do stracenia. Właściwie nic. Bez pracy, kredytu czy czekającego na nią mężczyzny nie miała zobowiązań, które teraz wisiałyby jej nad głową. Doszła do wniosku, że nie ryzykuje niczym. Jeśli nie uda jej się skończyć remontu pałacu w przeciągu tych trzech lat, to podkuli ogon i wróci do domu. Znajdzie pracę, będzie hodowała kwiaty w doniczkach na parapetach i spacerowała z Jajnikiem po parku. O wiele więcej mogła zyskać – dostała od losu możliwość bycia właścicielką posiadłości, parku, pól i mnóstwa budynków. Co z tym zrobi, nie wiedziała. Nie spodziewała się czegoś tak rozległego.

Z rozmyślań wyrwało ją rozzłoszczone gdakanie kury. Skąd wiedziała, że kura jest zirytowana? Zbyt regularnie i głośno gdakała. Odnalazła źródło dźwięku.

Jajnik! – krzyknęła oburzona. – Ty świnio! Zostaw biedną kurę. Czy tobie całkiem odbiło na starość?

Szła w kierunku psa, niedowierzając oczom. Jej stary, coraz bardziej nieruchawy pies ożywił się do tego stopnia, że potraktował kurę jak suczkę. Wskoczył na biedną przedstawicielkę drobiu i – obejmując pokrzywianymi starością łapkami – uwięził ją i unieruchomił. Zadek podrygiwał mu wolno, bo zesztywniały z wiekiem kręgosłup ograniczał ruchliwość.

No tak. – Dobiegł ją zza pleców męski głos. – Przyjechali miastowi i się rządzą. Paniusia będzie się dobierała do mnie?

Aż ją zatkało z oburzenia. Rozdziawiła buzię i przyglądała się tylko zadowolonemu Olkowi.

Oczywiście, że tknę! – odblokowała się w końcu. – Łopatą przez łeb!

O! – Nie wyglądał na oburzonego. – Ostra babka! To dobrze. Miętką wycyckałyby ekipy remontowe. Wiem coś o tym.

Co wiesz? – Podłapała temat.

To moja branża. – Uśmiechnął się, a Majka nie mogła nie zauważyć uroku osobistego, którym kipiał. – Budowlanka. Tym się zajmuję od lat.

Rozumiem. – Przegnała złość, widząc rozwiązanie pierwszego kłopotu. – Skoro masz potrzebną wiedzę, to bądź szefem ekip i poprowadź odnowę.

Nie mam na to czasu. – Zaplótł dłonie na piersi i cofnął się o krok. – To zlecenie na przynajmniej dwa lata.

To źle? – Czuła, że zaczął się z nią targować.

Nie mam takiej ekipy i nie skończyłem obecnie prowadzonych zleceń.

To skończ, zatrudnij ludzi i prowadź tę budowę. – Patrzyła na niego twardo, wiedząc, że przyjmie pracę. Intuicja podpowiadała jej, że wyłącznie ten człowiek nadaje się do tego zadania. – Jestem Majka i przez pewien czas będziemy współpracować. – Wyciągnęła dłoń, czekała na uścisk. – Nikt jak ty nie zna tego miejsca. Odnów je. W końcu jesteś z nim związany, czyż nie? Ty i twoja rodzina.

Przez dłuższą chwilę przyglądał się jej, a jego twarz nie wyrażała niczego. Po prostu patrzył, rozważając propozycję.

Dobrze, ale to nie będzie łatwe przedsięwzięcie. – Podszedł bliżej, unosząc ramię. – Aleksander. – Pociągnął jej dłoń, a Majka straciła równowagę, wpadając w szerokie ramiona. – Skoro mamy współpracować, to przydałoby się coś na kształt brudzia.

I bezceremonialnie wpił się w usta Majki. Ta początkowo zesztywniała zszokowana, patrząc zezem na twarz przed oczami. W końcu oburzenie dało o sobie znać, szarpnęła się więc. Niewiele wskórała. Tyle że Olek mocniej docisnął ją do siebie, język bezceremonialnie wpychając w usta.

W pierwszym odruchu chciała go uderzyć, skrzyczeć i skląć. I wtedy napłynęły wspomnienia tego, co widziała w pałacowym pokoju. Podniecenie, które wtedy poczuła, a które było odbiciem czyichś uwięzionych w tych murach wspomnień, teraz powróciło ze zdwojoną siłą. Wspomnienie spotęgowało odbiór smaku ust i zapachu mężczyzny. Czując jej słabnący opór, mruknął gniewnie i przycisnął do siebie mocniej nieopierające się już ciało. Majka zarzuciła mu ramiona na szyję i z westchnieniem przylgnęła do jego ciała, odwzajemniając pocałunek. Podniecił się, nie powstrzymywał tego. Nie czuł wstydu, napierając na nią wybrzuszeniem, tym bardziej że dziewczyna otarła się o niego, prowokując śmielsze pieszczoty. Zacisnął palce na pośladku, podciągając materiał sukienki. Nie oponowała, nie myślała, wyłącznie czuła. Czuła mokre usta i wilgoć przesączającą się przez bieliznę. Wsunął palce pod pasek majtek na jej biodrze i szarpnął. Dokładnie tak samo jak Józef ze wspomnień. Majka pisnęła, ale nie odsunęła się. Zrobił to Olek, uśmiechając się pobłażliwie.

To zaliczka. – Uniósł bieliznę do nosa i zaciągnął się zapachem podniecenia. – I na pamiątkę tej chwili, i jako dowód twojej niechęci. Łopatą tknąć, mówisz. – Ostentacyjnie poprawił wypukłość, przesuwając ją dla większej wygody w górę.

Majka nie odpowiedziała, bo co mogła rzec? Że podnieciły ją czyjeś wspomnienia i ich zbieżność z sytuacją sprzed chwili?

Dobra, dobra. – Poprawiła sukienkę, czując, że płoną jej policzki. – Jak rozumiem, przyjmujesz zlecenie. Umówmy się na rano i ustalmy warunki.

Rano? Jasne. – Uśmiechnął się, mrużąc oczy. – Oprowadzę cię teraz po majątku, bo pewne umierasz z ciekawości.

Czuła, że ją podpuszcza. Powinna iść się przebrać w coś wygodniejszego, a już na pewno włożyć bieliznę. Obserwował walkę uczuć odbijającą się na pociągłej twarzy Majki, czekając, by wymówiła się zmęczeniem podróżą.

Dziękuję, bardzo chętnie. – Uśmiech nie dotarł do oczu. – Prowadź więc.

Brew uciekła mu na czoło. Zaskoczyła go. Był prawie pewien, że stchórzy. Zezłościło go, że znalazł się spadkobierca. Wiedział, że to uprzykrzy życie babci. Była w wieku, w którym nie potrzeba dodatkowych przeżyć – spokój, stabilizacja, niezbyt ciężka praca to było to, na pewno nie ludzie, którzy wymagaliby czegoś od przeszło siedemdziesięcioletniej Kazimiery.

Wiedział, że ta dziewczyna zaproponuje mu odrestaurowanie dworku. To było bardzo intratne zadanie, tym bardziej że widział, iż ta nie ma pojęcia o zakresie prac. Będzie mógł ją naciągnąć na dodatkowe koszty, część materiałów zafakturuje, później sprzeda na innej budowie. Stać ją było na to. Słyszał o tym od babci, ta od adwokata. Drugą korzyścią było to, że będzie miał wszystko pod kontrolą. Tak jest lepiej i dla babci, i dla niego samego. Za przyzwoitą zapłatą miał zarządzać majątkiem do momentu, aż znajdzie się spadkobierczyni. Jaki będzie zakres jego obowiązków teraz, tego jeszcze nie wiedział. Musiał spróbować uzależnić dziewczynę od swoich usług, wyciągnąć z niej jak najwięcej kasy. Jedno mu tylko przeszkadzało. Nie znał jej, a mimo to poczuł dziwną więź. Coś na kształt deja vu. Twarz wydała się znajoma, wręcz bliska. Gdy wszedł do kuchni, zastopowała go myśl, że NARESZCIE JĄ SPOTKAŁ! Zezłościł się na coś tak irracjonalnego. Nie chciał podobnych uczuć, nie potrzebował kobiety. Miał kochanek pod dostatkiem, mógł w nich przebierać. Wiedział, że jest atrakcyjny fizycznie, a dodatkowo kobiety przyciągała jego majętność. Teraz poczuł się zagrożony, bo Majka nie potrzebowała pieniędzy. Miała ich w bród, więcej niż on. Nie podobał mu się ten układ sił.

Zacznijmy od najważniejszego. – Wskazał dłonią kierunek. – Pałac podlega konserwatorowi zabytków, więc nawet gdybyś chciała, nie wolno ci nic w nim przebudowywać, burzyć, przerabiać.

Nie zamierzałam – weszła mu w słowo.

Historię dworu i folwarku pewnie znasz, nie będę cię nią zanudzał. – Weszli po schodach i przez wysokie drzwi do salonu. – Budynek jest dobrze utrzymany, ale instalacje są stare i trzeba je wymienić. Należałoby go ocieplić i wiem, że w tym przypadku możliwe jest to tylko od wewnątrz, i też nie we wszystkich pomieszczeniach.

To znaczy?

Stali pośrodku salonu. Drzwi prowadzące na taras zamknęły się.

Zdobienia na ścianach, ornamenty i płaskorzeźby. – Wskazał częściowo skruszony wzór winorośli biegnący po suficie w kierunku okna i w dół, zakręcający pod parapet. – Tego nie wolno ci przykryć.

Nawet bym nie próbowała. – Podeszła do okna, powiodła palcami po szorstkim ornamencie. – Zbyt piękne, i tyle czasu zaklętego, czyichś starań… – urwała, wyobrażając sobie pracę rzemieślnika, może artysty.

Olek nie potrafił oderwać wzroku od jej smukłych palców. Nie wiedział, skąd pojawiło się irracjonalne pragnienie, by być dotykanym w ten sposób. Wiedział, jakie to uczucie, i że jej palce budzą jego ciało jak żadne inne. Postąpił krok do przodu, ale szybko otrząsnął się z tej nagłej słabości.

Kontynuujmy – rzucił, odwracając się ku schodom. – Zacznijmy od strychu. Tam jest dużo do zrobienia, szczególnie że i dach warto by wymienić.

Majka zamrugała oczami, jakby wyrwał ją ze snu. Ruszyła przodem, starając się opanować panikę, która delikatnym ukłuciem przypomniała wydarzenia z pokoju na piętrze.

W ciągu tygodnia przygotuję szczegółowy kosztorys dotyczący renowacji samego pałacu. – Przyglądał się sprężystym ruchom i pracy mięśni pośladków pod cienkim materiałem sukienki. Złapał się na tym, że uniósł rękę, by jej dotknąć, pomacać kształtną pupę. Gołą, pozbawioną bielizny. Majteczki tkwiły w kieszeni dżinsów. – Renowacją folwarku zajmiemy się w kolejnym etapie. – Przyspieszył, by zrównać się z nią i odegnać dziwaczną pokusę. – Musisz się zastanowić, co chcesz zrobić z folwarkiem. Jakie ma być jego przeznaczenie.

A jakie może być? – Coś ścisnęło ją w gardle, gdy spojrzała na profil mężczyzny. Echo miłości przetoczyło się przez nią. Uczucie, którego przecież nie znała.

To zależy. – Mile połechtało go, że pyta o radę. – Produkcja czegoś, kompleks wypoczynkowy, wynajem strzeżonych powierzchni magazynowych. Kiedyś to było małe, samowystarczalne miasteczko. Hodowano zwierzęta, uprawiano pola i przerabiano plony. Mieszkała tu służba, parobkowie, ale przyszła wojna i wszystko się rypło.

Majka przystanęła, olśniona pomysłem. Wiedziała, co chce zrobić, na co przeznaczyć folwark. Wyglądało na to, że oto spełnić się miało jej skryte marzenie. Że będzie pracować – to wiedziała. Nie wyobrażała sobie momentu, by jako pani na włościach zajmowała się tylko sobą i doglądaniem majątku.

Mam pomysł, ale musi mi się on wyklarować – mówiła zamyślona. – Za tydzień ci powiem. Teraz prowadź.

Olek otworzył usta, ale głos uwiązł mu w gardle. Odniósł wrażenie, że widział coś, jakiś ruch na końcu korytarza. Nie było takiej możliwości, chyba że zamieszkał tu jakiś nieproszony gość, ktoś bezdomny. Babcia zauważyłaby gapowicza, zadzwoniła po wnuka. Chociaż z drugiej strony miała już swoje lata. Mogło jej coś umknąć.

Zaczekaj tutaj. – Zastopował Majkę w miejscu, nakazując zostanie w połowie korytarza. – Zdawało mi się, że widziałem ruch.

Poznaj całą historię Majki i Olka

Dodaj komentarz