W ciemności cz. 2

Rozdział 2

W mieszkaniu dopadłem laptopa i włączyłem odtwarzanie. Przeżywałem teraz każdą sekundę ponownie. Słyszałem nasze szepty, oddechy, szelest pościeli, jęki.
Rozebrałem się i w ciemności, otoczony jedynie dźwiękami z głośników, pieściłem się ręką. Przez odgłosy nagrania przebił się inny, nowy.
Jęki Agnieszki.
Robiła to co ja!

Wyłączyłem odtwarzanie nagrania, wsłuchując się. Oczami wyobraźni widziałem jej palce drażniące najczulsze miejsce, to zaciskające się na piersi. Słyszałem oddech i inne, mokre odgłosy, szelest prześcieradła, po którym przesuwa się jej stopa, aż w końcu jęk. Cichszy niż wtedy, gdy wpijałem się w nią ustami. Czy myślała o mnie? Facecie bez twarzy? Musiała o mnie myśleć!

Chwilę później eksplodowałem po raz drugi tej nocy. Tak bardzo pragnąłem być w niej, trzeć o jej wnętrze. Znów nie poczułem ulgi, raczej chwilowe, bolesne zaspokojenie.
Cholera, uzależniłem się. Może za szybko, ale już byłem na głodzie. Wkrótce znów ją odwiedzę.

Usnąłem w fotelu, rozwalony od środka, nie wiedząc co z TYM dalej zrobić.
Gdybym był normalny, podszedł bym do niej na korytarzu w uczelni, zagadał i umówił się może. Dlaczego tego nie zrobiłem?! Prościej i normalniej. Widocznie nie jestem ani prosty, ani normalny.

Ale koniec końców, ona też nie pognała na policję, nie szlochała w poduszkę po moim wyjściu, tylko kontynuowała to co z nią robiłem.
Dobrze.

Znów ją odwiedzę…

***

Dzień po ostatniej nocy był ciężki.
Na zajęciach z wielkim wysiłkiem koncentrowałam uwagę na przedmiocie na tyle, by nie wyglądało na to, że przyszłam tylko posiedzieć. Coś zapisywałam, ale po zajęciach biegłam kserować notatki koleżanki. Pewnie zastanawiała się czy ze mną wszystko w porządku.
Jakim cudem obcy facet mógł sobie wejść i wyjść z mojego mieszkania jak z własnego? Przerażał mnie ten fakt, ale musiałam przed sobą przyznać, że również podniecał. To poczucie zdominowania, bycia zdobytą i bezbronną.
Czy tak mają wszystkie kobiety?
Czy przyjdzie do mnie i dziś?
Na wszelki wypadek zadzwonię do jakiejś firmy montującej alarmy.
Zawsze mogę nie włączać alarmu.

***

Po wejściu do mieszkania od razu włączyłem fonię z jej mieszkania.
Byłem po treningu, dzięki któremu wyrzuciłem z siebie trochę energii, ale i tak za mało.

Jeszcze nie przyszła. Dziwne, czekałem na jej powrót, jak na domownika, z którym żyję pod jednym dachem.

Około siedemnastej wróciła. Z dźwięków wywnioskowałem, że krząta się po domu, korzysta z komputera.

Halo – brzmiało to, jak rozmowa telefoniczna. – Chciałam zamówić usługę.

Słuchałem uważnie.

Tak – kontynuowała. – Na dzisiaj, jeśli to możliwe. Chciałam zamówić jakiś alarm przeciwwłamaniowy.

No niemożliwe! Złapałem telefon i zadzwoniłem do firmy. Musiałem sprawdzić czy to z naszych usług chciała skorzystać.
Bingo! Los był dla mnie bardzo łaskawy.
Wziąłem to zlecenie od bardzo zdziwionego tym faktem kumpla i pojechałem prosto do jej mieszkania.
Podekscytowany zapukałem do drzwi. Otworzyła i zdębiała dosłownie. Takiej reakcji oczekiwałem.

Cześć Adamie – wydukała. – Co ty tu robisz?
– Zamawiała pani usługę – uśmiechnąłem się. – No to jestem.
– Jaką usługę? – najwyraźniej lampka w jej mózgu jeszcze się nie zapaliła.
– Alarm – podpowiedziałem. – Dzwoniłaś do nas w sprawie alarmu, do firmy, w której pracuję?
– Aaa! Tak – machnęła ręką i znów się zaczerwieniła. – Wejdź – zaprosiła mnie gestem ręki. – Zaskoczyłeś mnie.
– Ładnie mieszkasz – wszedłem do mieszkania.
– Dzięki – skrzywiła nos. – Tak wyszło.
– No to czego ci potrzeba? – spojrzałem jej w oczy. – Obawiasz się kogoś i potrzebujesz alarmu?
– Nie… – zrobiła się czerwona jak burak. – To tak na wszelki wypadek.
– Oprowadź mnie więc po pomieszczeniach – poprosiłem. – Na jutro przygotuję ofertę. Ładny wisiorek – spojrzałem na srebro wiszące na jej szyi.
– Dziękuję, to cenna pamiątka po babci – pieszczotliwie dotknęła srebrnej łzy. – Nigdy się z nią nie rozstaję.
– Hmm – w mojej głowie zabłysła nowa myśl.

Wiedziałem już, jak być przy niej przez cały czas.

Wieczorem zastanawiałem się nad sytuacją. Założę jej alarm, więc nie będę mógł wejść swobodnie do jej mieszkania bez wzbudzania podejrzeń. Jeśli mimo załączonego alarmu przyjdę i go nie uruchomię, to wyjdzie na to, że albo alarm jest do niczego, albo znam hasło. Jeśli wejdę i go uruchomię, to też kupa…
Jutro przedstawię jej kilka opcji alarmu, pewnie jakąś wybierze, pojutrze założę. No dobra, mam jeszcze dwie noce.

Tej nocy słuchałem tylko. Musiałem się dowiedzieć, czy uśnie, czy będzie na mnie czekała.
Nie zawiodłem się, usnęła około trzeciej, czyli czekała.
Tak to sobie przynajmniej tłumaczyłem.

W piątek po południu przyjechałem do niej z kilkoma wariantami alarmu, objaśniłem zasadę działania i różnice pomiędzy nimi.

Nie wyglądało na to, żeby chciała się mnie jak najszybciej pozbyć. Zaproponowała herbatę, a ja przyjąłem propozycję tym bardziej, że nie zauważyłem wisiorka na jej szyi. Miałem co do niego pewien pomysł. Problemem było tylko namierzenie go.

Czy mogę skorzystać z ubikacji? – to dawało mi szansę.
– Oczywiście – odparła. – Do końca korytarza i w lewo.

Pamiętałem rozkład mieszkania, jej sypialnia była po prawej na końcu tegoż korytarza. Poszedłem więc i skręciłem w prawo. Zawsze mogę powiedzieć, że się pomyliłem. Wszedłem do jej pokoju i gorączkowo rozglądałem się w poszukiwaniu breloczka. Na szczęście leżał na nocnej szafce obok łóżka. Wyciągnąłem z kieszeni pudełeczko, a z niego mikronadajnik, który zakropiłem szybkoschnącym klejem i pensetą wcisnąłem przez jeden z otworów zdobiących wisiorek do jego środka. Delikatnie odłożyłem na miejsce i wyszedłem z sypialni. W ubikacji spuściłem wodę, umyłem ręce i poszedłem z powrotem do kuchni.

Dzięki nadajnikowi mogłem teraz słyszeć ją zawsze, gdy miała wisiorek na szyi. Mogłem również monitorować miejsce jej pobytu na mapce w telefonie. Nadajnik miał jeden minus, podsłuch działał tylko wtedy, gdy byłem w jego zasięgu, czyli do pięćdziesięciu metrów maksymalnie.

Wiem, trochę to chore, ale to zboczenie zawodowe. Zajmowałem się tym na co dzień. Gdybym był cukiernikiem, pewnie przynosiłbym jej babeczki z kremem, albo marzył o polukrowaniu jej cipki. Tymczasem marzyłem by ją… permanentnie inwigilować.

Zastanów się nad tymi alarmami – zwróciłem się do niej. – A po weekendzie daj znać co wybrałaś.
– No tak – uśmiechnęła się patrząc na mnie spod rzęs. – Jutro widzimy się w szkole.

Dzisiaj widzimy się tutaj – pomyślałem i ślinka pociekła mi już na wspomnienie jej smaku, a spodnie zaczęły się wypełniać.

Tak więc do jutra – szybko wstałem, by przerwać tok myśli kierunkujący się na to, co planowałem.
– No to do jutra – minę miała trochę zawiedzioną, co zarejestrowałem z zadowoleniem.

Wieczorem przekąsiłem coś na szybko, otoczony dźwiękami niesionymi z jej mieszkania poprzez głośniki. Stwierdziłem, że zaczynam się przyzwyczajać do tego naturalnego hałasu. Przemknęło mi przez głowę, że może tego mi właśnie brakuje, takiej codziennej obecności drugiej osoby, jej dźwięków, zapachu… miłości?

Nie zaznałem jeszcze tego, nie kochałem dotąd, nie zależało mi nigdy na nikim tak naprawdę. Ciekawe jak by to było, nie móc usnąć bez tej osoby obok, pragnąć jej, śmiać się z nią i milczeć bez skrępowania.

Wszystkie dotychczasowe związki oparte były na seksie, bliskość i uczucie nie wchodziły w grę. Chociaż słowo „związki” jest chyba zbyt poważne. Tym razem moje zainteresowanie Agnieszką było inne, choć nie wiedziałem dlaczego.
Chciałem ją poznać.

O pierwszej w nocy słyszałem jak spokojnie oddycha, nie przewraca się w łóżku, śpi.
Wstałem, ubrałem się i wyszedłem z mieszkania. Zaparkowałem tam, gdzie ostatnio i wszedłem do klatki schodowej. Postałem pod jej drzwiami i uspokojony ciszą, włamałem się do jej mieszkania. Ogarnął mnie spokój zaprawiony dreszczykiem poczucia… władzy? Znów byłem w jej sypialni i znów widziałem ją śpiącą i bezbronną.

Usiadłem na łóżku obok niej.

Witaj – szepnąłem. – Czekałaś na mnie?

Cisza, ale poczułem, że drgnęła.
Będzie udawała, że śpi? Ok, pobawmy się w ten sposób.
Położyłem się obok niej, wślizgując pod kołdrę. Dotknąłem jej, była naga.

Jestem – wargami dotykałem jej ust. – Czekałaś?

Nie było odpowiedzi.

Marzyłem o tej chwili – mówiłem, całując ją równocześnie. – O twoim zapachu i smaku – dłońmi poznawałem jej ciało. Z biodra dłoń przesunąłem na jej pośladek. – Nie mogłem się doczekać twojej wilgoci – palcami badałem przedziałek pomiędzy jej pośladkami, docierając do wilgotnej szparki, czując jak odgina biodra nakierowując się na moje palce. – Czekałaś?

Cisza, tylko jej przyspieszony oddech.

Dodaj komentarz