Wakacyjny epizod cz. 27

Rozdział 27

Skwierczenie

IZA

Po nieskończenie długiej chwili udało mi się od niego odsunąć na tyle, by nie usnąć za moment na nim i z nim wewnątrz.

Chciałam zadać pytanie, ale znów część odpowiedzialna za mowę przeszła na zasilanie awaryjne i odmówiła współpracy. Po prostu siedziałam i patrzyłam na najbardziej niespodziewanego faceta pod słońcem. Przecież ja bym w życiu nie wymyśliła takiego scenariusza! Ledwie poznałam faceta i co? Gdyby nie brane przeze mnie tabletki antykoncepcyjne, pewnie nosiłabym już jego dziecko pod sercem, a przynajmniej się tego obawiała. Jakim cudem ja tak zgłupiałam?! Przez kawał fiuta?

No właśnie nie tylko, bo i przez oczy, w których właśnie tonęłam i usta, które całowały mnie dzisiaj po raz pierwszy. I znów Aleksander pochylał głowę, by pocałować mnie w szyję.

– Olek! – stęknęłam. – Przerwa!

– Ale dlaczego? – Przygryzł delikatnie skórę na moim obojczyku, a ja odkryłam przy okazji jeszcze czulsze miejsce erogenne, niż uszy i skóra głowy. – Gdzie się spieszysz? Powtórzmy to jeszcze raz. – Całował mnie między słowami. – A potem ponownie i znowu.

– Ja muszę się odsunąć! – Wysupłałam się z spomiędzy jego ramion i umknęłam przed ustami, które na każdym dotkniętym miejscu na ciele, pozostawiały ślad ognia. – Muszę pomyśleć i odetchnąć! Puść mnie!

I zsunęłam się niezgrabnie na fotel kierowcy, zostawiając oszołomionego Olka. Słodko rozczochranego, z wciąż stojącym, błyszczącym naszymi sokami fiutem i miną, na widok której ścisnęło mnie w brzuchu. Jego palące spojrzenie obiecywały jedno – ostre i długie pieprzenie.

Zakryłam twarz dłońmi, by go już nie widzieć. Nie patrzeć na obietnicę czegoś, czego nie powinnam odrzucać. A jeśli się to nie powtórzy? Jeżeli to było jednorazowe i pod wpływem impulsu? Teraz dotrze do niego, że pieprzył się z gówniarą, która być może się nie zabezpieczyła. Teraz go będzie chciała złapać na ciążę, bo przecież jego bogactwo krąży już legendą w sołectwie!

– Idź już! – Wskazałam mu drzwi, nie patrząc już na sterczące zaproszenie.

– Ale jak to mam iść? – Ewidentnie teraz to ja go zaskoczyłam.

– Oddaj mi swoje spodnie i wyjdź z auta! – Podniosłam głos. – Bo nie umiem przy tobie myśleć! I wdupię w drzewo, albo zostanę tu z tobą do nocy.

Kup poprzedni tom pt. "Worek treningowy"! Ebook kupisz u mnie w sklepie, ale możesz też czytać na Legimi i w EmpikGo

Dodaj komentarz