Wakacyjny epizod cz. 28

Rozdział 28

Nowa rzeczywistość

IZA

Do obozu wróciłam po dwudziestej drugiej. Po pierwsze dlatego, że usnęłam za kierownicą w pozycji siedzącej i przespałam pięć godzin! Seks w aucie rozbił mnie na atomy i tyle czasu zeszło mi, nim udało mi się pozbierać. Gdy obudziłam się o dwudziestej stwierdziłam, że wyglądam, jak psu wyjęta z gardła. Gdyby ktoś na mnie spojrzał i ocenił, z całą pewnością wiedziałby, że jestem po seksie. Ba! Po najlepszym ruchaniu w życiu! I pomyśleć, że za drugim, dokończonym razem, to ja sama wzięłam go sobie i zerżnęłam.

Każdorazowo, gdy o tym myślałam, coś zaciskało mi się w brzuchu. Uczucie przypominało głód i chęć wysikania się, pomieszane z podekscytowaniem czymś, co mnie czeka i strachem, bo to przecież było nieodpowiedzialne. Co z tego? Ciało wołało, że chce więcej niż otrzymało. Miało do dyspozycji faceta, którego ciągnęło do mnie równie mocno.

Po przebudzeniu wysiadłam z auta i zaciskając na tyłku spodnie Olka, ściągając je mocno paskiem, poczłapałam na jedną z plaż, na którą trafiłam podczas spaceru. Była niewielka i z całą pewnością nie zmieścilibyśmy się tutaj z dzieciakami. Nie było też pomostu, a skoki z pomostu same w sobie były ogromną atrakcją. Był tu natomiast spokój i dziewiczość przyrody i niepołamane trzciny rosnące wzdłuż brzegu. Rozebrałam się szybciutko i naga weszłam do wody.

To była chwila, o której wiedziałam, że zapamiętam ją na całe życie. Ciepło wody, cisza, czy raczej gwar przyrody, świerszczy, które przygotowywały się do wieczornego koncertu i ptaków w koronach drzew. Położyłam się w wodzie, pozwalając, by promienie wieczornego słońca pieściły skórę brzucha i nagie piersi. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek zespoliła się z przyrodą aż tak bardzo. W tej jednej chwili czułam, że jestem jej częścią i znalazłam się w najwłaściwszym miejscu na Ziemi. Było mi tak dobrze i błogo, jak nigdy. Do momentu, gdy dłonią zawędrowałam między uda. Byłam spuchnięta i śliska. Palce dotknęły nadwrażliwą łechtaczkę, w efekcie jęknęłam i chlupnęłam pod wodę. Na szczęście nie zachłysnęłam się nią, ale stanęłam na dnie.

Nie macać krocza, bo jest zbytnio pobudzone. I jak ja niby mam mu pozować następnego dnia, skoro jedynym co mi się wyświetla w umyśle jest jego twardy i gorący…

– Ja pieprzę – westchnęłam, zanurzając się pod wodę z otwartymi oczami.

Kup poprzedni tom pt. "Worek treningowy"! Ebook kupisz u mnie w sklepie, ale możesz też czytać na Legimi i w EmpikGo

Dodaj komentarz