Wakacyjny epizod cz. 29

Rozdział 29

Trzęsienia ziemi

Tomek

Filip zachowywał się inaczej, niż bym to przewidział. Nie nastawał na mnie, nie próbował dotknąć, czy pocałować. Oczekiwałem tego, a tymczasem rzucał mi jedynie zagadkowe spojrzenia, które powodowały jedynie to, że wzbierało we mnie pragnienie. Dokładnie tak to czułem, jakby głód jego dotyku rósł, a ukradkowe spojrzenia były czymś intymnym i tak intensywnym, jak dotyk. To, gdy na dłuższą chwilę zatrzymał spojrzenie na moich ustach, po czym delikatnie przygryzł dolną wargę było niczym kopniak w brzuch. Pozytywny i przyjemny, lecz tak fizyczny i namacalny, że musiałem się bardzo skupić by wyłączyć myśli. Dlaczego? Bo miało to miejsce na zaśmierdłej stołówce w momencie, gdy śniadanie zbliżało się ku końcowi. Siedziałem naprzeciw niego przy szerokiej ławie i aż podskoczyłem, czując jego stopę na łydce. Jeden z siedzących obok mnie chłopaków spojrzał na mnie zdziwiony, ale udawałem skupienie na potrawie, więc stracił zainteresowanie mną. Nie czułem smaku, natomiast mrowienie wędrujące od łydki, po której przejechał stopą było tak dojmujące, że mógłbym teraz napić się i ciepłe wódki i pewnie nie poczułbym jej ohydnego smaku. Młodziaki wstawały, odchodziły od stołu. W końcu wstał i Filip, na którego starałem się nie patrzeć. Ja niestety musiałem jeszcze posiedzieć i uspokoić się, bo mi stanął! Od muśnięcia stopą mojej łydki i świadomości, że to ledwie obietnica tego, do czego mogłoby między nami dojść.

– Idziesz? – Pani Ula zawołała mnie od drzwi, gdy w sali jadalnej zostałem już tylko ja i troje młodszych maruderów.

– Tak, już się zbieram – wstałem powoli z nadzieją, że nie świecę wybrzuszeniem w spodenkach.

Szybki rzut oka w dół uspokoił mnie. Na szczęście dzisiaj założyłem luźny t-shirt, dzięki czemu nie rzucało się to w oczy. Po wyjściu ze stołówki nie rozglądałem się, by nie napotkać niebieskiego spojrzenia Filipa. Już nie powoli, ale coraz szybciej dojrzewałem do tego, by podejść do niego i wziąć sobie pocałunek. Pewnie nie skończyłoby się na nim i najpewniej chciałbym więcej. Czy byłem na to gotowy, tego nie wiedziałem. Coraz bliżej znajdowałem się momentu, gdy nie sposób cofnąć się przed spróbowaniem, sprawdzeniem i przekonaniem się, czy to wszystko dzieje się tylko w mojej głowie, czy faktycznie zbliżam się do czegoś ważnego. Na tyle wyjątkowego, że ucieczka od tego będzie się równała samobójstwu. Skazaniu się na zwykłe i bezpieczne smakowanie życia. Czy odważę się?

Kup poprzedni tom pt. "Worek treningowy"! Ebook kupisz u mnie w sklepie, ale możesz też czytać na Legimi i w EmpikGo

Dodaj komentarz