Wakacyjny epizod cz. 7

Mam do Ciebie pytanie, a zarazem prośbę. Ta historia opowiada o młodzieżowym obozie letnim i poszukuję osób, które znają się na takich „imprezach” i zechcą być moim wsparciem merytorycznym. Udzielą mi informacji w temacie przepisów, liczebności grup i odpowiedzą na pytania, jak to wygląda oecnie. Nigdy nie byłam wychowawcą grupy, a chciałabym, żeby było realnie i „nie głupio”.

Jeśli masz o tym pojęcie (nie musisz wiedzieć wszystkiego) to bardzo proszę Cię  kontakt na adres kontakt@monikaliga.pl

Rozdział 7

Ognisko w lesie

IZA

Musiałam się bardzo pilnować, by nie wodzić maślanymi ślepiami za Tomkiem. Denerwowało mnie, że tak spijam widok tego człowieka. To potwierdzało jedynie, że jestem próżną laską, która leci na jego samczy wygląd i piękną powierzchowność. Zmuszałam się, żeby nie spoglądać za nim do momentu, gdy zniknął mi w końcu z oczu. Od pani Uli dowiedziałam się, że poszedł z innymi nazbierać drewna na ognisko. Ja z pani Urszulą zajęłam się nakrawaniem kiełbas. Sandra zawiadowała dzieciakami, by nie rozpełzły się poza granice obozu.
Musiałam przyznać, że dziewczyna była stworzona do tego. Tak młodsi, jak i starsi, bez mrugnięcia okiem i jakiegokolwiek protestu, wykonywali jej polecenia. W końcu dziewczyny poszły do domków, by przygotować się do ogniska, choć podejrzewałam, że chodziło bardziej o dyskotekę. Moje podejrzenia potwierdziły się, gdy zobaczyłam ich buzie. Przemalowane niedopasowanym do wieku makijażem, plus biżuteria, która wyglądała jak kwiatek do kożucha. Ważne było jednak to, że wyglądały na zadowolone, pewnie
siebie i własnej atrakcyjności.

***

TOMEK

Zima na ramiona moje spadła
Niewinnością białym śniegiem
Pierwsza gwiazda już na niebie
Nie ma nie ma ciebie …”

Gdy usłyszałem głos pani Uli, właścicielki ośrodka zrozumiałem, czemu kocha życie na takim zadupiu. Brzmiała, jak trąba jerychońska. Czyste brzmienie potężnego głosu tak bardzo nie pasowało do jej drobnej budowy ciała, że chyba rozdziawiłem z niedowierzaniem usta. Nie tylko mnie zaskoczyła. Większość zgromadzonych wpatrywała się w nią oniemiała do momentu, gdy śpiewem i grą na gitarze, dołączył do niej syn.
Gdyby jeszcze zaśpiewali jakiś hit disco polo w stylu „Ona tańczy dla mnie”, nie zatchnęłoby mnie aż tak. Czyste wykonanie utworu jednej z moich ulubionych, polskich piosenkarek, rozwaliło mi system. Totalnym nokautem stała się asysta blondi, gdy z radosnym, pełnym zachwytu uśmiechem, dołączyła do śpiewu.
Poczułem, że do oczu napływają mi łzy. Dosłownie! Nie byłem przygotowany na tak czyste i naturalne zjawisko. Opuściłem głowę, i wpatrując się w pobielałe od zaciskania na trzymanym patyku palce, mrugałem, by opanować emocje.
Starałem się nie przyglądać im nachalnie, by nie zauważyły, jakie wrażenie na mnie robią. No bo płaczący facet? Za Chiny ludowe!

Chyba mi się udało. Za to kiełbasę spaliłem na węgiel.

_____

Robię eksperyment i bardzo Cię proszę o wyrozumiałość. Aby dotrzeć do jeszcze większej liczby Czytelników, postanowiłam wejść na Wattpad 🙂 Dlatego też od teraz będę Cię przekierowywała na konto i kolejne części tej historii właśnie tam. Dziękuję za zrozumienie.

Kup poprzedni tom pt. "Worek treningowy"! Ebook kupisz u mnie w sklepie, ale możesz też czytać na Legimi i w EmpikGo

Dodaj komentarz