Worek treningowy cz. 1

Tutaj znajdziesz inne odcinki audiobooków!

Rozdział pierwszy

Wyprowadzała ciosy z impetem. Waliła w worek pięściami i czuła, jakby okładała nimi swoją przeszłość.

Dotąd w siłowni korzystała wyłącznie z urządzeń, głównie z bieżni. Dziś jednak potrzebowała czegoś, co wyeksploatuje pokłady wściekłości. Wybrała więc worek treningowy.

Jeden z paznokci, czy właściwie jego żelowa nadbudowa, wyprysnął w bok, po chwili odbił się od podłogi.

Kurwa mać – zaklęła, marszcząc nos. – Taki ładny byłeś, ale się spierdzieliłeś.

Magda. Lat dwadzieścia dziewięć. Długonoga, długowłosa blondynka. Kobieta tuż po rozwodzie, który wciąż negatywnie bulgotał w jej ciele i w duszy.

Jej małżeństwo od początku było pomyłką, którą popełniła pod wpływem zauroczenia Krzyśkiem. Oboje nie słuchali, gdy rodzice tłumaczyli, że zawarcie związku w wieku osiemnastu lat, to zbyt poważny i mało przemyślany krok.
Dla nich liczyło się tylko to co czuli w sercach i duszach, oraz młodzieńcza miłości, która nimi zawładnęła. Wiedzieli lepiej. Byli już pełnoletni. Nie potrzebowali rad. Tak sądzili.

Był kościół, biała suknia i welon, bo przecież bez Boga nie ma prawdziwego małżeństwa. Niestety i on nie pomógł.
Decyzj
ę o ślubie podjęli po dwu miesiącach znajomości, a małżeństwo przetrwało ledwie pięć lat. Miłość wygasła dużo wcześniej, zmieniając się w niechęć, w końcu w nienawiść.

A miało być tak wspaniale. Mieli podbić świat. Szczęście miało być im pisane. Bez opcji na zły scenariusz. Tylko radość, przeplatana drobnymi zmartwieniami.

Stało się inaczej. Drobne konflikty, zaczęły urastać do rangi problemów, nie do pokonania. Większość wynikała z faktu, że Krzysztof nie chciał mieć potomstwa. Uważał bowiem, że zbyt wiele zła jest na świecie, by powoływać nań kolejne istnienie. Mówił, że jeśli inni mają takie pragnienia, to ich zmartwienie. On chciał spędzać czas tylko z Magdą. Mieli być zapatrzeni w siebie, ewentualnie patrzeć w jednym, wspólnym kierunku. Nikt nie miał im w tym przeszkodzić. W szczególności dziecko.

Z czasem jednak coraz mniej ich łączyło. Tematy do rozmów wyczerpały się. Łóżko, czy raczej seks stał się tym, co odrzucało najsilniej. Pożądanie znikło. Magda nie pragnęła już Krzysztofa, bo po co? Seks spłycił się do poziomu potrzeby fizjologicznej. Więź psychiczna już dawno prysła niczym bańka mydlana.
Rozbieżne marzenia pokonały węzeł małżeński. Poluzowały go, w końcu skruszyły.

Świat Magdy legł w gruzach w momencie, gdy Krzysztof oznajmił jej pewnej niedzieli, że odchodzi do innej kobiety. Młodszej, bardziej mu przychylnej. Powiedział: „potrzebuję kogoś, z kim więcej mnie łączy”. Najmocniej potomek, którego tamta nosiła pod sercem.

Magda poczuła się, jakby dostała w twarz, choć lepszym określeniem byłoby to, że uczucie było podobne do założenia jej na głowę foliowego worka i odcięcia tym samym dopływu tlenu.

Najpierw były łzy rozpaczy, do kompletu torsje i niechęć do jakiegokolwiek działania. Najchętniej nie wstawałaby z łóżka, lecz usnęła głębokim, pozbawiającym czucia snem. Najlepiej na zawsze. Stan, który wzięła za depresję ewoluował, zmieniając się w złość, a w końcu we wściekłość.

Pani Magdo. – Osobisty instruktor wyrwał ją z zapętlenia w gorzkich myślach, które odbijały się w mocy uderzeń w worek. – Chce pani palce połamać? Tego sprzętu używa się w ochraniaczach.
– Ma pan rację, panie Dareczku. – Zreflektowała się – Wkurzona jestem, jak jasny gwint. Musiałam się wyżyć, bo pięć kilometrów na bieżni nie pomogło.
– Rozumiem. – Pokiwał głową, potarł brodę. – Chce pani poboksować jeszcze?
– Bardzo – przyznała z miną niewiniątka, która niewiele miała wspólnego z morderczymi instynktami jakie w niej buzowały. – Zwłaszcza w byłego męża.
– Dobrze. – Na twarzy instruktora widziała pełne zrozumienie dla szalejących emocji. – Podeślę pani Emila z ochraniaczami. – dodał, rugając Magdę wzrokiem. – Do tego czasu nie tyka pani worka! Proszę iść napić się wody, odetchnąć i za pięć minut wrócić.

Uśmiechnęła się walcząc z pokusą, by jeszcze raz przywalić w worek.

Dobrze – mruknęła do siebie pod nosem. – Poczekam, pójdę do garderoby, uzupełnię płyny. Worek później zabiję. Jeśli mi się spodoba, to następnym razem przykleję zdjęcie mojego byłego.

W szatni przetarła ręcznikiem twarz, ścierając pot. Napiła się kilka łyków wody, po czym spokojniejsza i gotowa na zmasakrowanie worka, wróciła do sali.

Była poranna godzina, więc siłownia świeciła pustkami. Wysoki standard ośrodka sportowego i ceny, jakie tutaj obowiązywały, odstraszały spoconych małolatów. O tej godzinie poza nią ćwiczyły tylko dwie kobiety i jeden mężczyzna. Wszyscy troje w wieku około czterdziestu lat. Najstarsza kobieta pod okiem osobistego trenera.

Magda zawsze zastanawiała się, jakby to było mieć do dyspozycji kogoś, kto pilnuje cię i narzuca ilość powtórzeń. Na pewno byłoby to motywujące i pomagało wytrwać w wysiłku. Chociaż obecnie nikt nie musiał jej namawiać do wyżycia się w ruchu fizycznym. Mordercze instynkty domagały się urealnienia nawet, gdyby ofiarą miał być worek treningowy.
Lubiła tu przychodzić również dla tego, że ćwicząc nie musiała się obawiać obmacujących ją wścibskich spojrzeń. Instruktorzy byli porządnie przeszkoleni i uczuleni na nadmierne ambicje swoich
podopiecznych. Gdy tylko któryś forsował się zbytnio, dostawał reprymendę, niczym uczniak.

Magda poprawiła czarną, plastikową sprężynkę, którą spięła włosy. Topem dokładniej okryła stanik. Od ekspresyjnych ruchów, jego obrzeże wystawało z dekoltu. Czuła, że jest gotowa wyrzucić z siebie złe emocje i przelać je na worek treningowy – obecnie symbol eksmęża.

Jednak to co zobaczyła po powrocie do sali zaskoczyło ją kompletnie, wprawiając w osłupienie. Obok worka stał mężczyzna. Był odwrócony do niej tyłem.

Właściciel najkształtniejszego męskiego tyłka, pod Słońcem. – Uśmiechnęła się do siebie w duchu.

Zawiesiła wzrok na jego pupie i na tej właśnie czynności została przyłapana. Nie zdążyła w porę odwrócić oczu. Wszystko przez porównanie tego seksownego tyłeczka, z zadkiem byłego męża, który z tym tutaj nie miał żadnych szans. Emila był doskonały.

Ponoć chce pani poboksować? – Zapytał mężczyzna obrzucając Magdę kpiącym spojrzeniem czarnych oczu.

I po zachwycie. Wkurzyła się, bo była przyzwyczajona do bycia traktowaną w zupełnie inny sposób.

Obcy facet. Mój instruktor – warczała w myślach. – Płacę mu, a on tak bezczelnie robi mi przysłowiową „obcinkę”?!

Dzień dobry. – Postanowiła zachować dystans. – Pan Emil, jak domniemam.
– Dokładnie. – Nie uśmiechał się już, trafnie odczytując zachowanie kobiety. Jednak jego oczy nadal przymrużone i skupione jawnie z niej kpiły . – Mam przypilnować, by się pani nie uszkodziła.

Nie zareagowała na żart. Stan psychiczny i nastrój, w którym Magda tkwiła od miesięcy, nie kwalifikował jej do flirtowania nawet z takim przystojniakiem. Wściekłość, którą czuła przez większość dnia, teraz w niej wrzała, podgrzana głupim zachowaniem tego mężczyzny. Postanowiła, że nie będzie się odzywać. Zastanawiała się również, czyją twarz będzie widziała na worku treningowym. Eksmęża, czy może jednak tego tu obecnego, Emila.

Zacznijmy od ochraniaczy. – Instruktor podniósł je z podłogi. Podszedł do Magdy, patrząc jej w oczy. Uwięził ją spojrzeniem. Znów uśmiech błąkał mu się po twarzy. – Ręka – rzucił krótko.

Podała dłoń. Odruchowo. Bez zastanowienia.

Jak pies, któremu wydano komendę! – Złajała się w duchu. – Jak suka!

Umawiamy się, że wykonuje pani moje instrukcje. – Trochę zbyt mocno zacisnął pasek, zaczepiając go przy pomocy rzepu, okalającego jej nadgarstek. – Jeśli będzie inaczej, przerwę trening. Druga ręka.

Wykonała polecenie, zaciskając szczęki.

Walisz – rzucił krótko, odstępując krok w tył, płynnie porzucając oficjalną formę zwracania się „per pani”. – Pokaż, co źle robisz.

W odruchu na te słowa, miała ochotę przywalić tyle, że nie w worek, a w Emila. Wycelować w jego szczękę i uderzyć prawą pięścią, a po chwili poprawić lewą. Odwróciła się jednak w kierunku worka i uderzyła z całą mocą raz, drugi i trzeci.

Dobra, przestań – rzucił krótko. – Po pierwsze dłonie.
– Co z nimi? – warknęła.
– Zginasz nadgarstek, to jedno – wyliczał spokojnie, biorąc jej dłoń we własne. – Nie odginaj go. Nadgarstek ma być w linii prostej z przedramieniem. – Zacisnął palce w miejscu, o którym mówił, po czym klepnął w nie dla podkreślenia słów. – Wyciągnij kciuk na zewnątrz chyba, że chcesz go sobie wybić. – Znów pokazał, o co mu chodzi. – Wyprowadzaj ciosy kośćmi palca wskazującego i sąsiedniego, nie z całej pięści. To na początek. Zapamiętałaś, czy powtórzyć?
– Zapamiętałam. – Musiała przyznać, że zaskoczył ją tym, że aż tyle zauważył w ciągu kilkunastu sekund!
– Zacznijmy od rozgrzewki.
– Ok – zgodziła się ostrożnie.
– Stań prosto i wykonuj ruchy ramion. – Podszedł do Magdy, stanął za jej plecami i dłońmi zmusił barki, do zataczania okręgów w tył.

Czuła delikatny ucisk jego palców na swoich barkach. Nie potrafiła odbierać tego, jak instruktarz. Bardziej, jak pieszczotę. Czy zawsze dotykał instruowanych w ten sposób? Czy tak można? Dla Magdy było to zbyt intymne. Spięła ramiona, a on musiał to wyczuć.

Dobrze – mruknął, przerywając galop jej myśli.

Nie powinien mruczeć – myślała. Tembr jego głosu skojarzył się jej z całkowicie inną sytuacją. Z seksem. – Czy tak samo wypowiedziałby słowo „dobrze”, gdybym uklękła przed nim i… Jasny gwint! O czym ja myślę? – Zrugała samą siebie.

I wtedy przyszła kolejna myśl, że nie kochała się z mężczyzną od roku. Od roku! Nadmiar energii seksualnej rozsadzał ją.

Może to nie złość na Krzyśka. – Zabłysło jej w głowie. – Może to po prostu niewyżycie seksualne.

Teraz się pochyl. – Znów erotycznie zabrzmiało to w uszach Magdy. Dwuznacznie. – Zataczaj dłońmi okręgi, jakbyś mieszała wodę w wiadrach.

To już było mniej seksualne.

Później przyszła pora na pajacyki, przysiady, rozgrzanie bioder, kolan i nadgarstków.
Już po samej rozgrzewce była spocona i zdyszana.

Ebook kupisz u mnie w sklepie, ale możesz też czytać na Legimi i w EmpikGo

Ten post ma jeden komentarz

  1. izzi.79

    Świetnie zapowiada się ta historia.

Dodaj komentarz