Bardzo się cieszę, że tu jesteś. Pozwól, że się przestawię

Monika Liga

Jestem Monika Liga i piszę, a także publikuję w sieci romanse erotyczne od lat.
Kiedyś robiłam to pod pseudonimem Mikakamaka, tak też nazywała się moja pierwsza stron.

Na chwilę obecną wydałam szesnaście książek i zajęło mi to niespełna trzy lata. Piętnaście tytułów wydałam samodzielnie i jedną z wydawnictwem. Już z samych liczb wynika, że świadomie wybieram selfpublishing, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała tego, jak wygląda współpraca z wydawnictwem.

Poza wydaniem książek w formie papierowej, część historii pojawiła się wyłącznie jako e-booki.

Większość historii wypuszczam w świat również w formie audiobooka. Część przekazałam do nagrania Empikowi i to na platformie EmpikGo jest ich obecnie najwięcej. Jestem fanką formatu audio, bo (jako osobie z ADHD) ten sposób przyjmowania treści jest mocno uwalniający.

Część audiobooków nagrałam z firmą zewnętrzną, a kilka z lektorami, którym zlecałam nagranie. Sama również nagrywam, bo jestem podcasterką i to znów rozległy temat, który poruszę przy innej okazji.

Za jeden z audiobooków nagrany przez Empik, otrzymałam nagrodę w 2022 roku. Powiem Ci tylko, że to było dla mnie ogromne wyróżnienie i choć płaczę głównie na bajkach Disneya, to po przyznaniu mi nagrody, beczałam jak bóbr przez bite trzy dni. Oczywiście z radości i szczęścia, czemu dałam wyraz w jednym z moich podcastów #ligaletter, które wysyłam do moich czytelników, jako newsletter w formacie audio.

Prowadzę trzy różne podcasty:

 

PoProstuPisz – Klub Pisarza by Monika Liga” służy przekazywaniu wiedzy i doświadczeń zarówno moich, innych pisarzy jak i osób z pisarskiego świata, lub z nim związanych. Wiem, jak wiele osób szuka tych informacji i to do nich jest skierowany., ponieważ wiedza podawana w różnych źródłach jest tak pogmatwana, że ciężko jest wyrobić sobie zdanie na jakiś temat i znaleźć pomocne informacje.

Audiobooki i romanse erotyczne by Monika Liga” to drugi kanał, w którym publikuję sample moich książek i opowiadań. Niektóre czasowo udostępniam w całości, by dać się poznać Czytelnikowi, a we wstępie do odcinka opowiadam o samej książce i inspiracjach do niej.

Ligaletter”, o którym wspomniałam wcześniej, to, jak go nazywam, swobodny przepływ moich pogmatwanych myśli. Opowiadam w nim o tym, co mi się kotłuje w głowie i nagrywam go zazwyczaj bez planu, dając się ponieść słowom.

Testuję wszystkie możliwe sposoby dotarcia do czytelnika z książkami, e-bookami i audiobookami. Zarówno socialmedia (Instagram i Facebook, Tweeter, TikTok, Linkedln, Pinterest), platformy podcastowe, YouTube, oraz platformy do udostępniania swojej twórczości, jak na przykład Wattpad. Niektóre lubię i działam na nich intensywnie, część testuję, mimo że za nimi nie przepadam, a niektórych nie cierpię i po krótkim epizodzie opuszczam, by się nie rozdrabniać i nie tracić na nie cennego czasu.

Zdecydowanie najbardziej lubianą przeze mnie formą jest podcastowanie i to właśnie z podcastu trafia do mnie najwięcej czytelników.

Kolejnym moim zasobem jest „postawienie” przeze mnie kilku stron internetowych i sklepu.

Nauczyłam się tego dzięki kursom internetowym, by nie musieć prosić o każdą pierdołę i płacić za to. Poprawka! I tutaj zaliczyłam wiele złych decyzji i inwestycji i to one pchnęły mnie do nauczenia się czegoś, o czym nie miałam pojęcia i zarzekałam się, że JA SIĘ DO TEGO NIE NADAJĘ.

Życie zweryfikowało ten pogląd, pokazując, że albo się przemogę i zgłębię wiedzę, albo będę stopowana przez pseudo-fachowców, ale to znów rozległy temat i poruszę go w kolejnych rozdziałach i przy wielu okazjach adekwatnie do omawianego tematu.

Skąd wzięło się moje pisanie?

Przez dwadzieścia lat byłam gastronomem i wraz z mężem prowadziłam sieć lokali w centrach handlowych i w centrum rozrywki. Do pewnego momentu było pięknie i obficie, ale podjęcie jednej błędnej decyzji spowodowało, że z miesiąca na miesiąc nasze oszczędności zaczęły topnieć. Wynajęliśmy niewielki lokal w hipermarkecie, który był martwy. Dosłownie! Mimo doskonałego umiejscowienia w centrum miasta, w pobliżu rynku i na przecięciu wielu ścieżek, po których płynęły setki ludzi, obiekt był pusty, a klienci omijali go szerokim łukiem. Krążyły na jego temat różne „cudowne” historie, że budynek postawiono na terenie starego cmentarza, że w nim straszy i że sama ziemia pod nim jest przeklęta. Osobiście nie doświadczyłam tam zjawisk paranormalnych, nie widziałam duchów, ale może ze zmęczenia. Spędziłam w tym lokalu ponad rok życia, jeżdżąc do pracy ponad godzinę w jedną i godzinę w drugą stronę, by spróbować „rozkręcić” lokal. Niestety bezskutecznie. Tamten okres uważam za najczarniejszy w moim życiu.

Zaczęłam popadać w czerń myśli, a depresja zjadała mnie po atomie. Wtedy nie wiedziałam, że to ta choroba, bo to perfidna franca, która zagarnia umysł po kawałeczku. W pewnym momencie doszłam jednak do stanu, w którym jaźń była tak umęczona, że przestałam spać. Około pierwszej w nocy zapadłam w drzemkę, a po godzinie budziłam się i to był koniec wypoczynku. Wpadałam w lej czarnych myśli, płakałam cicho i wymyślałam dla siebie najgorsze scenariusze.

Długi rosły, bo czynsze (i opłaty dodatkowe) w centrach handlowych to zawsze kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie. Mąż próbował wykaraskać nas z układu z centrum, ale umowy są skonstruowane tak, byś jako najemca musiał spieniężyć wszystko, co się da, nim zostaniesz wypuszczony ze zobowiązania.

Od razu zaznaczę, że zdaję sobie sprawę z faktu, że to niczyja, jedynie nasza wina, iż wpakowaliśmy się w tę umowę i ponieśliśmy konsekwencje. Nie będę się nad tym rozwodzić, powiem jedynie, że w końcu udało się rozwiązać współpracę i rozpocząć długi proces wracania na prostą.

Faktem jest, że to właśnie wtedy przestałam spać, zmieniając się w zombie, a umysł z dnia na dzień, czy raczej z nocy na noc coraz bardziej zmieniał się w papkę. Działałam na automacie, nienawidząc tego, co robię i szukając jakiegokolwiek promyczka światła w otaczającej mnie czerni.

I wtedy wydarzył się cud. Tak, cud i piszę to z pełną odpowiedzialnością.

Pojawiły się historie w mojej głowie i dziękuję za to, bo pozwoliło mi wyskoczyć z piekła myśli.

Stało się to pewnej bezsennej nocy, gdy jak zwykle nie spałam, ale i nie mogłam wstać, by nie obudzić reszty domowników. Mieszkałam w wynajętym mieszkaniu, które mieliśmy wynajmować jedynie przez kilka miesięcy, a w efekcie mieszkaliśmy w nim kilka lat.

Leżałam, płacząc i taplałam się w mentalnym gównie. I wtedy postanowiłam, że wystarczy, że mam dosyć i nie chcę już, no bo kurwa mać!

I tu przepraszam Cię za wulgaryzm, ale opisuję naprawdę ciemny okres życia i aż boli mnie powrót do tamtych emocji. Robiąc to, czuję tamten ból beznadziejności i cierpienie, jakiego doświadczałam.

Faktem jest, że to ta chwila stała się momentem zwrotnym w moim życiu.

Pojawiła się w moim umyśle historia.

Pyk i zaczęła się wyświetlać, a ja opisywałam ją sobie słowami, skupiając na tym całą zamgloną i zaspaną świadomość.

I to był początek.

Opowiadałam w głowie i wczepiłam się w te myśli, niczym kleszcz w miękką skórę za uchem. Opowiastka była słodka i romantyczna, niczym Harlequiny, których setki „połykałam” w okresie dorastania. Z nocy na noc historia rozbudowywała się i uplastyczniała, a ja dodawałam do niej dźwięki, ubogacałam o zapachy, w końcu stała się pełna emocji i pęczniała od seksu.

Ja sama uspokoiłam się wreszcie, gdy obolały umysł otrzymał pożywkę inną, niż czarne wizje więzienia, do którego za długi trafię jako osoba fizyczna i współwłaścicielka firmy, którą prowadziliśmy z mężem. Co noc, po zwyczajowym już przebudzeniu, odpływałam w słoneczny świat i na plaże w Chorwacji, wczuwając się w emocje bohaterów, zmieniając się w pogodne i pełne miłości myśli.

To był punkt zero, bo to w tamtych ciemnych momentach życia znalazłam swój sposób na medytację. Nie były nim oddechy, ani mantry, ale właśnie historia miłosna z happy endem.

I wtedy zaczęłam na powrót usypiać, a gdy po nerwowej drzemce budziłam się w stresie, znów wsiąkałam w historię, więc usypiałam i powoli zaczęłam wracać do świata żywych. W końcu spisałam tę opowiastkę, następnie opublikowałam na portalu z opowiadaniami i wtedy historia przestała działać nasennie. Zaczęłam wymyślać kolejną i jeszcze następne, powoli przekształcając się z gastronoma w pisarkę.

Tych opowiadań powstały dziesiątki i obecnie poprawiam je, a one zamieniają się w powieści. Tutaj urwę, bo o fenomenie tej metody oderwania myśli od problemów opowiem szerzej przy innej okazji. Chciałam Ci tylko pokazać, jak się to wszystko zaczęło.

Podsumowując, powiem, że od kilku lat pisanie jest moim codziennym rytuałem, a wydawanie książek stało się przy okazji. Wyspecjalizowałam się w tym, zamykając w zgrabne procesy i to je zamierzam przekazać tym, którym mogą się przydać i uchronić od wtop zarówno emocjonalnych, jak i finansowych.Monika Liga

moje miejsca w sieci