Kołami w chmurach

Opis:

Marek spełnił swoje marzenie, dzięki któremu wiedzie szczęśliwe życie samotnika. Nie brakuje mu niczego i czuje się doskonale do momentu, gdy pewnego dnia wyrusza na samotną wyprawę w głąb lasu. W nocy do jego namiotu przychodzi dziewczyna i bierze sobie jego ciało, niczym swoją własność. Marek jest pewien, że to sen do momentu, gdy rano na swym ciele znajduje zadrapania. Pełna tajemniczości powieść o miłości silniejszej niż śmierć.

Przeczytaj 3 pierwsze rozdziały i sprawdź, czy to Twoje klimaty

FRAGMENT

(…) – Kim jesteś? – wychrypiał, gdy dziewczyna przerwała dotyk. – Skąd się bierzesz?

– Nie wiem. – Jej dłoń opadła na brzuch Marka i kobieta zastygła, jakby się zastanawiała nad odpowiedzią. – Nie mam pojęcia.

– Chcę cię. – Zaciągnął się ciepłym zapachem skóry, przyciągając ją do siebie.

Nie mówił więcej, bo nigdy nie był mocny w używaniu słów. Można by nawet powiedzieć, że odrobinę zdziczał, samotnie przemierzając Europę. Jemu to odpowiadało, nie przeszło nawet przez myśl, by zmieniać obecny stan rzeczy.

Przyciągnął ją do siebie, zamknął w ramionach. Pragnął jej, a ona wyczuła to. Przetoczył się na dziewczynę, kolanem utorował drogę pomiędzy jej udami.

– Powiesz mi chociaż, jak masz na imię? – Zadał pytanie, ale nie dał czasu na odpowiedź.

Wpił się w usta dziewczyny, naparł penisem jej śliskie wnętrze. Wciągnęła powietrze czując, że zagłębia się w nią powoli. Zbyt wolno, jakby chciał zadać tortury. Jeszcze sekundę wcześniej zaskoczyła ją pustka w głowie, gdy usłyszała zapytanie o imię. Teraz, czując rozpychającą ją twardość jęknęła, zaciskając powieki i rozchylając usta. Marek jakby na to czekał. Pocałował mocno, wsuwając w usta język, dotykając zębów, pieszcząc jej język, ssąc go. Wycofał się i tylko pocierał sobą, pobudzoną kobiecość.

– Proszę – szepnęła mu w usta.

Spełnił błaganie, wbijając się mocnym, szybkim pchnięciem. To było tak intensywne doznanie, że jęknął, zachwycając tym dziewczynę, potwierdzając jak mocno na niego działa. Obojgu umknęły myśli, gdy zmienili się w pragnienie. Objął jej głowę dłońmi i zaciskając powieki, poruszał się w jej gorącym wnętrzu coraz szybciej. Ona przyciągała Marka ramionami, obejmowała udami, wczuwając się w rytm, zmieniając w instynkt, odpływając coraz dalej ku tęczy. Było tak, jakby ciało Marka budziło kolory w jej umyśle, a te rozlewały się zachwytem w ciele. Języki ognia wystrzeliły z podbrzusza, oślepiając ją, wyrywając z gardła skowyt. Wygięła się w łuk, łamiąc dane słowo i orząc paznokciami plecy Marka. Ten nawet nie poczuł bólu, gdy gorąca, mokra kobiecość zacisnęła się na nim, przeprowadzając na drugą stronę tęczy i jego. Wbił się aż po jądra i drżąc na całym ciele, eksplodował.

To przeżycie było tak nagłe i intensywne, że nie miał siły się ruszyć i zsunąć z miękkiego ciała dziewczyny. Ona nie protestowała, widocznie i jej to nie przeszkadzało. Najchętniej usnąłby, przykrywając ją sobą, tkwiąc w niej, będąc nią otulony. Westchnął, wtulił nos w pachnące kwiatami włosy i pozwolił sobie na jeszcze chwilkę błogiego bezruchu. Da sobie minutkę, później uwolni ją, kładąc się obok.

Kilka sekund później usnął. Nie śniło mu się nic.

Budzik melodyjnie poinformował Marka, że czas zacząć dniówkę. Uniósł powieki i zobaczył pusty materac obok siebie. Obrócił głowę, z drugiej strony również nikt nie spał. Czy to znów mokry sen, czy po prostu majaki zmęczonego umysłu? (…) 

Poznaj całą historię Marka

Dodaj komentarz