Gdy cię widzę, gdy cię pragnę

with Brak komentarzy
Gdy cię widzę, gdy cię pragnę od Monika Liga

OPIS:

Zadzwoniłem do firmy, wziąłem urlop na żądanie. 
Po co? By móc patrzeć. 
Na co? Na nią…”

Tak zaczyna się opowiadanie o mężczyźnie, który uległ fascynacji kobietą z bloku naprzeciwko. On wie o niej prawie wszystko, ona nie ma pojęcia o jego istnieniu. Przełomem w tej sytuacji  staje się dzień, w którym kobieta w burzliwy sposób kończy swój dotychczasowy związek. Dla niego jest to jak sygnał, po którym nic już nie będzie tak samo.

[spreaker type=player resource="episode_id=52452032"]

Gdy cię widzę, gdy cię pragnę od Monika Liga

Rozdział 1



ON



Zadzwoniłem do firmy i wziąłem urlop na żądanie.

Po co? By móc popatrzeć. Na co? Na nią.

Z nosem przy szybie, a właściwie z lornetką, siedzę przy oknie, z którego mam widok na jej okna.

Jak ona ma na imię? W sumie co za różnica?

W tym momencie to nieistotne.

Dlaczego akurat ją obserwuję?

Nie mam zielonego pojęcia, ale od kilku tygodni nie załączyłem telewizora, komputer sporadycznie i tylko wchłaniam jej obrazy przy użyciu lornetki. Patrzę, by następnie zrobić sobie przerwę na kilkadziesiąt pompek. Po co? Żeby nie wypierdolić przez szybę wprost w jej okno. Fiksacja mnie na tą dziewczynę dopadła. Niby smukła, zwykła istota, a jednak jest w niej coś ulotnie fascynującego. Ulotnego i kurwa, zajętego.

***

ON

Nareszcie! Zmiana statusu.

Dziś zobaczyłem kłótnię. Ona rzucająca ciuchami w niego i kopiąca walizkę. Zresztą akcji przenieśli się do przedpokoju, więc straciłem ich z oczu. Nie widziałem już nic z ciągu dalszego. Przez dłuższą chwilę obawiałem się, że może właśnie doszło do pojednania i uprawiają seks w przedpokoju.

Kilka, może kilkanaście minut później facet z walizką wychodzi z drzwi klatki schodowej w zawieruchę śnieżną. W końcu widok jej zapłakanej przy stole w kuchni, gdy odkorkowuje butelkę wina, nalewa kieliszek do pełna i wypija prawie duszkiem.

Wyostrzam ustawienie soczewek, by przyjrzeć się lepiej szyi i delikatnemu ruchowi grdyki, gdy przełyka trunek. Płacze. Chyba. Tak, na pewno, bo smarka i rzuca chusteczką przed siebie.

Zazwyczaj zastanawiasz się nad tym, co robisz. Ja zastanawiałem się zawsze i analizowałem daną sytuację wszerz i wzdłuż, nim podjąłem decyzję. Każda była przemyślana i wyważona. Nawet kolor zasłonki w sypialni wybierałem przez tydzień. Czasami kierujesz się jednak intuicją i wynikają z tego przedziwne rzeczy. Kobiety w posługiwaniu się intuicją są bieglejsze, ja poddałem się jej działaniu po raz pierwszy i o dziwo poczułem ulgę. Jakbym popłynął z prądem rzeki, nie próbując się mu przeciwstawiać. Nie wiedziałem, dokąd mnie to zaprowadzi, ale nie obawiałem się porażki.

***

ONA

Dupek! Dupek! Dupek!

Ja pierniczę! Dlaczego ja spotykam same popsute egzemplarze?
Po
dziesięciu miesiącach mieszkania razem dowiedziałam się, że go ograniczam. Stwierdził, że potrzebuje oddechu i odpoczynku. Chciał, żebyśmy spotykali się tylko trzy razy w tygodniu, bo za dużo mam w sobie kobiety.

No żesz kurwa, ja pierdolę! Jakim cudem niby?! Za dużo kobiety w kobiecie? To wymyślił erudyta jeden! Przecież nie wyhoduję sobie fiuta!

Wykopałam go z ciuchami na klatkę, krzycząc, że nie zrobi ze mnie szaletu i albo w te, albo we wte!

Wybrał we wte. Ciul!

Teraz siedzę, płacząc wprost do wina i tylko zastanawia mnie, z jakiego powodu te łzy. Że to nie rozpacz, tego jestem pewna. Smutku też nie czuję, a jedynie złość. Tak, jestem zła, a właściwie wściekła, bo już od dawna wiedziałam, że nie pasujemy do siebie. Właściwie od początku. Co z tego? Trwałam w tym czymś, bo tak jest wygodniej, może bezpieczniej. Bo miałam towarzystwo i z kim porozmawiać. Choć i to nie wychodziło nam zbyt dobrze. O seksie nie wspomnę.

Właściwie to nie rozumiem całej tej sytuacji. Nieźle, co? Nie rozumiem samej siebie. Ech…

Cóż, było, minęło. Trzeba zapomnieć wraz w wysikaniem wina, które właśnie w siebie wlewałam. Zaczynało no delikatną zabawę z moimi neuronami, pomagając stępić zmysły.

Z butelką i cienkim szkłem na stopce przeszłam do pokoju, smętnie zauważając, że tę butelkę wina odkorkował Adrian i sączyliśmy je razem, oglądając Netflixa. Teraz dopiję ją samotnie. Dosyć to symboliczne, przynajmniej takie mi się wydawało w tym momencie.

W pokoju załączyłam głośno muzykę i w pół siadzie, zamarłam na kanapie.

Jedną z zalet tego mieszkania jest sąsiedztwo. Sami starsi ludzie z przytępionym zmysłem słuchu na tyle, by nie reagować na hałasy. Nie raz muzyka dudniła basami, a reakcji zza ścian nie było. Albo seks. Podczas szczytowania też jest głośno. Nie jestem cicha nawet wtedy, gdy zabawiam się sama ze sobą. W sumie, to głównie wtedy. Cóż, taka moja uroda.

 

Pół butelki później

ONA

Co za licho?!

Piątek wieczór, śnieżyca za oknem. Kogóż przywiało?! Może Adrian stwierdził, że jednak nie chce końca znajomości? Ha! Jeśli tak, to z przyjemnością każę mu spadać. Ja już z nim skończyłam. Opłakałam ten niby związek i wypiłam za jego śmierć. Powrotów nie ma!

Jeśli to nie Adrian, to najprawdopodobniej pani Stenia z naprzeciwka. Pewnie pod pretekstem pożyczenia jakiegoś bzdetu chce pogadać. Chociaż nie, ona by tak nie waliła w drzwi. Cała reszta znanych mi osób najpierw by do mnie zadzwoniła i się zaanonsowała.

Zignoruję to walenie w drzwi. Chcę spokoju i samotności. Muszę się nią ponapawać, a później będę leczyła kaca. Zresztą już teraz, po wypiciu kieliszka wina, nie nadaję się do rozmów.

Kurwa mać! Komuś naprawdę zależy, żeby się do mnie dostać. Muzyka grzmi, a dudnienie w drzwi słychać mimo to.

Owinęłam się ściślej puchatym szlafrokiem i powlokłam w kierunku drzwi. Szłam bardzo powoli w nadziei, że osoba po drugiej stronie zrezygnuje i pójdzie sobie. Niestety, ten ktoś nie rezygnował, a nawet nasilił walenie w drzwi, przeplatając pulsacyjnym dzwonieniem, które chciało mi rozerwać czaszkę.

Zacisnęłam palce na klamce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.

Otworzę i dam temu komuś w mordę! Nawet jeśli to będzie starszawa sąsiadka – warczałam pod nosem, naciskając klamkę. Oczywiście wiedziałam, że nie zdobyłabym się nawet na niemiłe słowo w stosunku do Pani Steni, nie mówiąc o biciu jej. – Za takie natręctwo należy się każdemu solidny kopniak w dupę!

Otworzyłam drzwi z impetem, nabierając równocześnie powietrze w płuca, dla wyartykułowania, chociaż części złości i zostałam na wdechu. Zamarłam, zapowietrzyłam się i nie wiedziałam, jak zareagować.

Przed drzwiami stał osobnik płci najprawdopodobniej męskiej, choć z twarzy widziałam jedynie oczy, brwi i kawałek grzywki, reszta okryta była bowiem kominiarką. W sumie mogła to być również wysoka kobieta. Odzież na nic w dzisiejszych czasach nie wskazuje. Szczególnie zimą.

Nic nie kupuję! – rzuciłam odruchowo, zamykając drzwi.

Nic nie sprzedaję. – Dobiegło spod kominiarki, a but właściciela głosu zablokował drzwi, dłoń naparła na nie.

Znajdziesz ją w moim sklepie

Zostaw Komentarz