„Ktoś coś”

(…)

Usiądź na brzegu wanny – nakazał.

Zrobiłam co każe i poddałam się jego dłoniom, które rozszerzyły mi kolana na boki.

Ale włosów to się pozbędziemy – mruknął, bawiąc się kędziorkami i pobudzając mnie tymi muśnięciami. – Zbrodnią jest zakrywanie takiego cudu.

Najpierw nabrał wody w gąbkę i wycisnął ją na mój brzuch, uda i kafle podłogi, na które spłynęła. Rozprowadził odrobinę mydła, pocierając włoski białą kostką i spieniał okrężnymi ruchami dłoni, które poza tworzeniem piany, podniecały. Taki musiał być jego cel.

Zostań tak. – Nakazał wstając i sięgając po nóż. – I nie ruszaj się!

Nie potrafiłam. Widząc groźne ostrze zacisnęłam odruchowo uda. Widząc to ściągnął brwi, wykrzywił usta. Nie podobała mu się moja reakcja.

Nie skrzywdzę cię, przecież mówiłem. – Tłumaczył spokojnie. – Ogolę cię tym.

A nie może być zwykła maszynka? – Wskazałam jedną z moich kolorowych, których kilka stało w szklanym kubeczku na półce. – Mam też golarkę elektryczną. – Podsunęłam drugą opcję.

Nie może być – zaprzeczył ze spokojem. – Rozszerz uda.

Zrobiłam, jak kazał i choć strach wciąż mi towarzyszył, to czułam w brzuchu coś jeszcze. To było podniecenie zagrożeniem. Zagrożenie z podświadomą pewnością względnego bezpieczeństwa. Nie wiem skąd wzięła się pewność, że on nie chce mnie skrzywdzić. Nie po to tu przyszedł.

Nie ruszaj się. – Zanurzył nóż w wodzie w wannie, a następnie przyłożył go do mojego brzucha.

Zamarłam i tylko brzuch odruchowo cofnął się. Wciągnęłam go, jakby to miało coś zmienić.

Przestań. – Spojrzał mi w oczy, patrząc w górę i klęcząc między moimi udami. – Po prostu się nie ruszaj.

I przejechał ostrzem noża tak, jak robi się to brzytwą. Centymetry włosków zostawały na ostrzu i nie było to nieprzyjemne uczucie.

Grzeczna dziewczynka – mruknął, operując nożem, jakby całe życie golił się wyłącznie w ten sposób. – Jeszcze tylko tutaj.

Kilka chwil później byłam gładka i łysa, jakbym nigdy nie miała tam włosków.

Tak dobrze. – Muskał palcami gładką skórę, rozbudzając coraz większy apetyt. – Teraz cię umyję. Wejdź do wanny.

Cholera, myślałam że goli mnie po to, by zerżnąć. On tymczasem chce mnie myć?

Wskakuj. – Wskazał głową wannę, odkładając nóż na półkę.

Weszłam powoli, jeszcze wolniej zanurzając się. Gorąc wody był bolesny i przyjemny zarazem. On stał spokojnie obok wanny czekając, mi natomiast nie umknął widok namiotu w spodniach. Zastanawiałam się, jak długo wytrzyma swój stan pobudzenia i czy ma jakiś plan.

Usiadłam i czekałam, patrząc otwarcie na jego krocze.

Ty nie wejdziesz do wanny? – zapytałam, nie odrywając oczu od wybrzuszenia.

Chciałam go zobaczyć. Tak, już się przestawiłam na tryb seksualny. Nic nie odpowiedział, lecz klęknął przy wannie i zdjął przez głowę bluzę. Nareszcie widziałam go trochę więcej. Włoski na piersi wołały, żeby ich dotknąć. Małe, sterczące sutki, by delikatnie przygryźć.

Cholera, zdecydowanie byłam już pobudzona i zdziwiło mnie, że po raz pierwszy stało się to głównie przy udziale umysłu! Przecież on mnie prawie nie dotykał. Więcej nożem, niż palcami.

Sięgnął po gąbkę i wylał na nią pachnący płyn. Spienił ją i zaczął okrężnymi ruchami myć mi plecy. Powoli, bez pośpiechu i bardzo starannie.

Uklęknij. – Zawisł z gąbką przy mojej łopatce czekając, aż się uniosę. – Dobrze. – Pochwalił, gdy już klęczałam.

Mył nadal gąbką, ale dołączył do tej pieszczotę palców drugiej ręki, by odłożyć w końcu gąbkę.

Na czworaka. – Głos mu zachrypł, oczy pociemniały.

 (…)