Po zapisaniu będę Ci wysyłała newslettery w formie audio, w których opowiem Ci o tym co u mnie, o przemyśleniach i postaram się nie przynudzać 🙂 Będę Ci też wysyłała maile z ofertami i tym, o czym jeszcze nigdzie nie powiedziałam 🙂

Jeśli Ci się znudzę, to link do wypisu znajdziesz w stopce maila.

Mam też ogromną przyjemność zaprosić Cię do poznania historii „Ktoś, coś”. To historia o pewnym stalkerze:

Mężczyzna upatruje ofiarę.
Mężczyzna poluje.
Mężczyzna bawi się ciałem kobiety.
Kobiecie podoba się taka zabawa.

Aby ją poznać, zapisz się na mój newsletter i otrzymaj dostęp w podziękowaniu za bycie ze mną w kontakcie.

pobierz bezpłatny e-book romans erotyczny Ktoś coś od Monika LigaRozdział 1

Zadzwoniłem do firmy i wziąłem urlop na żądanie.

Po co? By móc popatrzeć. Na co? Na nią.
Z nosem przy szybie, a właściwie z lornetką, siedzę przy oknie, z którego mam widok
na jej okna.

Jak ona ma na imię? W sumie co za różnica? W tym momencie to nieistotne. Dlaczego akurat ją obserwuję? Nie mam zielonego pojęcia, ale od kilku tygodni nie załączyłem telewizora, komputer sporadycznie i tylko wchłaniam jej obrazy przy pomocy lornetki. Patrzę, by następnie zrobić sobie przerwę na kilkadziesiąt pompek. Po co? Żeby nie wypierdolić przez szybę wprost w jej okno. Fiksacja mnie na tą dziewczynę dopadła. Niby smukła, zwykła istota, a jednak jest w niej coś ulotnie fascynującego. Ulotnego i kurwa zajętego.

***

Nareszcie! Zmiana statusu.

Dziś zobaczyłem kłótnię. Ona rzucająca ciuchami w niego i kopiąca walizkę. Zresztą akcji przenieśli się do przedpokoju, więc straciłem ich z oczu. Nie widziałem już nic z ciągu dalszego.

Kilka, może kilkanaście minut później facet z walizką wychodzi z drzwi klatki schodowej w zawieruchę śnieżną. W końcu widok jej zapłakanej przy stole w kuchni. Odkorkowuje butelkę wina, nalewa kieliszek do pełna i wypija prawie duszkiem. Ostrzę ustawienie soczewek, by przyjrzeć się lepiej szyi i delikatnemu ruchowi grdyki, gdy przełyka trunek. Płacze chyba. Tak, na pewno, bo smarka i rzuca chusteczką przed siebie.

Zazwyczaj zastanawiasz się nad tym, co robisz. Ja zastanawiałem się zawsze i analizowałem daną sytuację wszerz i wzdłuż, nim podjąłem decyzję. Każda była przemyślana i wyważona. Nawet kolor zasłonki w sypialni wybierałem przez tydzień. Czasami kierujesz się jednak intuicją i wynikają z tego przedziwne rzeczy. Kobiety w posługiwaniu się intuicją są bieglejsze, ja poddałem się jej działaniu po raz pierwszy i o dziwo poczułem ulgę. Jakbym popłynął z prądem rzeki, nie próbując się mu przeciwstawiać. Nie wiedziałem dokąd mnie ta rzeka zaprowadzi, ale nie obawiałem się porażki.

***

Dupek! Dupek! Dupek!

Ja pierniczę! Dlaczego ja spotykam same popsute egzemplarze?
Po
dziesięciu miesiącach mieszkania razem dowiedziałam się, że go ograniczam. Stwierdził, że potrzebuje oddechu i odpoczynku. Chciał, żebyśmy spotykali się tylko trzy razy w tygodniu, bo za dużo mam w sobie kobiety.

No rzesz kurwa, ja pierdolę! Jakim cudem niby?! Za dużo kobiety w kobiecie? Dobre sobie!

Wykopałam go z ciuchami na klatkę krzycząc, że nie zrobi sobie ze mnie szaletu i albo w te, albo we wte!

Teraz siedzę, płacząc do wina i tylko zastanawia mnie, z jakiego powodu te łzy. Że to nie rozpacz, tego jestem pewna. Smutku też nie czuję, a jedynie złość. Tak, jestem zła, a właściwie wściekła, bo już od dawna wiedziałam, że nie pasujemy do siebie. Właściwie od początku. Co z tego? Trwałam w tym czymś, bo tak wygodniej, może bezpieczniej. Właściwie to nie rozumiem całej tej sytuacji. Nieźle, co? Nie rozumiem samej siebie. Ech…

Cóż, było, minęło. Trzeba zapomnieć wraz w wysikaniem wina, które właśnie w siebie wlewałam. Zaczynało delikatną zabawę z moimi neuronami, pomagając stępić zmysły.

Z butelką i cienkim szkłem na stopce przeszłam do pokoju smętnie zauważając, że tę butelkę wina odkorkował Adrian i sączyliśmy je razem, oglądając Netflixa. Teraz dopiję je samotnie. Dosyć symboliczne, przynajmniej takie mi się wydawało w tym momencie.

W pokoju załączyłam głośno muzykę i w pół siadzie, zamarłam na kanapie.

Jedną z zalet tego mieszkania jest sąsiedztwo. Sami starsi ludzie z przytępionym zmysłem słuchu na tyle, by nie reagować na hałasy. Nie raz muzyka dudniła basami, a reakcji zza ścian nie było. Albo seks. Podczas szczytowania też jest głośno. Nie jestem cicha nawet wtedy, gdy zabawiam się sama z sobą. Cóż, taka moja uroda.

Pół butelki później.

Co za licho?!
Piątek wieczór, śnieżyca za oknem. Kogóż przywiało?! Może Adam stwierdził, że jednak nie chce końca
znajomości? Ha! Jeśli tak, to z przyjemnością każę mu spadać. Ja już z nim skończyłam. Opłakałam ten niby związek i wypiłam za jego śmierć. Powrotów nie ma!

Jeśli to nie Adam, to najprawdopodobniej pani Stenia z naprzeciwka. Pewnie pod pretekstem pożyczenia jakiegoś bzdetu chce pogadać. Chociaż nie, ona by tak nie waliła w drzwi. Cała reszta znanych mi osób najpierw by do mnie zadzwoniła i się zaanonsowała.

Zignoruję dobijanie się. Chcę spokoju i samotności. Muszę się nią ponapawać, a później będę leczyła kaca. Zresztą już teraz, po wypiciu kieliszka wina, nie nadaję się do rozmów.

Kurwa mać! Komuś naprawdę zależy, żeby się do mnie dostać. Muzyka grzmi, a dudnienie w drzwi słychać mimo to.

Owinęłam się ściślej puchatym szlafrokiem i powlokłam w kierunku drzwi. Szłam bardzo powoli w nadziei, że osoba po drugiej stronie zrezygnuje i pójdzie sobie. Niestety, ten ktoś nie rezygnował, a nawet nasilił walenie w drzwi, przeplatając pulsacyjnym dzwonieniem, które chciało mi rozerwać czaszkę.

Zacisnęłam palce na klamce tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.

– Otworzę i dam temu komuś w mordę! Nawet jeśli to będzie starszawa sąsiadka – warczałam pod nosem, naciskając klamkę. Oczywiście wiedziałam, że nie zdobyłabym się nawet na niemiłe słowo w stosunku do Pani Steni, nie mówiąc o biciu jej. – Za takie natręctwo należy się każdemu solidny kopniak w dupę!

Otworzyłam drzwi z impetem, nabierając równocześnie powietrza w płuca, dla wyartykułowania, chociaż części złości i zostałam na wdechu. Zamarłam, zapowietrzyłam się i nie wiedziałam, jak zareagować.

Przed drzwiami stał osobnik płci najprawdopodobniej męskiej, choć z twarzy widziałam jedynie oczy, brwi i kawałek grzywki, reszta okryta była kominiarką. W sumie mogła to być również wysoka kobieta. Odzież na nic w dzisiejszych czasach nie wskazuje. Szczególnie zimą.

Nic nie kupuję! – rzuciłam odruchowo, zamykając drzwi.

Nic nie sprzedaję. – Dobiegło spod kominiarki, a but właściciela głosu zablokował drzwi, dłoń naparła na nie.

Nie zdołałam ich zamknąć, zrobił to on, wchodząc do mieszkania i wpychając mnie do niego. Byłam pewna, że to mężczyzna. Byłam również przerażona i odcięta od drogi ucieczki, co stwierdziłam trzeźwiejąc błyskawicznie.

Czego pan chce? – Z moich ust same wydostawały się banały słowne. – Niech pan wyjdzie z mojego mieszkania.

Nie. – Krótkie, ostro wypowiedziane słowo, przecięło powietrze.

Chce pan pieniędzy? – Przekupstwo włączyło mi się jako pierwsze. – Mam tylko dwieście złotych.

Nie chcę. – Te dwa słowa zabolały mnie skurczem brzucha.

– To, czego pan chce? – pytałam, lecz nie chciałam słyszeć odpowiedzi.

Ciebie.

Gwałt? – To straszne słowo zdołało mi się przecisnąć przez gardło.

Zdecydowanie nie. – Pokręcił przecząco głową. – Poczęstujesz mnie winem?

Skąd… – Nie skończyłam. Nie powie mi przecież prawdy skąd wie, że piję wino. Chyba że poczuł zapach? Ale jak? Przez kominiarkę? – Chcesz się napić wina?

– Na początek.

Widziałam, że mnie obserwuje. Skupienie oczu, które swoją drogą były wyjątkowo ładne, kazało mi stać na baczność. Czekał na mój ruch? Obawiał się, że rzucę się na niego i spróbuję uciec przez drzwi wejściowe? Skąd wiedział, że sąsiedzi na moim piętrze są przygłusi i że może walić tak głośno w drzwi?

– Ok. – odparłam krótko.

Odwróciłam się, poszłam przodem, wiążąc pasek szlafroka na trzy supły. Jakby to miało w czymś pomóc, ochronić mnie. Zabawne.

Nie, to nie było ani trochę zabawne! Było przerażające i nie płakałam, nie histeryzowałam wyłącznie dlatego, że byłam pod wpływem sporej ilości alkoholu. Chyba dlatego. A może strach wyłącza tego typu paniczne zachowania? Nie, przecież widziałam takie reakcje na filmach! Ofiara zalewa się łzami, błagając o litość. Czemu ja tak nie reagowałam?!

Wzięłam z kuchni czysty kieliszek, drugą butelkę z winem i pod bacznym spojrzeniem nieznajomego podreptałam do salonu. Usiadłam na kanapie, on stanął naprzeciw mnie. Milczałam, czekając na rozwój wypadków. Nie mówił nic, a jedynie przyglądał mi się w ciszy.

W końcu rozpiął kurtkę, zdjął ją i rzucił na podłogę, by po chwili dorzucić kominiarkę.

Stał przede mną młody facet. Czy zwykły? Najwyraźniej nie, skoro wdarł się do mojego mieszkania na…

Przyszedłeś na wino? – Musiałam usłyszeć cokolwiek.

Najgorsze było jego milczenie. Teraz do milczenia dołączył jeszcze uśmieszek. Pomieszanie litości i pobłażania dla mojej niedomyślności?

– Powiesz coś? – Naciągnęłam mocniej poły szlafroka na siebie. – Bo zacznę krzyczeć!

Waliłem w drzwi jak oszalały i nikt nawet nie wyjrzał, by sprawdzić co się dzieje. – Wziął butelkę i wbił korkociąg w korek, bez zdejmowania plastikowej osłonki z szyjki. – Przyszedłem do ciebie.

Do mnie?! – Nie podobała mi się jego odpowiedź. – Nie znam cię.

To się zmieni – mruknął.

Odkorkował wino, lecz zatrzymał się z butelką przed twarzą, skonsternowanym wzrokiem przyglądając się odstającym strzępkom czarnej folii na jej szyjce. Sięgnął za siebie, by po chwili sparaliżować mnie widokiem tego, co wyjął zza pleców. Był to sporych rozmiarów nóż, wyglądający na bardzo ostry i niebezpieczny. Odruchowo wcisnęłam się plecami w oparcie kanapy. Odciął ostrzem folię z butelki, zdarł jej resztkę palcami i położył nóż na stoliku między nami. Odstawił butelkę i usiadł na fotelu naprzeciw. Pochylił się w moją stronę, nie spuszczając ze mnie badawczego wzroku.

Lubisz zmiany? – Uniósł brwi. Milczałam, nie wiedząc, co powiedzieć. – Jeśli nie to sprawię, że je polubisz.

Masz ochotę na poznanie całej historii? W tym celu zapisz się do newslettera i odbierz dostęp.